• facebook
  • rss
  • Specjalistka od hejnału

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 22/2016

    dodane 26.05.2016 00:00

    Sama mówi o sobie, że jest egzemplarzem ekstra, u którego wszystko jest na odwyrtkę. Łącznie z karnacją. Niezwykła aktorka filmowa, teatralna i kabaretowa odwiedziła Skierniewice.

    Barbara Krafftówna i Remigiusz Grzela, autor wywiadu rzeki z aktorką, byli gośćmi spotkania zorganizowanego 17 maja w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Skierniewicach w ramach XIII Tygodnia Bibliotek. Pełne humoru spotkanie zachwyciło przybyłych gości. Wielu z nich nabyło promowaną książkę „Krafftówna w krainie czarów”.

    Ja bez partnera?

    Skierniewiczanie poznali nie tylko pasje aktorki, anegdoty z jej życia, ale i początki znajomości pani Barbary i pana Remigiusza. To aktorka znalazła dziennikarza, pisarza i dramaturga. Wywiad z nim usłyszała w radiu. Poprosiła go o napisanie dla niej sztuki na 60-lecie pracy teatralnej. Postanowił napisać monodram o Marlenie Dietrich, bo był świeżo po rozmowie z jej ostatnią sekretarką. I od razu zaczęły się schody... – Znaczy ja „z mną”? Sama, bez partnerki, a zwłaszcza partnera? – próbowała oponować. – W dodatku podała mi terminy. 20 listopada gramy w Teatrze Narodowym, a któregoś tam w Teatrze Muzycznym. Jakie terminy, jak jeszcze sztuki nie ma? – struchlałem – opowiadał R. Grzela. – Zapytałem przytomnie, czy te teatry o tym wiedzą. „Nie, ale się dowiedzą” – usłyszałem.

    Duża część spotkania poświęcona była... uzależnieniu pani Barbary od hejnału mariackiego. – To nasze dobro narodowe, to nasz drugi hymn – tłumaczyła. I opowiadała, jak szturmowała ministerstwo, gdy w radiowej Jedynce postanowiono skrócić hejnał z „czterech stron świata do jednej”. – I tak było przez dwa lata! – oburzała się. A ona hejnału słucha codziennie i... robi notatki! Liczy kroki hejnalistów, słyszy gruchające na wieży gołębie, otwieranie okienka i oddech trębacza! No i gdy po dwóch latach skróconej wersji powróciła wreszcie wydłużona, od razu wyłapała „nowości”. – To jakaś draka. Dawniej między każdym z okienek hejnalista robił dokładnie 8 kroków. A teraz raz 10, raz 9, zdarza się i 7, a nawet 4. Co? Okienka dobudowali? – dziwiła się. Zadzwoniła do strażaków, bo pojawiły się jakieś niepokojąco długie chwile ciszy na antenie po każdym sygnale. – I co się okazało? Że oni teraz z każdego okienka machają turystom! – ogłosiła triumfalnie, ku uciesze słuchaczy.

    Wzdychulce i wszystko na „P”

    Ale było też wiele anegdot i opowieści zawodowych. Na przykład o pobycie z Kaliną Jędrusik w Berlinie, o doskonałej szkole aktorstwa w Studiu Iwo Galla w Gdyni, o adoratorach z młodości, których pani Barbara nazywa cudnie „wzdychulcami”, o piosence „Sztuczny miód”, której cenzura nie pozwoliła jej zaśpiewać w Opolu. Ciekawostka – walc „Embarras”, który w zasadzie wszyscy znają z wykonania Ireny Santor, tak naprawdę został napisany specjalnie dla niej, do Kabaretu Starszych Panów. Wykonała go tylko dwa razy w życiu. Pani Barbara opowiadała też o pracy dla telewizji. – Kamery przykrywano kołdrami, bo warczały. Nie było „setek”, nagrywało się tygodniami podsynchrony w studiu, a na rozgrzanych kamerach podgrzewaliśmy sobie kawę – wspominała aktorka. – Pracowaliśmy całymi dniami, a także nocą, zwłaszcza w kabaretach. W zasadzie wszystko, co na „P”, oprócz picia, robiłam. Pracowałam, prałam, paliłam, pieliłam... – puściła oko.

    W starej szkole aktorskiej uczono ją nawet tego, jak radzić sobie z wpadkami, awariami i nieoczekiwanymi „katastrofami” w czasie spektaklu. – Iwo Gall zawsze nam powtarzał, że na scenie nic nas nie może zaskoczyć. Mawiał: „Nawet jak krowa nagle wejdzie na scenę, to co? Krowy nie widziałeś?” – opowiadała. Aktorzy mieli bardzo ciężkie ćwiczenia z... pokonywania śmiechu, gdy byli specjalnie rozśmieszani. Ale Wiesławowi Michnikowskiemu kilka razy udała się sztuka rozśmieszenia Barbary Krafftówny. I vice versa. Na koniec aktorka podziękowała autorowi książki za to, że „zarejestrował, jak by nie było, ciężki materiał”. A potem jeszcze długo oboje podpisywali swoją książkę uczestniczącym w spotkaniu w skierniewickiej bibliotece słuchaczom.

    – Wychodzę stąd zadowolona, odprężona i odmłodzona – przyznaje Krystyna Majka, jedna z uczestniczek spotkania. – Od lat jestem wielbicielką jej talentu. Dawno temu chciałam być tak zakochana jak Honoratka w Gustliku, nieraz nuciłam sobie piosenkę „Przeklnę cię”, którą ona śpiewała w Kabarecie Starszych Panów, a zwłaszcza jej refren. To spotkanie przypomniało mi lata młodości, było prawdziwą podróżą do krainy czarów – dodaje pani Krystyna Majka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół