• facebook
  • rss
  • Kurs to nie szczepionka

    dodane 06.03.2014 00:00

    – Po pierwszych kilku wykładach kursu przedmałżeńskiego całą drogę do domu kłóciliśmy się tak, że aż iskry leciały. Później godzinami rozmawialiśmy o tym, jak wyobrażamy sobie nasze szczęśliwe małżeństwo – mówi Piotr Werbiński.

    Wielki Post (a także poprzedzające go tygodnie) to czas, w którym w bardzo wielu parafiach diecezji łowickiej odbywają się kursy przedmałżeńskie. W Rzeczycy, Bełchowie, Dmosinie, Kompinie czy Bednarach nauki odbywają się raz w roku. W miastach kursy dla narzeczonych organizowane są znacznie częściej.

    Akrobacje bez licencji

    Podczas 10 spotkań narzeczeni poznają wybrane zagadnienia z teologii małżeństwa i rodziny, a także uczą się naturalnego planowania rodziny. Mogą się także zastanowić się nad tym, co będą sobie ślubować i dlaczego chcą być ze sobą do końca życia. W prowadzeniu nauk duszpasterze wspierani są przez osoby świeckie i doradców rodzinnych, którzy udzielają praktycznych rad i często dzielą się także swoim doświadczeniem małżeńsko-rodzinnym. – Idąc na kurs, byłem zły, że muszę w nim uczestniczyć. Znajomi opowiadali mi, że to strata czasu – mówi P. Werbiński. – Po pierwszym spotkaniu miałem wrażenie, że wsiadam do samolotu bez licencji pilota z zamiarem robienia akrobacji. Dostało mi się też od mojej narzeczonej, która poczuła wiatr w żagle. Ciągle chciała gadać, oczekiwała jasnych deklaracji i nie odpuszczała mi, gdy mówiłem, „że jakoś to będzie”. Po 10 spotkaniach, dzięki którym zaczęliśmy ze sobą szczerze rozmawiać, poczułem się szczęśliwy. Wyjaśniliśmy sobie wszystko to, co było trudne i od lat przemilczane. Teraz nie mogę się doczekać dnia, w którym powiem Kasi, że ślubuję jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską... – wyznaje Piotr. Z kursu zadowoleni byli także Julia Kłoczkowska i jej narzeczony José Luis Cortizo Miras, pochodzący z Hiszpanii. – Dla mnie był to czas, w którym mogłem odpowiedzieć sobie na pytania, jaki jestem, jaki byłem, czego pragnę i kim dla mnie jest Julia – mówi Luis. – Kiedy mówiłem swoim hiszpańskim przyjaciołom, że się żenię, wszyscy reagowali w taki sam sposób, mówiąc: „Luis, zwariowałeś?! Jesteś jeszcze młody. Nie marnuj sobie życia. Po co ci ten ślub?”. Ich reakcja mnie nie dziwi, bo w Hiszpanii mało kto decyduje się szybko na małżeństwo. Ja jestem szczęściarzem. Kiedy poznałem Julię i mocno zbliżyłem się do Boga, dostałem coś, o czym moi koledzy nawet nie marzą. Kościół pomógł mi przewartościować wiele spraw i pokazał, jak żyć. Dziś wiem, że chcę mieszkać w Polsce, że kocham Julię i chcę z nią spędzić całe życie – zapewnia Luis, który marzy także o wychowywaniu dzieci i przekazywaniu im wiary. Bo, jak mówi, jest ona podstawą szczęścia i gwarantem miłości. Z nauk zadowolona jest także Julia. – Po ślubie będziemy szukać jakiegoś miejsca, w którym dalej będzie można rozmawiać o miłości, relacjach i małżeństwie. Samemu często trudno jasno spojrzeć na wszystkie aspekty życia i miłości. Podczas spotkań, na których padają konkretne pytania, jest to znacznie łatwiejsze. Po kursie wiem, że nasza miłość nie jest nam dana jako gotowy produkt, ale jako coś, o co musimy dbać, co trzeba pielęgnować i chronić – zauważa Julia.

    Instrukcja obsługi

    Większość par uczestniczących w kursach nie ukrywa, że w dzisiejszych czasach ciężko jest podjąć decyzję o zawarciu małżeństwa w Kościele. Pozostanie wiernym wobec przysięgi wielu młodym ludziom wydaje się bardzo trudne do zrealizowania. Trudności te zauważa ks. Bogdan Zatorski, odpowiedzialny za Duszpasterstwo Rodzin, który zachęca kapłanów i katechetów do tego, aby o miłości, czystości i relacjach rozmawiali otwarcie już z młodzieżą gimnazjalną. – To ich trzeba przekonać, że taki styl życia jest czymś najlepszym, co później zagwarantuje im szczęście. Niestety, zwłaszcza w miastach daje się zaobserwować mentalność niesprzyjającą zawieraniu małżeństw sakramentalnych. Promocja rozwodów, lansowanie stylu niesłużącego wierności i podejmowaniu decyzji na całe życie zbiera swoje żniwo – mówi ks. Zatorski. Zauważa także, że pary, które decydują się na kurs, w większości szukają drogi, by stworzyć małżeństwo trwałe i udane. – Myślę, że w Kościele to znajdują. Oczywiście, kurs nie załatwia wszystkiego. To nie jest szczepionka gwarantująca zdrowie. To raczej coś w rodzaju instrukcji obsługi. Poza spotkaniami dla narzeczonych potrzebą czasu jest organizowanie także spotkań i stałej formacji dla młodych małżeństw i tych, które przeżywają kryzys – dodaje ks. Zatorski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół