• facebook
  • rss
  • Jezus mnie urzeka małymi gestami

    dodane 30.01.2014 00:00

    O zaślubinach z Chrystusem, miłości „na przepadłe”, świętej babci i zgromadzeniu, w którym spełniają się wszystkie marzenia, z s. Anną Marią Pudełko, apostolinką, rozmawia Agnieszka Napiórkowska.

    Agnieszka Napiórkowska: Przed nami Światowy Dzień Życia Konsekrowanego, ustanowiony przez Jana Pawła II w 1997 r. Jak przeżywa się taki dzień, będąc osobą konsekrowaną?

    S. Anna Maria Pudełko: Nie jest to dzień nadzwyczajny, ale szczególny, w którym dotykamy tajemnicy umiłowania, wybrania i bycia posłanymi. Dla nas, apostolinek, jest to dzień dziękczynienia za życie konsekrowane i dzień modlitwy w intencji konsekrowanych. Nasza misja stawia nas wobec tajemnicy powołania, zarówno tego do kapłaństwa, jak i konsekrowanego. Dlatego jest to dzień modlitw w intencji wszystkich osób, które rozeznają to powołanie, które dokonały już wyboru, aby żyły autentyzmem i żarliwością, i za te, które na tej drodze przeżywają trudności.

    Wspólnotowe przeżywanie tego dnia to jedno. Konsekracja dotyczy konkretnej osoby, dlatego – jak przypuszczam – jest to czas osobistego powracania do tego dnia, do podjętych zobowiązań i ślubów.

    Miłość jest czymś osobistym. Jest tajemnicą i darem. Konsekracja, jak pięknie o tym mówi adhortacja „Vita consecrata”, to całkowite i wyłączne oddanie siebie Chrystusowi. Takie oddanie „na przepadłe”. To uznanie, że Jezus jest Panem i miłością mojego życia. Dla mnie osobiście to jest zachwyt, zdumienie, ogromna wdzięczność, ale też skrucha, bo Pan Bóg daje wszystko, a odpowiedź moja jest bardzo ludzka, pełna z jednej strony pragnienia i poświęcenia, z drugiej – grzeszności i słabości.

    Nieraz spotkałam się ze stwierdzeniem, że życie sióstr zakonnych jest o wiele trudniejsze niż życie kapłanów. Żeńskie zgromadzenia zakonne owiane były pewną tajemnicą. Czy – zdaniem Siostry – współczesny człowiek potrafi docenić dar, jakim jesteście?

    Raczej tak. Na naszej łowickiej ziemi odczuwamy bardzo wiele życzliwości i otwartości. Tu, w Skierniewicach, w których przez wiele lat nie było żadnego zgromadzenia, siostra zakonna kojarzy się z osobą oddaną Panu Bogu. Często ludzie, spotykając nas na ulicy, przystają i powierzają nam jakieś swoje sprawy. To jest niesamowite, jak wielka jest jeszcze wiara w moc modlitwy. Wzruszające jest i to, że po otrzymanych łaskach wiele osób dzwoni, by powiedzieć „dziękuję”.

    Będąc oblubienicami Chrystusa, jesteście tymi, które wiele mogą wyprosić. Podobnie, jak żony od swoich mężów. Nieraz syn żalił mi się, że długo o coś prosił tatę, ale ten się nie zgadzał. A kiedy ja go o to poprosiłam, od razu był na tak. Siostrom chyba również znane jest to uczucie?

    Jak najbardziej. Ja czuję, że Jezus nawet przez małe gesty mnie urzeka. Zwłaszcza kiedy na Eucharystii powierzam mu osoby i sytuacje, odpowiedź jest natychmiastowa. Może nie taka, jakiej oczekiwałam, ale jest namacalna, pokazująca interwencję Pana Boga. Relacja z Jezusem jest relacją oblubieńczą. Jezus jest Bogiem – człowiekiem, Bogiem – mężczyzną. I ja idę do Niego jako do mężczyzny mojego życia i do mojego Boga. Jest to inaczej niż w relacji małżeńskiej, bo idę przez wiarę i spotykam Go w sakramentach i w słowie. On się w tym słowie objawia i jest niesamowicie piękny. Przychodząc na ziemię jako czysty, ubogi i posłuszny, pokazuje nam, że w niebie takie będą relacje. Być osobą konsekrowaną to przeżywać w sobie tę tajemnicę, ten styl życia. To jakby przynosić trochę nieba na ziemię. I zapraszać do tego innych, by tak jak Jezus kochali miłością czystą, niezaborczą, by stawali się darem dla drugiego, nic mu nie wykradając; miłością ubogą, czyli taką, która potrafi ofiarować i przyjmować, bo ubóstwo to też przyjęcie własnego ograniczenia; i wreszcie miłością posłuszną, która potrafi słuchać najgłębszych pragnień Boga i pragnień człowieka. Tu jest istota konsekracji i piękno człowieczeństwa. Z tego wypływają konkretna praca i posługa. Stąd to, co robimy, jest darem i służbą, a nie pracą.

    Wiele kobiet, myśląc o konsekracji, obawia się, że składając śluby, siostra zakonna musi wyrzec się swojej natury, zrezygnować z kobiecości i troski o siebie.

    Tak nie jest. Łaska zawsze buduje na naturze i ją upiększa, uszlachetnia. Kobieta, kiedy czuje się kochana, jest piękna. Piękno nie jest kwestią estetyki. Jest ono odkryciem wewnętrznej harmonii. Kiedy kobieta czuje się kochana, nie ma w niej lęku. Wtedy cała może stawać się darem poprzez swoją troskę, miłość, czułość dla osób, które zostały jej powierzone. Podobnie jest w przypadku konsekracji. Jeżeli kobieta spotyka się z Bogiem, który jest miłością, niemożliwe, żeby jej kobiecość nie prowadziła do Boga. Kiedy patrzymy na kobiety w Biblii, na Esterę, Judytę, Rebekę, one wszystkie były piękne. I – co ważne – potrafiły to piękno wykorzystać, aby służyć dobru społeczeństwa, rodziny. To nie była tylko kwestia estetyki czy zadbania, ale coś, co wypływało z duszy. Ja wierzę, że kobieta konsekrowana, która ma żywą relację z Bogiem, potrafi też zadbać o siebie, tak, by było miło przy niej być. I to nie jest tylko sprawa wyglądu, ale także wypowiadania się, zachowania. To jest dziś bardzo ważne narzędzie ewangelizacyjne. Kobieta została stworzona do relacji. Dlatego ma prowadzić człowieka do Boga. A najpiękniejszym wzorem jest tu Maryja.

    Patrząc na Siostrę, nie mam wątpliwości, że jest Siostra osobą szczęśliwą. Jaka była droga Siostry do całkowitego oddania się Jezusowi?

    Pierwsze przebłyski miałam w wieku 5 lat. Wtedy przy mojej babci stwierdziłam, że będę siostrą zakonną. Moja babcia była niesamowitą kobietą, zakochaną w Bogu. Była bardzo ciepła, prosta i rozmodlona. Zawsze widziałam ją z różańcem w ręku. Jedną ręką przesuwała paciorki, a drugą mieszała zupę. Dla mnie Pan Bóg był kimś bliskim, bo ja wiedziałam, że ona z Nim rozmawia jak z drugim człowiekiem. Ona prowadzała mnie do kościoła, opowiadała mi bajki, ale i przypowieści biblijne. Myślę, że już wtedy Duch Święty pielęgnował moje powołanie. Potem, jak dorastałam, pomysły na życie były różne, ale zawsze chciałam, żeby to było życie dla Boga i Kościoła. Myślałam o założeniu rodziny chrześcijańskiej. Potem o świeckiej konsekracji. W czasie liceum fascynowały mnie wszystkie powołania. Nosiłam w sercu dwa pragnienia: chciałam pomagać innym odkrywać ich powołanie i być przy tych, którzy przeżywają trudności na drodze powołania. Wydawało mi się, że to jest nie do spełnienia. Podczas spowiedzi kapłan powiedział mi, że są siostry, które mają dokładnie taki charyzmat, ale że nie ma ich jeszcze w Polsce. I tak się zaczęła moja droga z apostolinkami, do których wstąpiłam we Włoszech. Dziś już 10 lat minęło od moich ślubów wieczystych. I – jak zauważyłaś – jestem na tej drodze bardzo szczęśliwa.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół