• facebook
  • rss
  • W komisariacie i na plebanii

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 09/2014

    dodane 27.02.2014 00:00

    – To niesamowita rozrywka i oderwanie od codzienności, garów, a nawet od męża – śmieje się Bogumiła Gwiazdowicz.

    Tańce, hulanki, swawole w środku tygodnia? Czemu nie? Przecież od lat nasi przodkowie hucznie świętowali ostatki, by przez następnych 40 dni pościć od tłustego jedzenia i wyskokowych trunków. A żeby tradycji stało się zadość, mieszkańcy Czerniewic, Lubochni, Rzeczycy i innych miejscowości spotykają się w gminie Rokiciny, by wspólnie biesiadować i radosną zabawą pożegnać karnawał. W tym roku nie było inaczej.

    Żeby nie zostać samemu

    „Gdy byliśmy jeszcze mali, rodzice gadali, ażebyśmy o tradycjach nie zapominali” – tak najprościej można by wytłumaczyć fakt, dla którego 15 mężczyzn i kobiet w sile wieku zakłada peruki, maski, prześmieszne stroje i w tych przebraniach odgrywa scenki dla mieszkańców Czerniewic i innych gmin. I choć trudno doszukać się postaci, które musiały się znaleźć w tradycyjnych zapustach (takie do zeszłego roku można było zobaczyć w Bobrownikach), aktorzy wspominają, że ich rodzice również brali udział w śmiesznych przedstawieniach ostatkowych, w których niekoniecznie pojawiali się wymagani przez tradycję Śmierć bądź miś. – Już w dzieciństwie chodziliśmy po domach – opowiada Karol Szydłowski. – To była niesamowita rozrywka, dostało się pączka, czasem jajko czy parę groszy. I nie można było pominąć żadnego sąsiada, bo obraziłby się, że u niego nie byliśmy – wspomina ze śmiechem. To, co zostało z tamtych lat, to z pewnością dobra zabawa towarzysząca przygotowaniom do występów. – Spotykamy się raz w tygodniu na 2 godziny – mówi Bogusława Pałągiewicz, która choć chora, nie opuściła wtorkowego spotkania. – Znamy się od wielu lat, można powiedzieć, że się przyjaźnimy. Zawsze znajdzie się czas na pogaduszki, herbatę, ciasto, czasem nawet parkę [regionalną potrawę z ziemniaków – przyp. aut.], przygotowaną przez Karola. I oczywiście jest czas na śpiewy i ćwiczenie ról. Czy nam się chce? Robimy wszystko, by tak było. Cały dzień zajmujemy się domem, gospodarstwem, wnukami, a wieczorem mobilizujemy się, zostawiamy wszystko i przychodzimy tu. Gdy nie będziemy od siebie wymagać, zostaniemy kiedyś sami w domu.

    Śmiech dobry na wszystko

    Trzeba przyznać, że kreatywności mieszkańcom Czerniewic mógłby pozazdrościć niejeden młody. Świadczą o tym nie tylko wymyślne, własnoręcznie uszyte stroje (których każdy aktor ma po 3 komplety), ale też piosenki, przyśpiewki i scenariusze. Za nie odpowiedzialna jest Zofia Cabała. – Staram się wychwytywać najważniejsze wydarzenia z kraju, a potem wplatać je w teksty. Mamy przyśpiewki o wydłużonym wieku emerytalnym, o zniesionych ulgach, podwyższonych o 5 zł rentach, nawet o seksaferze. Wszystko to okraszone śmiechem i dystansem. Wiadomo przecież, że nie ma lepszej obrony niż śmiech – tłumaczy stale roześmiana pani Zosia, która za swoje rymy podziwiana jest przez innych aktorów. I właśnie dzięki jej żartom i poczuciu humoru pozostałych uczestników zespół z Czerniewic niejednokrotnie zajmował 1. miejsca na biesiadzie ostatkowej w Rokicinie. A potem... zabawa do północy. A jeśli nie uda się wyjechać na przegląd, zapustowe scenki oglądają mieszkańcy. – Zachodzimy też na komisariat i obowiązkowo do księdza proboszcza. Rok temu dał nam jajka – śmieje się odpowiedzialny za zespół Kazimierz Dereń. W tym roku „Czerniewiczanie” wystawią scenkę rozgrywającą się u lekarza, w której nie zabraknie przyśpiewek typu: „W polityce samowolka, każdy do swojego worka”, „Ko, ko, ko, ko, na wsi spoko” czy „Dołożyli jeszcze wieku, dożywotnio rób, człowieku”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół