• facebook
  • rss
  • Umowna granica bycia człowiekiem

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 10/2015

    dodane 05.03.2015 00:00

    – Czemu na wystawach są tak drastyczne zdjęcia? Bo aborcja jest bardzo drastyczna – mówi Krzysztof Kasprzak.

    Nie przyjechali tam, by kształtować swój światopogląd. O tym, że aborcja jest legalną zbrodnią dokonywaną na dzieciach, wiedzą już od dawna. Od dawna też współpracują z ruchami pro life, by działać w obronie nienarodzonych. Jednak opowieści znajomych o kursie i zdobytych na nim umiejętnościach nie dawały im spokoju. Postanowili przeżyć go na własnej skórze. Dzięki temu pierwszy raz w historii diecezji łowickiej odbył się kurs na proliferów, poprowadzony przez Fundację „Pro – prawo do życia”.

    Zmienić opinię publiczną

    W zeszłym roku przeprowadzili 32 kursy w całej Polsce. W tym roku mają ich już na koncie 10, a do końca grudnia planują zorganizować jeszcze kilkadziesiąt. Cieszą się, że zainteresowanie tematyką i metodami działania wciąż rośnie. Fundacja „Pro – prawo do życia”, działająca w Polsce od prawie 10 lat, tym razem zawitała do Sochaczewa. Można powiedzieć, że to kolebka działań antyaborcyjnych w diecezji łowickiej, gdyż właśnie w tym mieście odbyły się pierwsze wystawy i pikiety mające uświadamiać, że w rzeczywistości aborcja nie jest nieinwazyjnym i niegroźnym zabiegiem lekarskim, ale zbrodnią dokonywaną na nienarodzonych. – Impulsem do mojego zaangażowania w fundację było dewastowanie wystaw przez przeciwników – wspomina pan Krzysztof, trener fundacji. – Dziś ok. 10 proc. organizowanych przez nas wystaw jest niszczonych. Jesteśmy też pozywani przez środowiska lewicowo-feministyczne, ale do tej pory wygraliśmy każdą sprawę w sądzie – dodaje.

    Pan Krzysztof opowiada o wielu przypadkach, kiedy do fundacji zgłaszały się osoby dziękujące za wystawy i pikiety, bo te uratowały życie ich dzieciom. – Od zawsze byłem przeciwnikiem aborcji. W Lublinie pracuję z dwiema dziewczynami, których mamom lekarze powiedzieli, że dzieci nie przeżyją ciąży, dlatego lepiej ją usunąć. Dziś nie tylko żyją i mają się dobrze, ale też prężnie działają na rzecz nienarodzonych. Widzę sens ukazywania prawdy, widzę efekty naszej pracy, a co najważniejsze – od kiedy działamy w Polsce, opinia publiczna na temat aborcji zmieniła się mocno na niekorzyść dla tego „zabiegu” – tłumaczy. Po co jest ten kurs? Dzięki niemu można poznać metodę działania ruchu pro life, nauczyć się trafnie argumentować swoje przekonania i mieć narzędzia do stworzenia wystawy lub pikiety antyaborcyjnej.

    Umowne granice

    Czy kurs spełnił swoje zadanie? Uczestnicy jednogłośnie twierdzą, że tak. – Bardzo rzeczowe, konkretne i praktyczne szkolenie – przyznaje Ewa Skarzyńska-Sikora, 27-letnia pani doktor. – Ważne jest to, że nie był to tylko wykład, ale również praca w grupach, prezentacje, filmy, panel dyskusyjny. Wychodzę stąd z wiedzą na temat tego, co i jak zrobić, by zorganizować akcję antyaborcyjną. Jeśli zdecydowałabym się włączyć w komórkę fundacji, nie miałabym wątpliwości, co należy do moich obowiązków – przekonuje.

    Zapytana o powiązanie swojego zawodu z poglądami, odpowiada, że studia medyczne w żaden sposób nie kształtują sumienia, pokazują jedynie prawny aspekt aborcji. – Przyjęto, że „płód” można usunąć do 24. tygodnia ciąży, gdyż od tego czasu dziecko ma szansę przeżyć poza ciałem matki. Wiem jednak, że są przypadki, gdy dziecko przeżyło w 23. tygodniu od poczęcia. Być może za jakiś czas aparatura pozwoli przeżyć dzieciom jeszcze młodszym. Dlatego, gdy jako świadoma kobieta zastanawiałam się, czemu aborcja jest złem, doszłam do wniosku, że jedynym momentem, który określa wyraźną granicę człowiek – nieczłowiek, jest moment poczęcia. Każda inna data jest tylko umową między ludźmi, a dokładnie – między lekarzami – tłumaczy pani Ewa.

    W sali, poza członkami diecezjalnej Diakonii Życia, dzięki której został zorganizowany kurs, nie brakowało również nauczycieli i dyrektorów szkół. – Kiedyś zorganizowałam w szkole prelekcję dotyczącą płciowości, gender i tego, co rząd zamierza wprowadzić do programów szkolnych – wspomina Ewa Sobota, nauczycielka. – Rodzice wychodzili ze spotkania ze szczękami opadniętymi na podłogę. Na tym polega nasze zadanie – na uświadamianiu. To dotyczy również aborcji. Sam fakt, jak bardzo zmienia się opinia publiczna dzięki wystawom i pikietom, świadczy o tym, że ludzie nie znają całej prawdy. Jestem pod ogromnym wrażeniem kursu i prowadzącego. To bardzo młody człowiek, ale jego wiedza, sposób argumentacji i profesjonalizm zaskakują. Dzisiejszy kurs z pewnością przyda mi się w pracy w szkole, gdzie nietrudno o niewygodne pytania. Chciałabym też bardziej zaangażować się w ruch pro life.

    Czy powstanie komórka Fundacji „Pro – prawo do życia”? – Nie będziemy szybko i pochopnie podejmować takiej decyzji, zwłaszcza, że od dawna ściśle współpracujemy z fundacją – tłumaczy ks. Grzegorz Gołąb. – Na pewno chcemy korzystać z jej doświadczenia, mamy w planach zorganizowanie wystaw i pikiet oraz poszerzenie działalności naszej Diakonii Życia. Kolejnym punktem programu będzie X Sympozjum „Dar Życia”, które odbędzie się już 11 kwietna w Skierniewicach, i na które serdecznie zapraszamy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół