• facebook
  • rss
  • Frajda z kapsli i pestek

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 31/2014

    dodane 31.07.2014 00:00

    – Kto kiedyś wiedział o integracji sensorycznej? Nikt! Dzieciom nie była ona potrzebna, bo zdobywały sprawność podczas zabaw – tłumaczy Lilla Błaszczyk.

    Komputer, telefon, tv, konsola... Dziś już niewiele więcej potrzeba dzieciom i młodzieży do szczęścia. Może jeszcze chipsy. Takim stanem rzeczy niepokoją się nauczyciele, pedagodzy i rodzice, którzy przed laty całe dnie spędzali, biegając po polach lub między blokami. I mają rację, że się niepokoją. Dlatego też wiele ośrodków kultury i placówek edukacyjnych organizuje zajęcia, podczas których dzieci i młodzież choć na kilka godzin zapominają o zdobyczach techniki. Tak było w szkole w Pukininie, gdzie przez 5 dni młodzi w wieku 6–16 lat, oprócz zabaw, które znali, bawili się w zabawy swoich rodziców i dziadków.

    Zabawa łączy pokolenia

    – Od lat współpracujemy z Fundacją Rozwoju Dzieci im. Komańskiego – mówi Małgorzata Dudek, koordynator projektu „Starsi i młodsi razem”. – Ich projekty są bardzo ciekawe i inspirujące, więc i tym razem postanowiliśmy zgłosić swoją kandydaturę. I udało się. Jako jedna z dwóch placówek w diecezji łowickiej zakwalifikowali się do projektu, który ma łączyć pokolenia. W ramach wielomiesięcznej akcji wiekowe już panie zapoznają najmłodszych ze swoimi pasjami. Za nimi próby haftu, produkcja kwiatów z bibuły, a nawet szycie strojów dla lalek. – Angażujemy aktywnych seniorów, którzy lubią pracę z młodzieżą i czują, że mają coś do przekazania – mówi pani Małgorzata. – Dla nich to wielkie wyzwanie, ale też ogromna radość. Bo przecież każdy chce być potrzebny. Poza tym takie spotkania pomagają w budowaniu szacunku dla starszych i w zrozumieniu młodych. Tym razem na warsztat wzięto zabawy sprzed lat. I można było nie tylko w nich uczestniczyć, ale przekonać się też, że 80-letnia pani Elżbieta do dziś świetnie skacze w gumę. Serso, bańki mydlane, kołek kręciołek, rzucanie podkową, zawody w pchaniu koła od roweru (alternatywa do fajerek) i te najbardziej powszechne, jak gra w klasy, w chłopka, kapsle. Wszystko to poprzedzone zabawami grupowymi „Stary niedźwiedź mocno śpi” i innymi. Starsi uczestnicy cierpliwie odpowiadali dzieciom na powtarzające się pytania: „Proszę pani, a jak gra się w klasy?”, „Jak gra się w kapsle?”. – Najważniejsze jest to, żeby pokazać młodzieży, że czas spędzony na podwórku jest tak samo fajny jak przez komputerem – tłumaczy L. Błaszczyk, dyrektor Szkoły Podstawowej w Pukininie. – Od kilku dni nasze dzieci uczestniczą w zajęciach wymagających od nich polepszania sprawności fizycznej. I widać, że im się podoba!

    Piłka z... krowiej sierści

    Animowanie zabaw sprzed lat jest też niezwykłą przygodą dla prowadzących, a także doskonałą okazją do wspomnień. – Kiedyś nie było radia, telewizora, za to dzieci od najmłodszych lat pracowały w polu, pasły gęsi, opiekowały się młodszym rodzeństwem – wspomina 80-letnia pani Elżbieta, sołtys wsi Garłów. – Ale było wesoło, całe dnie spędzaliśmy poza domem, bawiliśmy się w chowanego, graliśmy w co tylko się dało, skakaliśmy w gumę. Chcę opowiadać o tym dzieciom, bo kto inny ma to zrobić? Podobnego zdania jest pani dyrektor, która z entuzjazmem wspomina czasy szaleństwa na podwórku. – Godzinami graliśmy w kapsle (czasem były to zwykłe kamyki), rzucaliśmy nożami do celu, graliśmy w zbijaka i pluliśmy pestkami na odległość. Wszystko, z czego można było zorganizować zabawę, szło w ruch. Byliśmy cali brudni, poobdzierani i szczęśliwi. Teraz dzieciom nie można ubrudzić bucików, a rodzice podtrzymują je na drabinkach. Ale właśnie po to są te drabinki, żeby dziecko czasem spadło na miękki piasek! Dziś sterylnie chowane pociechy mają problemy z koordynacją, przez co muszą chodzić na terapię integracji sensorycznej. Kto kiedyś o tym słyszał? Owszem, dzieci nigdy nie chciały się uczyć, ale pisać umiały pięknie, bo ich rączki były wyrobione przez zabawę. Cieszę się, że możemy bawić się z uczniami w nasze zabawy z dzieciństwa. Wiem, że wielu z nich zna je z codzienności i mam nadzieję, że coraz częściej będę widziała grające w gumę dziewczynki i rzucających kapslami chłopców – mówi. M. Dudek wraz ze swoimi aktywnymi seniorami odwiedziła już Boguszyce, a przez cały lipiec i sierpień animatorki będą bawić się w stare zabawy z dziećmi z rawskich placów zabaw. – Jestem pewna, że ze wszystkiego można zrobić świetną zabawę – mówi pani Małgorzata. – Moja mama opowiadała mi, że idąc paść krowy, wyczesywała ich sierść, a zlepiając ją śliną robiła piłkę, którą grały z koleżanką całymi dniami. Dziś młodzi mają wszystko, ale warto uczyć ich kreatywności i pomysłowości. Okazuje się też, że te najprostsze zabawy zajmują ich na całe godziny.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół