• facebook
  • rss
  • Rektor uniwersytetu niebiańskiego

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 04/2015

    dodane 22.01.2015 00:00

    – Pierwsze wiersze napisałam w wieku 8 lat. Jeden był o słońcu, a drugi o pracy. Ale nie miał nic wspólnego z akademią pierwszomajową – śmieje się Helena Rykalska.

    W dorobku ma setki wierszy o przeróżnej tematyce. O miłości, samotności, radości, ojczyźnie, o wierze w Boga i miłości do Niego. Tych ostatnich jest zdecydowanie najwięcej. W swoim życiu napisała też wiele artykułów prasowych, a także piękną baśń dla dzieci. Na dokończenie czekają również dwie powieści. Helena Rykalska całe swoje życie przelała na papier. Teraz pragnie się nim dzielić z innymi. W połowie stycznia w Izbie Historii Skierniewic odbył się jej drugi wieczór poetycki, a Biblioteka Pedagogiczna zorganizowała wystawę jej utworów.

    Do opery lub na uniwersytet

    Wychowała się w rodzinie, gdzie muzyka i literatura były na porządku dziennym. Dziadek ukończył warszawskie konserwatorium muzyczne, po którym doskonale opanował grę na akordeonie i pracował jako dyrygent. Małą Helenkę już od najmłodszych lat ciągnęło w stronę sceny. – Kiedy mama wychodziła z domu, stawałam w oknie i grałam przedstawienia dla moich kolegów. Któregoś razu przyłapała mnie na tej zabawie i kiedy zaczęła mnie łajać, że to niebezpieczne, odpowiedziałam jej, że zostanę aktorką tak jak Brigitte Bardot – wspomina ze śmiechem pani Helena. – Potem marzyłam o tym, żeby zostać śpiewaczką operową lub rektorem uniwersytetu warszawskiego. Nic z tych dziecięcych planów nie wypaliło, za to dziś marzę o posadzie rektora uniwersytetu niebiańskiego. Pierwsze wierszyki napisała z myślą o wysłaniu ich do czasopisma „Świerszczyk”, ale nie śmiała poprosić rodziców o pieniądze na znaczki. Po wieloletniej przerwie poetyckiej wróciła do przelewania uczuć na papier w wieku 17 lat, gdy przeżyła swoją pierwszą miłość. – Wtedy powstało 78 utworów. Wszystkie one spłonęły, gdyż moja miłość była nieszczęśliwa – wspomina z sentymentem.

    Patriotyzm i wiara w Boga

    Mówi – za Miłoszem – że „poetą się bywa”. Przyznaje też, że choć często tworzy wiersze okolicznościowe dla przyjaciół (z okazji urodzin, rocznic ślubu i innych), zdecydowana większość odzwierciedla to, co aktualnie przeżywa. Wśród setek strof odnaleźć można wiele patriotycznych, mówiących o pięknie polskiej ziemi i miłości do ojczyzny. Tej miłości i szacunku do kraju pani Helena nauczyła się w domu. Jej dziadek Zygmunt Kempiński w czasie wojny został zastępcą dowódcy oddziału sabotażowo-dywersyjnego obwodu „Sroka” w Skierniewicach. Cała rodzina zaangażowana była w walkę konspiracyjną. Podczas wieczorku poetyckiego w IHS losy rodziny pani Heleny przytoczył jeden ze słuchaczy, dziękując jej za to, że niemal cała rodzina przez lata żyła na beczce prochu. – Moja babcia była nad wyraz mądrą i odważną kobietą – wspomina autorka wierszy. – W czasie wojny wszywała swojemu mężowi i dzieciom arszenik, żeby w razie przesłuchań nie wydali reszty oddziału. Zawsze powtarzała mi: „Pamiętaj: »Bóg, honor, ojczyzna!«”. Świadomość tego, że za ojczyznę oddaje się życie, była dla mnie zawsze oczywista. Jednak zdecydowaną większość wierszy w dorobku pani Heleny stanowią utwory religijne. Mówi, że wpływ na to miała wyniesiona z domu i pogłębiająca się z wiekiem wiara. W wieku 29 lat pani Helena rozpoczęła swoją walkę z chorobą, która trwa do dziś. To doświadczenie mocno wpłynęło na jej życie. – Trudne chwile zbliżyły mnie do Boga i nauczyły uwielbiać Go w cierpieniu. Uczę się też bezgranicznej ufności. Jestem pewna, że zgadzając się z wolą Bożą w 100 procentach, nie będę miała kłopotów – tłumaczy. Stara się wielbić Boga w Jego stworzeniu, w Jego świętych, z którymi łączą ją przyjazne relacje, ale także w trudach dnia codziennego. Od kilku lat swoje utwory czyta na antenie Radia Niepokalanów. – Gdy napiszę coś nowego lub gdy znajdę wiersz stosowny do okoliczności, wchodzę na antenę – tłumaczy. Bo trzeba zaznaczyć, że pani Helena jest też wspaniałą recytatorką, a sztuki tej uczyła się od Henryka Boukołowskiego, dyrektora Teatru Adekwatnego w Warszawie. – Na chwilę przed wystąpieniem czuję tremę, ale kiedy zaczynam recytować, zapominam o Bożym świecie. Moim marzeniem jest nieść ludziom uśmiech, życzliwość, zjednoczenie. I uważam, że wszystko jest łaską, dlatego wszystko chcę zawrzeć w wersetach utrwalonych na papierze. Cieszy mnie, kiedy ludzie słuchają moich wierszy – mówi.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół