• facebook
  • rss
  • Wybieg na najdłuższej drukarce

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 42/2014

    dodane 16.10.2014 00:00

    – Kiedyś babcia przyprowadzała mnie na ulicę Dittricha i opowiadała, co gdzie się mieściło. Dziś sama będę oprowadzać po naszych zakładach – mówi z dumą Milena Borowska.

    Całymi latami zakłady lniarskie były wizytówką Żyrardowa. W latach 70. XX wieku przeżywały swoją świetność, ale potem z roku na rok ich sytuacja stawała się coraz gorsza. W ostatnim okresie zatrudniały już tylko ok. 50 osób, a niespełna 3 lata temu zbankrutowały. Dziś, dzięki staraniom wielu żyrardowian, Fabryka Wyrobów Lnianych, znajdujące się w niej maszyny i cały cykl technologiczny nie pójdą w zapomnienie. 10 października otwarto dla mieszkańców Muzeum Lniarstwa im. Filipa de Girarda.

    Drugie życie zakładów

    – Kiedy 2 lata temu powiedziałem na sesji Rady Miasta, by wykupić zakładowe maszyny i stworzyć muzeum lniarstwa, radni dziwili się i pytali: „Skąd, przy zadłużeniu miasta, wziąć pieniądze na muzeum?” – opowiada Jacek Czubak, kierownik. Na szczęście pieniądze się znalazły. Dzięki dotacji z projektu „Industrialne Mazowsze” udało się wykupić i naprawić maszyny, z których najstarsza liczy 110 lat. Krosna, sanforyzarki, suszarki, stabilizerki ramowe, drukarki, przeglądarki i wiele innych odchodzących w niepamięć maszyn przypomina dziś, jak przed laty wyglądał proces technologiczny tworzenia pięknych obrusów, zasłon, materiałów na stroje. Wszystkiego tego można było dowiedzieć się podczas otwarcia muzeum. Przewodnikami byli młodzi stażyści – Milena Borowska i Eryk Wawrzyniak. – Wszystkiego nauczył nas pan Wiesław – tłumaczy Milena. – Przez ponad 30 lat był mechanikiem zakładów, więc zna maszyny od podszewki. Teraz jest pracownikiem muzeum, naszą złotą rączką i skarbnicą wiedzy. Dzięki niemu i książkom, którymi nas zasypuje, staliśmy się specami od procesu technologicznego wytwarzania lnu i barwienia go – tłumaczy. Podczas otwarcia mieszkańcy wysłuchali koncertu Gordona Haskella, obejrzeli pokaz kolekcji uszytej z materiałów produkowanych w żyrardowskich zakładach, a także wzięli udział w ulicznej „Grze o złotą szpulkę”, podczas której mogli obszyć serwetki, zrobić sitodruk, wypalić zaprojektowany przez siebie wzór na kubku czy wykonać określone zadania fizyczne pod okiem żołnierzy carskich. Słowem – każdy znalazł coś dla siebie.

    Drukarka pana premiera

    Muzeum ma spełniać role historyczną i społeczną. Już na kilka miesięcy przed otwarciem pan Jacek kontaktował się z młodymi projektantami i wszystkimi tymi, którzy mają coś wspólnego z materiałami. – Chodzi o to, żeby każdy z nich mógł tu przyjechać, zaprojektować, uszyć i zrobić pokaz mody – tłumaczy. – Za wybieg służy nam najdłuższa w Polsce drukarka sitodrukowa. Ta sama, której konserwatorem przed laty był Leszek Miller. Zależy mi na tym, by w muzeum można było nie tylko poznać jego historię, ale też spotkać się z ciekawymi ludźmi i spędzić miło czas. Stąd pomysły klubokawiarni w industrialnym klimacie z dobrymi artystami, sklepiku, wystawy. Chciałbym, żeby to miejsce tętniło życiem tak, jak to było za czasów świetności zakładów. Sam traktuje tworzenie muzeum jako wielkie wyzwanie. Mówi, że Żyrardów czekał na to i na nie zasłużył. – Za każdym razem, kiedy dotykam rzeczywistości zakładowej, czuję wzruszenie. Gdy słucham opowieści, że przy tej maszynie pracował ten i tamten, a przy tej było najwięcej wypadków, mam wrażenie, że to ostatnie tchnienie naszego industrialnego miasta. Dlatego każdego dnia chce mi się tworzyć, działać, robić. I wiem, że moje machanie łopatą w stroju roboczym to w rzeczywistości tworzenie historii miasta – opowiada. A machania łopatą, sprzątania i wywożenia śmieci w ostatnich miesiącach nie brakowało. – Kiedy weszliśmy do hali, obok maszyn do szycia stały kubki z herbatą sprzed lat – opowiada Milena. – To tak, jakby pracownicy z minuty na minutę wstali i wyszli. Pracowały tu moje obie babcie, dziadek, tata. Babcia przyprowadzała mnie tu, gdy byłam mała i opowiadała, co gdzie się znajdowało. Dlatego jestem bardzo dumna, że jestem pracownikiem muzeum. Bo co innego mamy w mieście? Kino? Galerię? Muzeum Lniarstwa będzie naszą wizytówką i będę mogła chwalić się, że w nim pracuję.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół