• facebook
  • rss
  • Od środy na serio

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 10/2014

    dodane 06.03.2014 00:00

    – Zazwyczaj wymyślałam takie wyrzeczenia, które służyły mnie samej. W zeszłym roku po raz pierwszy zapytałam Boga: „Co zrobić, by zbliżyć się do Ciebie?” – mówi Marlena Kochanowska.

    Łakomstwo? Zbyt wiele godzin spędzonych przed komputerem i TV? Brak hojności względem Boga i braci? Problemy z egoizmem? Spokojnie, Bóg ma na to wszystko sposób. 40 dni, podczas których odmawiamy sobie pokarmów i innych przyjemności, częściej myślimy o potrzebujących, oddajemy swój czas i zaangażowanie bliźnim i Bogu i staramy się zapomnieć o sobie, to nie tylko ćwiczenie duchowe, ale też sposób na to, by spotkać się z Miłością, jaką jest Bóg. Pomysłów na wyrzeczenia i postanowienia wielkopostne jest pewnie tyle, ilu wierzących. I niezależnie od tego, czy rezygnujemy z ulubionych przysmaków, odwiedzamy tych, których zaniedbaliśmy, oddajemy zaoszczędzone pieniądze, czy zwiększamy aktywność modlitewną, na początku Wielkiego Postu warto zadać sobie pytanie: czy to, co podejmuję, zbliża mnie do Boga, czy też pompuje moje ego?

    Zwyciężyła miłość

    Marlena Kochanowska, mama 4 córek, opowiada o Wielkim Poście jak o czasie, do którego trzeba dojrzeć. Przez wiele lat 40 dni poprzedzających poranek Zmartwychwstania traktowała jako czas, który pozwoli jej zadbać o figurę bądź wygląd. Dopiero gdy wstąpiła do wspólnoty, zrozumiała, że nie taki był zamysł Boży. – Owszem, niejedzenie słodyczy było dla mnie trudem, ale intencją było zrzucenie paru kilo. Nie myślałam wtedy o Bogu i o relacji z Nim – wspomina pani Marlena. – I pewnego razu przeczytałam zdanie: „Czy to, czym pościsz, zbliża Cię do miłości Boga?”. To mnie zatrzymało. Poprosiłam Boga, by pomógł mi podjąć jakieś wyrzeczenie. I oczywiście, nie zawiodłam się – śmieje się pani Marlena, która postanowiła przez 40 dni mówić swoim dzieciom i mężowi „kocham cię”. Niezależnie od nastrojów, sporów, buntów nastolatek. Okazało się, że osobie mającej trudność z okazywaniem uczuć wcale nie przychodzi to tak łatwo. – Zawsze myślałam, że moja rodzina wie, że ją kocham, bo przecież od rana do nocy krzątam się wokół nich, gotuję, szykuję, sprzątam. Ale pomyślałam, że chcę, by usłyszeli o mojej miłości. Na początku te słowa wydawały mi się puste. No bo, ot tak sobie „kocham cię”? Z czasem zorientowałam się, że nie tylko to wyznanie przychodzi mi z większą łatwością, ale w ogóle mówienie o uczuciach – opowiada. Pani Grażyna Kowalska również postanowiła zbliżyć się do Boga przez służbę człowiekowi. – Moja najmłodsza córka, studentka, wstaje o 5 rano. Dla mnie to środek nocy, bo mój dzień zaczyna się najwcześniej o 7.30. Podczas modlitwy wpadł mi do głowy pomysł, że kiedy wstanę o 5.00 i przygotuję córce śniadanie i kanapki, nie tylko pozwolę jej pospać 30 minut dłużej, ale też spędzę z nią pierwsze minuty dnia. Nie ukrywam, że poranki były dla mnie bardzo trudne, ledwo mogłam otworzyć oczy, ale radość i wdzięczność córki motywowały mnie. A co najważniejsze, w tym postanowieniu nie wygrała moja silna wola, która pewnie załamała by się po tygodniu, ale miłość do córki.

    By spotkać się z Bogiem

    Łukasz Kobierecki śmieje się, że gdy mężczyzna nie wie, jakie postanowienie powziąć, wystarczy zdenerwować żonę, a ta w przypływie emocji na bank wyrzuci słabości, z którymi warto walczyć. – Oczywiście, mówię to z przymrużeniem oka, ale rzeczywiście druga osoba może bardzo pomóc w wyborze postanowienia, bo patrzy na nas obiektywniej niż my sami – mówi pan Łukasz, który zaczął w pełni przeżywać Wielki Post dopiero wtedy, gdy wstąpił do Odnowy w Duchu Świętym. Jako osoba niemodląca się na co dzień słowem Bożym, postanowił sobie, że każdego dnia usiądzie do modlitwy choćby na 15 minut. – To była wielka walka! Kiedy starałem się znaleźć czas na modlitwę, miałem do zrobienia tysiące innych rzeczy, a kiedy już do niej usiadłem, każda minuta zamieniała się w godzinę. Pojawiały się we mnie wątpliwości, czy to na pewno jest słowo Boga. Ale z Bożą pomocą wytrwałem w postanowieniu i dziś codziennie rozważam Pismo Święte – opowiada. W podobny sposób zbliżała się do Boga pani Marlena, która oprócz wyznawania rodzinie miłości, odprawiała codziennie Drogę Krzyżową. – Co ciekawe, za każdym razem widziałam się na innym miejscu. Raz byłam Piłatem, który skazuje, raz ludem, który wydaje, raz biczującymi. Ale byłam też Cyrenejczykiem, Weroniką. Bardzo mocno przeżywałam mój grzech, który krzyżuje Jezusa. A jednocześnie cierpienie Boga otworzyło mnie na cierpienie w ogóle, nadało mu sens. Dlatego kiedy urodziła się moja najmłodsza córka, która od pierwszych dni życia chorowała, pytanie: „dlaczego to maleńkie dziecko tak cierpi?” zamieniłam na inne: „co mogę zrobić, by jej ulżyć?”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół