• facebook
  • rss
  • Medal dla „Ignaca”

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 12/2015

    dodane 19.03.2015 00:00

    Uwolnić „Cyfrę”. „Antek” spojrzał na zegarek. To już czas. Wziął z komody krucyfiks i dał każdemu do ucałowania. – W imię Boże, ruszamy!

    Minęło 70 lat od akcji zwanej „Małym Arsenałem”. Grupa harcerzy odbiła swojego przyjaciela z łowickiego więzienia UB i NKWD. I to bez jednego wystrzału. Nikt nie zginął, nikt nie został nawet ranny. Jednym z uczestników akcji był ks. Stefan Wysocki.

    Było biało od śniegu

    Pojawił się podczas obchodów rocznicowych. To już kolejny rok, kiedy nie ma przy nim jego kolegów. W odbiciu „Cyfry” wzięło udział 11 osób. Z całej grupy jedynym żyjącym jest ks. Wysocki ps. „Ignac”. Nie żyje już też „Cyfra”, czyli Zbigniew Feret. Budynek więzienia przy ul. Kurkowej stoi do dziś. Są tam teraz mieszkania. 20 lat temu zawisła na nim tablica upamiętniająca wydarzenie z 8 marca 1945 r.

    – Zrobiliśmy to z potrzeby serca, w odpowiedzi na braterstwo harcerskie. W styczniu 1945 r. wchodzą wojska sowieckie. Szybko uświadomiono nam, że ta wolność jest palcem na wodzie pisana. Podczas akcji każdy miał jakiś dział do wykonania. O wszystkim myślał nasz dowódca „Antek”. Musieliśmy przygotować się do tego precyzyjnie, tak, jak zwykle nas uczył. 8 marca był biało zasłany śniegiem. Było zimno. Już po wszystkim koledzy żartowali, że niepotrzebnie rzucili więzienne klucze w głęboki śnieg. Byłaby pamiątka. Po 70 latach jesteśmy nazywani żołnierzami niezłomnymi. Jest coś w tym. Patrząc na historię żołnierzy wyklętych, widzimy w ich postawie, że wówczas nie dali się złamać. Potrafili odczytać tę drugą rzeczywistość, która nie była wolnością. Była okupacją. Dzisiaj doskonale o tym wiemy, ale wtedy nie wszyscy o tym wiedzieli od razu. Mamy za co Bogu dziękować, że jesteśmy w wolnej Polsce – mówił ks. Wysocki w miejscu uroczystości. Słuchali go młodzież, harcerze, mieszkańcy Łowicza z władzami miasta, kombatanci, a także członkowie rodzin jego kolegów z Szarych Szeregów.

    Aresztowanie „Cyfry”

    Wkrótce po wkroczeniu Armii Czerwonej na polskie ziemie gen. Leopold Okulicki, komendant główny Armii Krajowej, zadecydował o rozwiązaniu formacji. Formalnie przestały też istnieć Szare Szeregi. Pod tym kryptonimem działali harcerze podczas okupacji. Łowiccy szaroszeregowcy nie przyjęli tej decyzji z entuzjazmem. Tym bardziej że dochodziły już do nich słuchy o aresztowaniach członków AK przez UB i NKWD. Spotkało to też ich kolegę. Zbigniew Feret miał do dyspozycji hufca Szarych Szeregów w Łowiczu radioodbiornik do nasłuchu audycji z zagranicy podczas wojny. Było to niebezpieczne. Posiadanie i użytkowanie radia było przez Niemców surowo karane. Ten zakaz podtrzymali przez pewien czas Sowieci. Ktoś doniósł na „Cyfrę”. W połowie lutego 1945 r. harcerz trafił do łowickiego więzienia. Usilne starania matki o uwolnienie nic nie dały. Pojawiła się informacja, że więźniów wywiozą wkrótce na Sybir. Koledzy Zbyszka stanowili zgraną grupę. Jeden z nich – Kazimierz Chmielewski ps. „Gryf” – podsunął pozostałym myśl uwolnienia przyjaciela z więzienia. Poparli go Jerzy Miecznikowski ps. „Więciądz” i Marian Szymański ps. „Wędzidło”. Pomysł musiał zaaprobować jeszcze Jan Kopałka ps. „Antek”, komendant łowickiego roju „Łoza” [w Szarych Szeregach hufiec nosił nazwę rój – przyp. aut.]. „Antek” zgodził się pod warunkiem, że akcja będzie starannie przygotowana.

    Fortel

    Tak się stało. Planując akcję, J. Kopałka wykorzystał swoje doświadczenie zdobyte w Warszawie. Był dowódcą II plutonu 1. kompanii „Felek” w słynnym batalionie „Zośka”. Do Łowicza trafił po licznych aresztowaniach przez gestapo członków komendy „Łozy” z jej komendantem „Okrzeją” na czele. Otrzymał rozkaz odtworzenia łowickich struktur Szarych Szeregów. Oddział biorący bezpośredni udział w akcji uwolnienia „Cyfry” liczył 9 osób. W grupie „atak” wzięli udział: „Antek”, „Wędzidło”, „Więciądz” oraz Bohdan Józewicz ps. „Grom” i Mieczysław Grzybowski ps. „Kora”. Natomiast grupę „ubezpieczenie” tworzyli „Gryf”, Eugeniusz Nowakowski ps. „Jeż”, Józef Wolski ps. „Jurek” oraz Wojciech Tomczyk „Kmicic”. Edward Horbaczewski ps. „Pająk” przygotował magazyn na broń, a „Ignac” był odpowiedzialny za przetrzymanie dokumentów uczestników akcji. „Antkowi” zależało, żeby nie było ofiar. Służbę w więzieniu pełnili bowiem Polacy. Harcerze zadziałali fortelem. Była godz. 19. Stworzyli eskortę. Przygotowali pismo informujące, że do więzienia przyprowadzili nowych więźniów. Pismo podali strażnikowi przez wizjer. Otwór był mały. Dokument nie mógł się zmieścić, więc strażnik uchylił furtkę i wpuścił „Antka” prowadzącego grupę więźniów. „Antek” przekonał strażnika. Ten ponownie uchylił drzwi. To wystarczyło, żeby weszli następni uczestnicy akcji i skłonili strażnika do oddania kluczy. „Grom” pozostał przy furtce, a pozostali udali się w kierunku wartowni, w której byli funkcjonariusze więzienia oraz cywile. Przez zaskoczenie obezwładniali kolejnych wartowników. Sterroryzowany strażnik przywołał oddziałowego do kraty. Udało się w ten sposób zdobyć klucze do cel. Zostały otwarte, więźniowie otrzymali polecenie szybkiego ich opuszczenia z informacją, że są oswobodzeni. Wszystko działo się błyskawicznie. Grupa „ubezpieczenie” rozbroiła strażnika stojącego w budce przed budynkiem więziennym. Około 70 więźniów szybko opuściło więzienie. Cała akcja trwała 31 minut. „Cyfra” dostał nowe dokumenty i z „Antkiem” godzinę później opuścił Łowicz pociągiem towarowym. Spektakularny wyczyn przyniósł jednak bolesne skutki. Następnego dnia patrole wojska, milicji i bezpieki przeprowadziły zmasowane poszukiwanie sprawców akcji. Sprawdzano dom po domu. Rozpoznani i aresztowani zostali „Gryf”, „Kmicic”, „Jurek” i „Grom”. Wyrokiem Okręgowego Sądu Wojskowego w Łodzi trzej pierwsi zostali skazani na karę śmierci, a niepełnoletni „Grom” – na 10 lat więzienia. Wskutek ułaskawienia i amnestii cała czwórka uzyskała po 2 latach wolność. Ukończyli studia, pracowali i założyli rodziny.

    Przesłanie do młodzieży

    Stefan Wysocki w 1949 r. wstąpił do Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie. Rok temu obchodził 60-lecie kapłaństwa. Obecnie jest na emeryturze. Przez wiele lat był proboszczem parafii pw. Opatrzności Bożej w Wesołej, w diecezji warszawsko-praskiej. Podczas obchodów 70. rocznicy akcji „Uwolnić »Cyfrę«” otrzymał medal „Zło Dobrem Zwyciężaj”, przyznany za szerzenie pamięci o osobach z poświęceniem służących Bogu i ojczyźnie, a także za niezłomną postawę w walce o niepodległość. – To jakieś nieporozumienie. Było nas przecież jedenastu. Opatrzność Boża sprawiła, że został ten sierota, ostatni. Pochowałem wszystkich moich przyjaciół z 8 marca. Czasami sobie żartuję, że tego ostatniego nie pochowam, bo jestem nim sam. To wyróżnienie, które trzymam w dłoni, należy się kolegom. Przyjmę je od was, ale w imieniu całej jedenastki, bo wszyscy byliśmy zaangażowani i świadomi, że wówczas nie było innego wyjścia, jak powiedzieć ówczesnemu systemowi: „Nie!” – mówił ks. Wysocki. Podczas uroczystości obecni byli krewni uczestników akcji. Otrzymali symboliczne róże. Wzruszona Anna Godlewska, córka Kazimierza Chmielewskiego, podziękowała organizatorom, że po 70 latach pamiętają i doceniają czyn jej ojca oraz jego kolegów. – Cieszę się, że przyszło tyle młodzieży. Mam do was takie przesłanie: wolność nie jest dana na zawsze, o wolność trzeba walczyć – mówiła.

    W artykule wykorzystałem fragmenty książki „Uwolnić »Cyfrę«”, wydanej w Łodzi przez Wydawnictwo Stowarzyszenia Szarych Szeregów, oraz opracowania UM w Łowiczu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół