• facebook
  • rss
  • „Amen” jak Maryja

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 21/2014

    dodane 22.05.2014 00:00

    – Od kiedy modlimy się pod krzyżem, Matka Boża uczy nas, jak żyć w przyjaźni i pokoju – mówi Irena Nawrocka.

    Kiedy 7 lat temu przeprowadzili się z Rogóźna do Wrzeczka, pod krzyżem przy ulicy nikt nie śpiewał majowych, a o jego wygląd dbała jedna kobieta. Dziś wszystkie panie z Wrzeczka-Borowiny każdego majowego dnia idą pod krzyż, by oddać cześć Królowej Pokoju i wypraszać potrzebne łaski. Nie byłoby tej tradycji, gdyby nie Genowefa i Stanisław Chmurscy.

    Pod krzyż z przebaczeniem

    – Od najmłodszych lat śpiewałam Maryi pod krzyżem, znałam wszystkie pieśni i wiedziałam, że Matka Jezusa jest najlepszą obroną przez złem i skuteczną orędowniczką w niebie – opowiada pani Genowefa. Jej życie nie było usłane różami. Jak większość dzieci na wsi, ciężko pracowała, by pomóc rodzicom w utrzymaniu gospodarstwa. W wieku 9 lat zmarła jej mama i od tego czasu wychowywała ją macocha. – Rodzice jeździli wozem do Łodzi, by tam handlować owocami – wspomina pani Genowefa. – Kiedy miałam niewiele ponad 10 lat, pojechałam i ja z tatą, ale by nie stracić zarobionych pieniędzy, wróciłam do domu sama, wbrew woli ojca. Bardzo się wtedy bałam konsekwencji, więc przez całą drogę modliłam się do Maryi. Obiecałam jej, że nigdy w życiu nie opuszczę modlitwy i pacierza. To był mój pierwszy akt oddania się Matce Bożej. Dotrzymałam słowa, a Maryja wynagrodziła mnie obficie. Dlatego po przeprowadzce do Wrzeczka, gdy nie znalazł się nikt, kto zorganizowałby wspólne majówki, pani Genowefa wzięła sprawy w swoje ręce. – Zaczęłam pomagać przystrajać krzyż i powoli uczyłam sąsiadki majowego. Teraz wszystkie czujemy się odpowiedzialne za miejsce naszej codziennej modlitwy – mówi. Dziś, po 6 latach, owoce są już bardzo konkretne. – Wspólne śpiewanie na cześć Matki Bożej bardzo nas jednoczy – opowiada Irena Nawrocka. – Czujemy się mocniejsze nie tylko duchowo, ale też po ludzku, w relacjach między nami. Łączy nas przyjaźń, a codzienna modlitwa pomaga nam rozwiązywać konflikty sąsiedzkie. Bo przecież nie można przyjść pod krzyż niepogodzonym i z żalem w sercu. Żeby spotkać się na majówce, trzeba przebaczyć. Królowa Pokoju uczy nas, jak to robić.

    Pogoda ducha

    Wydaje się, że Maryja rzeczywiście szczególnie opiekuje się Genowefą i Stanisławem Chmurskimi i uczy ich tego, w czym sama była mistrzynią – mówienia Bogu „amen”, bez względu na okoliczności. Słabe zdrowie żony, choroba nowotworowa męża, skojarzone przez rodziców małżeństwo i wiele trudnych sytuacji sprawiły, że małżonkowie nauczyli się przyjmować życie takim, jakie jest. – Jak reaguję na cierpienie, które na nas przychodzi? Z pokojem. Myślę sobie, że nie można w życiu mieć wszystkiego. Teraz borykamy się z chorobą męża, co nie jest łatwe, ale być może taka ofiara jest Bogu potrzebna? – zastanawia się mama trojga dzieci. Ci, którzy odwiedzają państwa Chmurskich, pozostają pod wrażeniem ich pogody ducha. – Najbardziej zachwycają mnie nadzieja i radość, z jakimi przeżywają ten trudny dla nich czas – mówi Lucyna Sujka, pielęgniarka z hospicjum. – Mają w sobie ogromną chęć życia pełną piersią, cieszą się każdą chwilą, cieszą się sobą i tymi, którzy ich odwiedzają. Pani Genowefa napisała wiele wierszy i piosenek, którymi dzieli się z innymi. Mają też w sobie niesamowitą wrażliwość na ludzi, dlatego każdy, kto przebywa w ich domu, czuje się „zaopiekowany”. A to, co jest prawdziwie godne podziwu, to sposób, w jaki przyjmują cierpienie. Na pytanie, co zrobić, by – wbrew przeciwnościom – wytrwać w miłości do Boga i człowieka, pani Genowefa odpowiada: – Nie szukać swego i zawsze przebaczać.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół