• facebook
  • rss
  • Przez muzykę do serca

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 41/2014

    dodane 09.10.2014 00:00

    – Do żadnego kościoła nie jeździłem tak chętnie, jak do tego w Nieborowie – mówi Paweł Ambroziak.

    Piękna liturgia, zapierający dech w piersiach śpiew, świadectwa powołania i pełen kościół ludzi – taka otoczka towarzyszyła Niedzieli Ewangelizacyjnej w kościele pw. Matki Bożej Bolesnej w Nieborowie. Tradycyjnie wraz z s. Anną Marią Pudełko, kl. Mateuszem Adamskim, ks. dr. Hubertem Wiśniewskim, proboszczem, i wiernymi z parafii dziękowaliśmy Bogu za powołania do stanu małżeńskiego, zakonnego i kapłańskiego, a także prosiliśmy, by nie ustawał w hojności powoływania do życia w zgodzie z Jego wolą.

    Esemesy do Boga

    Wierni, którzy przybyli na Eucharystię o 9.00, wysłuchali świadectw powołań do stanu małżeńskiego, zakonnego i kapłańskiego. W naszej akcji po raz pierwszy brał udział kl. Mateusz, alumn IV roku WSD w Łowiczu. – Kiedy po maturze powiedziałem znajomym, że wybieram się do seminarium, powiedzieli mi, że się zmarnuję, że szkoda mnie na księdza – opowiadał zebranym. – Byłem sędzią piłkarskim, grałem w szachy, trenowałem sztuki walki i brałem udział w wielu akcjach społecznych. Koledzy powtarzali, że świat stoi przede mną otworem. A kiedy pytali mnie, skąd wiem, że seminarium to moja droga, że Bóg mnie powołuje, mając doświadczenie zakochania, odpowiadałem, że jeśli kogoś się kocha, chce się z nim przebywać, patrzeć mu w oczy, rozmawiać z nim. Wysłanie 300 esemesów dziennie to żaden problem, a dwugodzinna rozmowa telefoniczna to tylko dobry początek dnia. Ja mam tak z Panem Bogiem. Lubię przyjść do kościoła, usiąść z ławce i po prostu być, bo jest tam Ktoś, kogo kocham. Te esemesy to modlitwa, a patrzenie w oczy – adoracja Najświętszego Sakramentu. Oczywiście, ktoś powie, że to tylko kawałek opłatka, ale ja oczyma wiary widzę w nim twarz Jezusa. I gdyby starczyło mi sił, adorowałbym Go cały dzień. Kiedy był dzieckiem, czytał Biblię w obrazkach. Było tam zdanie: „Jeśli zobaczysz tęczę, to Bóg mówi ci: »Kocham cię«”. – Mocno zapadło mi to w serce i do dziś uśmiecham się, gdy widzę tęczę. Wiem, że Bóg nie stanie przede mną i nie powie wprost: „Kocham cię, pójdź za Mną”, ale wierzę, że w wielu znakach można usłyszeć Jego głos – mówił Mateusz. – Jednym z przykładów niech będzie uroczystość moich 18. urodzin, kiedy, zastanawiając się nad swoją przyszłością, nagle na niebie zobaczyłem przepiękną tęczę. Nigdy wcześniej nie widziałem tak wielkiej i barwnej. Dwa końce dotykały ziemi, a jeden z nich oświetlał mój kościół parafialny. Zinterpretowałem to jako zaproszenie do wstąpienia do seminarium. Potem Pismo Święte i pielgrzymka na Jasną Górę pozbawiły mnie wszelkich wątpliwości co do tej decyzji. Kleryk IV roku nie ukrywał też, że formacja w seminarium duchownym nie jest łatwa, pojawiają się pytania, wątpliwości, czasem pragnienie założenia rodziny. – Dlatego tak ważna jest wasza modlitwa, za którą bardzo wam dziękujemy. Nie wiem, co by było, gdyby tej modlitwy zabrakło. Być może nikt by się nie ostał. Bez niej nie dalibyśmy rady – zaznaczył.

    Pod wrażeniem księdza

    W nieborowskiej parafii działają koła różańcowe, spotykają się lektorzy i ministranci, istnieje duszpasterstwo prawników, a także krąg Domowego Kościoła. Jednak tym, na co każdy bez wyjątku zwraca uwagę, są przepięknie odprawiana liturgia, a także niezwykły śpiew organisty, często w duecie z księdzem proboszczem. – Pochodzę z diecezji ełckiej, więc kiedy przeprowadziliśmy się z mężem do Nieborowa, podczas pierwszej Mszy św. rozglądałam się, czy jest jakiś chrzest, że taki muzyk przyjechał do parafii. Potem okazało się, że to nasz pan Paweł, organista – opowiada Agnieszka Michalak. Niejeden doświadczył tu tego, że muzyka otwiera serca, łagodzi obyczaje, a także przekonuje do tego, co wydawało się bezsensowne. – Zawsze byłam na bakier z Kościołem – mówi Maria Boguszewska. – Do świątyni w Nieborowie przyciągnął mnie śpiew organisty i proboszcza. Nie mogłam uwierzyć, że w tak małej miejscowości można usłyszeć tak piękną muzykę kościelną. Po jakimś czasie zaczęłam słuchać tego, o czym śpiewają. Potem zaczęłam się wsłuchiwać w kazania. Homilie naszego proboszcza chwyciły mnie za serce. Dziś zastanawiam się, czy nie wstąpić do jakiejś wspólnoty. Nasza parafia sprzyja rozwojowi duchowemu i egzystencjalnym przemyśleniom – przyznaje pani Maria. Zaś pan Paweł, chwalony przez wszystkich organista, twierdzi, że do żadnego kościoła nie jeździł grać tak chętnie, jak do nieborowskiego. A opowiadając o świetnej relacji, jaka powstała między nim a ks. Hubertem, kwituje ze śmiechem, że „trafił swój na swego”. Tym, którym nie wystarcza cotygodniowa Eucharystia, parafia proponuje spotkania kręgu Domowego Kościoła. – Kiedy podczas kolędy ks. proboszcz zaprosił nas do kręgu, nie mieliśmy pojęcia, o co chodzi – mówi pani Agnieszka. – Teraz mijają już 3 lata, od kiedy należymy do Domowego Kościoła i mogę śmiało powiedzieć, że dzięki niemu na nowo poznałam Boga i zbudowałam z Nim relację. Także nasze relacje rodzinne i małżeńskie zmieniły się na lepsze. Jestem pod wrażeniem naszego księdza, który, mając tak wiele obowiązków i będąc jedynym duchownym w parafii, znajduje czas, by spotkać się z nami i towarzyszyć w naszej drodze.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół