• facebook
  • rss
  • Święta przed błogosławioną

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 19/2014

    dodane 08.05.2014 00:00

    25. rocznica beatyfikacji. Rozmawiając o bł. Franciszce Siedliskiej z wiernymi z Roszkowej Woli i Żdżar, można się dziwić, czemu do teJ pory nie została kanonizowana. Tyle osób mówi, że za jej wstawiennictwem wróciło do zdrowia, porzuciło nałogi i wyprosiło wiele łask.

    W czwartek 1 maja ponad 700 czcicieli bł. Franciszki, założycielki Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu, świętowało 25. rocznicę jej beatyfikacji. Wpisanie w poczet błogosławionych zamożnej ziemianki – która mimo że wychowywała się w religijnie obojętnym domu, potrafiła postawić na swoim i całkowicie poświęcić się Bogu – odbyło się 23 kwietnia 1989 roku. Od tamtej pory utrwalił się zwyczaj pielgrzymowania między Roszkową Wolą, miejscem jej narodzin, a Żdżarami, gdzie błogosławiona przez wiele lat mieszkała. Nie inaczej było w srebrną rocznicę jej beatyfikacji.

    Łzy spadły na chleb

    Jubileuszowe uroczystości rozpoczęły się w miejscu urodzenia błogosławionej. Jej skrócony życiorys przypomnieli najmłodsi parafianie. Następnie licznie przybyli pielgrzymi uczestniczyli w uroczystej Mszy św. koncelebrowanej, której przewodniczył bp Józef Zawitkowski. Razem z biskupem i kapłanami z sąsiednich parafii Eucharystię spra- wowali także księża wywodzą- cy się z parafii związanych z błogo- sławioną, a także bracia kapu- cyni. Zwracając się do licznie przybyłych pielgrzymów, wśród których gros stanowiły siostry nazaretanki, biskup przywołał nie tylko modrzewiowy dom z gankiem, w którym mieszkała błogosławiona, i jej gorliwą modlitwę, ale także dzień beatyfikacji. – Jedno wydarzenie nosimy w sercu, bo wielu z nas było jego świadkami – mówił bp Zawitkowski. – Był 23 kwietnia. 25 lat temu. Plac św. Piotra był wypełniony. Czekaliśmy na Mszę św. beatyfikacyjną. Odsłonięty został obraz; ten, który jest za nami w kaplicy. Poznaliśmy ją. To ona, która opiekuje się rodziną, która trzyma kosz z chlebem dla dzieci. To nasza matka! A w świat poleciał głos: „Maria Franciszka od Dobrego Pasterza, urodzona w Roszkowej Woli, jest błogoslawioną”. Kto by pomyślał! Pani Ratajowa, która za wstawiennictwem bł. Franciszki odzyskała zdrowie, przywiozła na tę uroczystość ze Żdżar bochen pachnącego chleba. I tego już serce nie zdołało wytrzymać. To z mojej wsi ojciec święty bierze z ręki uzdrowionej Ratajowej chleb. Cudownie uzdrowiona nic nie powiedziała. Tylko duże łzy poleciały na bochen i na ręce papieża. To wystarczyło, by we wszystkim uwielbiony był Bóg – mówił ze wzruszeniem kaznodzieja. Po jego słowach wiele zgromadzonych osób ocierało łzy. Wzruszenie wywołały nie tylko przywołane wydarzenia sprzed 25 lat, ale także wspomnienia małych i większych cudów, jakich niemal każdego dnia doświadczają sąsiedzi błogosławionej.

    Prosić nie mam już odwagi

    – Muszę przyznać, że daleko trzeba by szukać w diecezji drugiego takiego miejsca, gdzie jest tak żywy kult jakiejś błogosławionej czy świętej. Dla mieszkańców Roszkowej Woli i okolic bł. Franciszka jest matką, przyjaciółką i sąsiadką, do której biegnie się w każdej potrzebie – zauważa ks. Mariusz Zembrzuski, proboszcz parafii w Łegonicach, na trenie której znajduje się kaplica. – Nie ma się co temu dziwić. Nikt tak nam nie pomaga, jak ona. Gdy tylko mamy jakieś kłopoty, zmartwienie, idziemy pożalić się Franciszce – wtrąca Danuta Wiśnik. – To jest nasza święta. Opowiadała mi o niej moja teściowa, która była jej gorliwą czcicielką. Kiedy tu się sprowadziliśmy, najpierw poznaliśmy błogosławioną. Ona była naszą pierwszą sąsiadką. Za jej wstawiennictwem otrzymałam dużo łask i nauczyłam się modlić. Jej powierzałam swoje dzieci, ich edukację, wybory życiowe. Wiem, że dzięki jej wstawiennictwu zostałam też babcią. Dziś traktuję ją jak swoją matkę. Jej jubileusz to dla mnie wielkie święto i czas dziękczynienia. Prosić nie mam już odwagi, bo tak wiele otrzymałam – dodaje pani Danuta. W odświętnym stroju w uroczystej Eucharystii i pielgrzymce z Roszkowej Woli do Żdzar, która zakończyła się oddaniem czci relikwiom błogosławionej, uczestniczyła także Małgorzata Zarychta, która, jak mówi, błogosławionej z sąsiedztwa zawdzięcza ocalenie syna. – Mój syn miał 4,5 miesiąca, kiedy zachorował na zapalenie opon mózgowych. Jego stan był krytyczny. Przez dwa dni nie było poprawy. Sąsiadka podpowiedziała mi, bym pojechała po relikwie Franciszki. Tak zrobiliśmy. Kiedy przyłożyliśmy je do główki i rączek syna, poruszył się i za chwilę powiedział do mnie: „Aguu”. Potem z godziny na godzinę, ku zdziwieniu lekarzy, jego stan się poprawiał. Dziś Tomek ma 18 lat i razem ze mną uczestniczy w jubileuszu naszej błogosławionej, która dla nas już od dawna jest świętą – opowiada pani Małgorzata. W tegorocznych obchodach 25. rocznicy beatyfikacji s. Franciszki Siedliskiej poza uroczystą Eucharystią i 8-kilometrową pielgrzymką z jej relikwiami znalazły się także agapa i koncert uwielbienia.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół