• facebook
  • rss
  • Cztery razy przy świeczce

    dodane 25.02.2016 00:00

    – Jesteśmy przekonani, że oprócz nauk zamkniętych, formujących małżonków Domowego Kościoła, muszą pojawiać się też formy otwarte. Wtedy bowiem przestajemy kisić się we własnym sosie, a ludziom z zewnątrz dajemy możliwość namacalnego doświadczenia Bożej miłości – mówi Aneta Olszewska.

    Po raz pierwszy członkowie Domowego Kościoła diecezji łowickiej zorganizowali zimowe rekolekcje pod hasłem: „Wypocznijmy nieco...”. Głównymi organizatorami wyjazdu byli Aneta i Adam Olszewscy, którzy rok wcześniej brali udział w podobnym wyjeździe w Krościenku. Zachwyceni taką formą postanowili przeszczepić ją na grunt diecezji. Pomysł – mimo ciemności i nawałnic – okazał się strzałem w dziesiątkę.

    Bezużyteczne gadżety

    W rekolekcjach, które odbywały się w Zakopanem-Cyrhli, wzięły udział 53 osoby z Żyrardowa, Rawy Mazowieckiej, Lubani i Jesionki. Opiekę duchową zapewnił wypoczywającym ks. Piotr Rudnicki. – Już na starcie mówiliśmy, że będzie sporo czasu na wypoczynek, korzystanie z zimowych atrakcji, obcowanie z przyrodą i spędzanie czasu z rodziną. Wyjeżdżając, nie sądziliśmy, że Pan Bóg przygotował dla nas wiele dodatkowych niespodzianek – mówi Aneta. Jak wspominają organizatorzy, na początku wszystko szło jak po maśle. Bez problemu udało się zarezerwować miejsce, zapełnić listę i znaleźć kapłana gotowego do posługi. Tuż przed wyjazdem Ewangelia z dnia: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco” podpowiedziała hasło dla rekolekcji. – Wszystko przebiegało według naszych planów, dopóki się nie zgromadziliśmy. Po kolacji Eucharystia i... przerwa w dostawie energii elektrycznej. Zawiązanie wspólnoty odbyło się przy świecach. My, pokolenie obrazu, mogliśmy się tylko słuchać – wspomina Aneta. Kolejny dzień był powtórką z rozrywki. Najpierw spadł deszcz, potem wiał silny wiatr i znów nie było prądu. Ktoś policzył, że cztery razy trzeba było zmagać się z ciemnościami. Warunki i okoliczności zmuszały do zmiany planów. – Mieliśmy ze sobą dwa projektory, drukarkę, kopiarkę, laptopy, tablety i tym podobny sprzęt, który bez prądu był bezużyteczny. Doświadczaliśmy, jak bardzo jesteśmy nieporadni, gdy zostają nam kartka papieru, ołówek, świeca lub światło dzienne. Dzięki tym niedogodnościom z dnia na dzień coraz bardziej, głębiej i mocniej doświadczaliśmy obecności drugiego człowieka. Dla mnie oparciem stał się mąż. Pan Bóg mówił przez niego, przytulał, pocieszał. Ten czas rekolekcji pokazał, jak bardzo się uzupełniamy, jak Bóg potrafi wyciszyć emocje, rozwiać niepokoje poprzez słowo wypowiedziane przez współmałżonka. Wspólnota rekolekcyjna, która w tym czasie i w tym miejscu się zebrała, okazała się cudowną, wybraną przez Boga grupą ludzi potrzebnych sobie właśnie tu i teraz. Byliśmy tak bardzo różni, z tak bogatym bagażem doświadczeń pozytywnych, ale i trudnych... W zaskakujący sposób tak wiele się zazębiało, mogliśmy doświadczyć, jak upadki jednych podnoszą drugich i dodają sił do dalszej drogi, do walki – wyznaje Aneta.

    Opalanie i miód na serce

    Jak podkreślają uczestnicy rekolekcji, nowym i bardzo cennym doświadczeniem było dzielenie się swoim życiem w warunkach rekolekcyjnych z ludźmi, którzy nie są związani z Domowym Kościołem. Podczas spotkań, modlitw i rozmów jasne się stało, że nie można kisić się we własnym sosie. Obecność osób z zewnątrz wzbogacała i zachęcała do świadczenia o Jezusie. Podczas rekolekcji każdy dzień rozpoczynał się jutrznią, po której były śniadanie i Eucharystia. Później, aż do godz. 17, był czas wolny. Wiele osób wykorzystywało go na spacery i jazdę na nartach. Niemałą atrakcją był kulig. Po obiadokolacji odbywały się spotkania w kręgach, po których ks. Piotr głosił konferencje na temat modlitwy osobistej, słowa Bożego, sakramentów, wspólnoty. W wieczornym programie dnia były adoracja Najświętszego Sakramentu, pogodny wieczór i Apel Jasnogórski. – Czas spędzony w Zakopanem był pełen zaskoczenia, ale i ogromnej miłości Bożej – wyznaje Agnieszka Łowicka. – To, że tam dojechaliśmy, mimo dużych problemów zdrowotnych, było pierwszym cudem. Razem z mężem mogliśmy wiele godzin spędzić ze sobą, odkrywając, jak ważne są małżeństwo, rodzina, wspólnota. Codzienna jutrznia, Eucharystia, Namiot Spotkania przed Najświętszym Sakramentem – jak mawiał ksiądz Piotr – opalanie się przed samym Bogiem, a także spotkania w kręgach umacniały nas w przekonaniu, że ważna jest wspólnota, każdy jest inny, ale przed każdym jest jedyny cel – niebo. Konferencje i kazania ks. Piotra to miód na nasze serca – mówi Agnieszka. Jak zapewniają organizatorzy, na pierwszym wyjeździe się nie skończy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół