• facebook
  • rss
  • Bóg nie wchodzi z butami w życie

    dodane 21.04.2016 00:00

    – Uczestniczyłem w nich po raz drugi. Polecam je każdemu, kto poważnie zastanawia się nad drogą swojego powołania. Wskakując na chwilę w życie kleryka, łatwiej rozeznawać, czy to jest droga, na którą mnie Bóg zaprasza – mówi Tomasz Chałuś.

    Dziesięciu młodych mężczyzn skorzystało z zaproszenia łowickiego seminarium i wzięło udział w tegorocznych Dniach Otwartych. Przybyli z różnych parafii w diecezji. Swoich reprezentantów miały m.in. Skierniewice, Stara Rawa, Brochów, Łęki Kościelne. Podobnie, jak w latach ubiegłych, mężczyźni razem z alumnami uczestniczyli w kilku wykładach, m.in. z filozofii, historii Kościoła. W programie znalazł się także czas na adorację Najświętszego Sakramentu, Eucharystie, modlitwę różańcową, rozmowy z alumnami i moderatorami seminarium, a także na rekreację. Jedną z Mszy św. w kaplicy seminaryjnej odprawił i słowo Boże wygłosił bp Andrzej F. Dziuba. Opuszczający mury seminarium mężczyźni nie kryli zadowolenia.

    Dalej niż matura

    – Cieszę się, że po raz drugi mogłem tu być. Rok temu i teraz urzekł mnie panujący w seminarium klimat. Za każdym razem spotykam się tu z ogromną otwartością i życzliwością kleryków. Z każdym z nich można porozmawiać na różne tematy, o życiu, powołaniu, Bogu, miłości. Wskakując na chwilę w życie kleryka, łatwiej rozeznawać, czy to jest droga, na którą mnie Bóg zaprasza – mówi Tomasz Chałuś. Klimat, atmosferę chwalił także Michał Michalski. – O Dniach Otwartych dowiedziałem się podczas pielgrzymki maturzystów na Jasną Górę. Tam też usłyszałem, że nie mamy skupiać się tylko na maturze, ale na tym, by wygrać swoje życie. Słysząc to zdanie, postanowiłem przyjechać do seminarium, by zadać Bogu kilka pytań, by porozmawiać z Nim, by Go uwielbić. Tego, że On ma dla mnie plan, jestem pewien. Modląc się, prosiłem, by pozwolił mi go odkryć. Wiem, że Bóg nie wchodzi z butami w nasze życie. On jest bardzo delikatny i bardzo szanuje naszą wolność – uważa Michał. Zamachów na wolność nie było także podczas Dni Otwartych w seminarium. Jak podkreślają ich uczestnicy, ani przez chwilę nie czuli agitacji, presji czy przekonywania, że powinni wstąpić do seminarium. Możliwość uczestniczenia w życiu alumnów pozwoliła obalić kilka mitów mówiących m.in. o tym, że jak już raz przekroczy się próg seminarium, trzeba będzie tu zostać, czy że przyjeżdżający zostaną poddani ogromnym naciskom. – Niczego podobnego podczas tych trzech dni tu nie doświadczyliśmy – mówi Damian Grochowski. – Nikt na nas nie wywierał presji, nie przekonywał, że to najlepsza na świecie droga itp. Zachęcano nas natomiast do budowania pogłębionej relacji z Bogiem, do zadawania Mu pytań i do poważnego i odpowiedzialnego traktowania swojego życia – dodaje Damian.

    Czułem z Nim łączność

    Poszukiwanie drogi powołania, wyciszenie się i chęć spędzenia czasu przed Bogiem, a także poznawanie tajników życia kleryckiego i ochota zobaczenia seminarium od środka to powody, które w większości przypadków zdecydowały o udziale w Dniach Otwartych. – Chciałem zobaczyć, jak to jest w takim środowisku – mówi Przemek Pawlak. – Od dziecka ciągnęło mnie do kościoła. Prowadzały mnie do niego mama i babcia. Fascynowało mnie wszystko, co się działo w świątyni. Potem zostałem ministrantem. Zagłębiałem się w tematy Kościoła i liturgii. Na przyjazd namówił mnie jeden z kleryków. Zgodziłem się, bo uważam, że to może pomóc w podjęciu decyzji. Nie wiem, czy jestem powołany do kapłaństwa czy do małżeństwa. Aby o tym się przekonać, trzeba coś przeżyć. Samo słuchanie nic nie daje. Będąc tutaj, widzę, jak jest. I to jest bardzo cenne – przyznaje Przemek. Gdy się patrzyło na uczestników Dni Otwartych, uderzała ich radość, pasja życia, odwaga, szczerość. O wielu z nich śmiało można powiedzieć, że są duszą towarzystwa. Otwarci, angażujący się w różne akcje i działania, oddający się różnym pasjom nie kryli, że Bóg jest dla nich kimś ważnym, dlatego stają przed Nim, pytając, czego oczekuje. Z rozmów jasno wynikało, że odczytanie powołania do kapłaństwa czy życia zakonnego nie jest postrzegane jako nieszczęście czy jakieś jarzmo, ale jako jedna z dróg doświadczania miłości. Skąd w tych młodych ludziach tak dojrzała postawa? Z pogłębionej osobowej relacji z Bogiem, z otwartości rodziców, którzy nie tylko modlą się o ich szczęście, ale także otwierają się na wolę Bożą. Nie bez znaczenia – jak podkreślali uczestnicy Dni Otwartych – jest także przykład różnych osób, świadków, którzy swoje powołanie już podjęli i w niezwykły sposób je realizują. – Wyjeżdżam stąd umocniony. Długo będę pamiętał to, co tu przeżyłem, zwłaszcza adorację Najświętszego Sakramentu. Podczas niej powiedziałem Bogu, co leży mi na sercu. Podziękowałem za to, że pozwala mi się poznawać. Czułem z Nim łączność. Od dawna wiem, że Jego miłości nie da się zakłócić, nie da się od niej odejść. Nie jest jej w stanie przerwać żaden grzech. Ufam, że Bóg w jasny sposób będzie mnie prowadził i podpowiadał, co robić. On taki jest. On tak kocha. I żeby wszystko było jasne: nie tylko mnie, ale każdego – mówi M. Michalski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół