• facebook
  • rss
  • Już jak cyrkonie...

    dodane 04.02.2016 00:00

    – Kierowało mną dziękczynienie Bogu za życie. Dwa lata temu zostałam uzdrowiona z nowotworu złośliwego. Otrzymując niejako drugie życie, chcę Go wielbić. 
I chcę to robić podwójnie, czyli śpiewem – mówi Ewa Zakrzewska.

    Od roku przy parafii Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Skierniewicach działa gospelowa schola NieBo TAK. Tworzy ją 28 osób. W radosny śpiew, który dla jej członków jest przede wszystkim modlitwą, można się włączać w każdą niedzielę podczas Eucharystii o godz. 10. Mimo krótkiego stażu NieBo TAK ma za sobą kilka energetycznych koncertów. Najbliższy odbędzie się 5 marca, podczas III Diecezjalnego Dnia Kobiet w Skierniewicach. Zespół ma także swój hymn.


    U początku 
były Ewa i Aneta


    W Ewangelii św. Mateusza Jezus powiedział: „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”. Od takiego właśnie spotkania swoją działalność rozpoczęła schola NieBo TAK. Impuls do jej powstania wyszedł od Ewy Zakrzewskiej i Anety Grzegorzewskiej, które zapragnęły wielbić Boga śpiewem. Powodów do dziękczynienia miały co niemiara. Nie zabrakło im też determinacji i konsekwencji.
– Marzyłyśmy o jakiejś scholi gospel, w której mogłybyśmy radośnie opowiadać o Bogu, Jego miłości – mówi E. Zakrzewska. – Niestety, w naszych parafiach najczęściej istnieją genialne schole dziecięce, młodzieżowe i seniorów. Do żadnej z nich nie przystawałyśmy. Dlatego postanowiłyśmy poszukać osób w wieku 30+, które razem z nami chciałyby śpiewać. Na szczęście chętnych nie brakowało – wspomina Ewa.
Pierwsze przesłuchanie odbyło się w parafii św. Stanisława. Mimo szczerych chęci schola się nie zawiązała. Organista Andrzej Lange miał juz zbyt dużo obowiązków. Udało się niebawem przy nowo powstałej parafii Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Z otwartymi ramionami scholę przyjął ks. Rafał Babicki, proboszcz. Potencjał w ekipie dostrzegł także Artur Sułek, organista, który dla scholi napisał już wiele aranżacji i pieśni.
Na efekty długo nie trzeba było czekać. – Na początku, co tu dużo mówić, byliśmy jak nieoszlifowane kamienie. Ale nasz maestro ciężką pracą sprawił, że zaczęliśmy się nawzajem słuchać – wspomina A. Grzegorzewska. – Z tygodnia na tydzień nasze śpiewanie stawało się coraz lepsze. Dziś czujemy się jak cyrkonie. Ale jeszcze się nie objawiło, czym będziemy. Zapału, a – jak twierdzą ci, którzy nas słuchają – także talentu nam nie brakuje. Każdy wysiłek ofiarowujemy Bogu, czyniąc z tego modlitwę. W tym upatrujemy źródła sukcesu i rozwoju – dodaje Aneta.


    Wspólnota 
i grupa wsparcia


    Nazwa scholi (co do której pisowni nie ma wśród członków zgody) świadczy o tym, że tworzący ją są osobami o silnych charakterach, którym nieobce jest stwierdzenie: „nie, bo tak”. Czyli stawianie na swoim. Z drugiej jednak strony ich wspólnym duchowym mianownikiem jest chęć dostania się do nieba, które jest wymarzonym miejscem na spędzanie wieczności. Jeśli więc chodzi o niebo – wszyscy są „na tak”.
Mówiąc o scholi, warto podkreślić, że od początku jest ona także wspólnotą i grupą terapeutycznego wsparcia. – Od pierwszych prób spotykaliśmy się nie tylko po to, aby śpiewać, ale też by razem iść do nieba. Wszyscy chcemy w tej wspólnocie wzrastać duchowo. Pragniemy też innych przyciągać do Boga. Stąd wspólna modlitwa podczas prób i przed Eucharystiami. Na różne sposoby staramy się także dbać o formację i rozwój duchowy – mówi A. Sułek.
O owocach, jakie przynosi wspólna modlitwa, a także wzajemna życzliwość, chętnie opowiadają wszyscy członkowie. – Dzięki modlitwie czuję, że inni razem ze mną zanoszą do Boga moje prośby. Kiedy zaś słyszę ich modlitwy i wszystko to, z czym się borykają, mam wrażenie, że uwrażliwiam się na nich, przez co rośnie we mnie serdeczność – przyznaje E. Zakrzewska.
– A ja chcę powiedzieć, że nasza schola jest dowodem na to, że Bóg spełnia marzenia – dodaje Darek Gołębiewski. – W życiu miałem wiele kontaktów z różnymi ludźmi, którzy często okazywali się hienami i wilkami. Długo się modliłem o to, by zaczęli mnie otaczać dobrzy ludzie. NieBo TAK jest odpowiedzią na moją modlitwę. Głośno śpiewając, dziękuję za to – wyznaje Darek.
Dziękczynienie za śpiewającą wspólnotę zanosi do Boga także Anna Miklaszewska, która w scholi śpiewa razem ze swoimi dziećmi. Fakt, że może to robić nie tylko z przyjaciółmi, ale i najbliższą rodziną, jest dla niej bardzo ważny. To okazja do wzajemnego wzrostu i uczestniczenia w swoim życiu.
Patrząc na radosnych, pełnych życzliwości członków scholi, widać, że to, co robią, jest nie tylko ich pasją, realizacją marzeń, ale także niezwykłym doświadczeniem duchowym, spotkaniem z Bogiem. O to, by tak było, bardzo dba maestro scholi, który nie tylko uczy, jak czysto zaśpiewać dany dźwięk, ale także rozsyła esemesy z prośbą o modlitwę, a przed świętami czy ważnymi wydarzeniami – także wiadomości z przesłaniem. Przy takim artyście nie tylko można szlifować głosy i śpiew, ale także rozwijać skrzydła.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół