• facebook
  • rss
  • Tulipany zamiast sloganów

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 11/2014

    dodane 13.03.2014 00:00

    I Diecezjalny Dzień Kobiet. – Jadąc do Skierniewic, nie sądziłam, że Pan Bóg szykuje dla mnie tak niesamowite rzeczy. Nie dość, że odkryłam, że jestem 100-procentową kobietą, to jeszcze dowiedziałam się, że moja koleżanka jest prorokiem – śmieje się Jolanta Kucińska.

    W czasie, gdy w Warszawie feministki skandowały: „Gender, ufamy tobie!” i domagały się legalnej aborcji i równouprawnienia, w Skierniewicach kobiety z diecezji łowickiej rozmawiały o swojej godności, geniuszu, talentach i wyzwaniach. Przez kilka godzin panie słuchały wykładów, świadectw i muzyki, której nie powstydziliby się wytrawni melomani. Toczyły też długie rozmowy przy kawie i domowych wypiekach. Ich burza mózgów podczas pracy warsztatowej nieraz wywoływała salwy śmiechu, a efekty końcowe zachwyciły nawet biskupa ordynariusza, który na zakończenie Eucharystii zaapelował do pań: – „Jestem kobietą – lubię to!”. Proszę, powtarzajcie to sobie przez cały rok. Aż do następnego spotkania.

    Nie „czy?”, a „co?”

    W ramach akcji ewangelizacyjnej „Rośnij z Gościem” łowiccy dziennikarze GN we współpracy z siostrami apostolinkami, Gimnazjum nr 3 im. I. Krasickiego i parafią św. Jakuba w Skierniewicach 8 marca zorganizowali I Diecezjalny Dzień Kobiet pod hasłem: „Jestem kobietą – lubię to!”. Podczas wykładów, świadectw i warsztatów panie zastanawiały się nad zamysłem Pana Boga względem kobiety. – Ten dzień to coś, czego było mi trzeba – powiedziała Alicja Grabowska. – W ostatnich latach w różnych mediach kobiecość jest redukowana do wyglądu. Nie jest ważne to, co mamy w głowie, w sercu. Bycie żoną, matką próbuje się ukazywać jako coś, co ogranicza kobietę. Wykład siostry Anny Marii Pudełko, która w ciepły sposób mówiła o godności i powołaniu kobiety w zamyśle Bożym, mnie zachwycił. Długo będę jeszcze zastanawiała się nad tym, co znaczy biblijne stwierdzenie mówiące o tym, że jesteśmy odpowiednią pomocą dla mężczyzny. Podobało mi się także przypomnienie, że kobieta porusza się w świecie osób, na który uwrażliwia mężczyznę, że wydobywa go z jego samotni, tworzy więzy, uczy delikatności, odcinania pępowiny i mówienia o uczuciach – mówi pani Alicja. Podczas wykładu s. Anna Maria podkreślała także, że kobieta jest piękna i pełna godności, bo jest dziełem Stwórcy. Została stworzona z miłości i do miłości. Zrozumienie tej prawdy jest bardzo ważne, szczególnie w dobie przeciwstawiania sobie płci i walki z różnością. – Jesteśmy powołani do odkrywania darów, jakimi są podobieństwa, różnice i dar wzajemnej integracji mężczyzny i kobiety – mówiła prelegentka, która jako wzór niedoścignionej kobiecości przedstawiła Maryję, w której każda niewiasta może odnaleźć siebie. Przyglądając się fenomenowi Matki Boga, zachęcała kobiety do odnajdowania swojego piękna w Bogu, dzięki czemu – zamiast stawiania sobie pytań: „Czy jestem piękna?” – każda będzie mogła się zastanawiać nad tym, co jest jej pięknem. Przesłaniem, które szczególnie spodobało się paniom, było stwierdzenie, że mocą kobiety jest czułość i prawda, że kobieta, która potrzebuje odkryć i pokochać siebie, powinna zmieniać się jako pierwsza i pociągać do przemiany innych, a nie żądać, aby to inni się zmieniali.

    Uskrzydlone mistrzynie

    Po wykładzie Marii Rogaczewskiej, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego i członkini Komisji Episkopatu Polski ds. kobiet, która – mówiąc o kobietach – ukazywała je jako mistrzynie, w sali czuć było wyraźne poruszenie. Dowartościowane panie z nieskrywaną radością dzieliły się swoimi przeżyciami i doświadczeniami. Dla wielu z nich słowa M. Rogaczewskiej były niczym przebudzenie i zachęta do działań. – Kobiety, które akceptują same siebie, dostrzegają swoją wartość, mają inny sposób działania i zmieniania świata niż mężczyźni – mówiła M. Rogaczewska, która podkreśliła także, że istnieje nie tylko męska, ale też kobieca twarz odwagi, kobieca twarz wiary, kobieca twarz duchowości, a także kobieca twarz przywództwa i mistrzostwa. – Każda z nas, które tu siedzimy, jest mistrzynią w jakiejś dziedzinie. Jedna piecze świetne ciasta, inna jest mistrzynią modlitwy, kolejna spełnia się zawodowo. Musimy sobie to uświadomić. Dziś bowiem wiele kobiet nie wie, że są mistrzyniami. Aby to dostrzec, wystarczy przyjrzeć się kobietom odważnym. Ich przykłady kobiecego mistrzostwa, odwagi i cnót serca pokazują, na czym polega ta specyficzna właściwość kobiecego mistrzostwa w różnych dziedzinach życia. Na hojności, ofiarności, zdolności powstawania z kolan w trudnych sytuacjach, na przebaczaniu i pomaganiu innym. Jeśli tylko kobieta odkryje swoje powołanie i będzie nim żyła, może dokonać prawdziwej zmiany nie tylko w sobie, ale i dokoła siebie. Ta kobieca zdolność widzenia potrzebnej, koniecznej zmiany jest darem prorockim, a zdolność wprowadzenia tej zmiany jest darem królewskim. Oba te dary ma w ukryciu każda kobieta i może je w sobie uruchomić – tłumaczyła pani Maria, która zdemaskowała także trzy zasłony, odbierające radość życia wielu kobietom. Są nimi skupianie się tylko na własnym domu i rodzinie, zbyt krytyczne ocenianie i klasyfikowanie siebie i innych oraz poczucie bycia ofiarą sytuacji. – Trzeba zrzucić te wszystkie zasłony i zobaczyć, że – po pierwsze – żyjemy razem z innymi kobietami, z którymi możemy razem działać, wymieniać się doświadczeniami, tworzyć rodzaj siostrzanego porozumienia. Po drugie – musimy sobie przypomnieć, że urodziłyśmy się uskrzydlone, piękne, pełne energii i radości życia, po trzecie – możemy mieć moc, siłę i kompetencje, aby zmienić swoje położenie – przekonywała pani socjolog.

    Za rok autobusem

    Zachętą do otwartości i dzielenia się były także świadectwa, podczas których o swoich trudnych doświadczeniach z dzieciństwa, odejściach od Boga, nawróceniu i odkrywaniu powołania, a także kobiecości podzieliły się Anna Zarębska i autorka tego tekstu. – To był najpiękniejszy Dzień Kobiet w moim życiu. Kiedy tu jechałyśmy, moja koleżanka powiedziała, że na pewno przeżyjemy coś pięknego. Od dziś będę nazywać ją prorokiem, bo miała rację. Wykład siostry od razu skojarzył mi się z muzyką Chopina. Jej słowa niczym nutki we mnie wpadały. Pani Maria zachęciła mnie do działania i cieszenia się z tego, że jestem kobietą. Będąc tu, otrzymałam od Boga odpowiedź na nurtujące mnie od dawna pytania, czy warto dalej się angażować. Dziś wiem, że warto. Długo będę pamiętała także słowa pani Anny, która – mimo choroby swoich synów – potrafi cieszyć się życiem i jest Bogu wdzięczna – wyznała Jolanta Kucińska, która Dzień Kobiet lubiła nawet za czasów komuny. – Nie znajduję słów, by wyrazić radość z podjętej inicjatywy. Obiecuję, że na przyszły rok przywiozę tu autokar kobiet na przekór sfrustrowanym feministkom. Po powrocie do domu wszystkim opowiem, co tu się działo. Zadowolenia z organizacji I Diecezjalnego Dnia Kobiet nie kryła także Beata Jabłońska, wiceprezydent Skierniewic. – Muszę przyznać, że podczas pierwszej części popłakałam się ze wzruszenia. W pamięci przechowuję wiele wspomnień dotyczących dojrzewania do bycia kobietą, żoną, matką. Dziś o sobie mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwą i spełnioną kobietą, zarówno jako żona, matka, jak i zawodowo. To, co tu słyszałam, uskrzydlało i prowadziło do wejścia w głąb. „Jestem kobietą – lubię to!” będzie mi brzmiało jeszcze przez długi czas w uszach. W kobietach cenię empatię, wrażliwość, możliwość budowania relacji, zastanawiania się nad tym, co czują inni, i naszą wewnętrzną siłę. Dziś cieszę się, że ten dzień mogłam spędzić właśnie tu. Jest tyle światła w tej inicjatywie i osobach, które w niej uczestniczą. Bardzo bym chciała, aby to było kontynuowane w naszym mieście – podkreśliła prezydent Jabłońska. Ciepło o DDK mówiła także Katarzyna Lange. – Myślę, że każda kobieta wiele tu skorzystała. Ja wyniosłam zachętę do autentyczności, cieszenia się tym, co mam. To piękna celebracja godności kobiety. Do tej pory Dzień Kobiet wyglądał tak, że dostawałam kwiatka od męża i syna i wracałam do gotowania, sprzątania i prania. Dziś czuję, że jest to moje święto – mówi. – A ja dziś, wychodząc z domu, zostałam zaskoczona przez mojego syna, który powiedział: „Mamo, jaka ty jesteś piękna! Ubrałaś się w sukienkę, daj się powąchać” – mówi z uśmiechem Anna Zarębska. Podobnych opowieści przy kawie było znacznie więcej.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół