• facebook
  • rss
  • To tu stanie się Kana

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 36/2016

    dodane 01.09.2016 00:00

    – Podczas pierwszego nawiedzenia obrazu Matki Bożej wydawało mi się, że Ona płakała. Czy tak było, nie wiem. Jedno jest pewne – od tamtego spotkania wszystko się zmieniło. Zaniechałam aborcji, zaczęłam chodzić do kościoła i... zaprzyjaźniłam się z Maryją. Teraz chcę Ją poprosić, by zaprowadziła mnie do nieba. Po tylu latach przyjaźni wiem, że nie odmówi – mówi Maria Goszczyńska.

    Począwszy od 3 września po diecezji będzie peregrynowała – w kopii Cudownego Obrazu – Matka Boża Częstochowska. W każdej parafii, wspólnocie zakonnej i seminarium Pani Jasnogórska spędzi dobę. Dla wielu wiernych będzie to kolejne spotkanie. Osoby, które przeżyły już takie nawiedzenie, nie kryją wzruszenia. Wszyscy mają nadzieję, że kolejna wizyta Madonny z bliznami dotknie i poruszy ich serca podobnie, jak to było ponad 30 i więcej lat temu.

    Z Maryją u źródeł chrztu

    Jak wielkie było to przeżycie dla naszych przodków, świadczą wpisy w niektórych księgach parafialnych. W zapiskach w kronice parafii św. Jakuba w Skierniewicach czytamy: „Kościół na kolejnych nabożeństwach nie mógł pomieścić wierzących. Trzeba było regulować ruch i prosić ludzi o opuszczanie kościoła, by inni wierni mogli wejść. (...) Wzruszające było powitanie przez matki z dziećmi, gdy setki małych rączek wzniesione były do Matki Boskiej. Widziano przed obrazem osoby, które dla różnych przyczyn nie bywają w kościele. Liczne były spowiedzi osób, które nawet od 30 lat nie chodziły do spowiedzi. Pięć dzikich małżeństw poprosiło o ślub kościelny. Trudno w słowach i cyfrach wypowiedzieć łaski nawiedzenia. Stwierdzić jednak należy, że w programie 9-letniej nowenny jak dotąd było to najgłębsze przeżycie religijne”. Na podobne owoce liczą także łowiccy biskupi i duszpasterze. Mówił o tym w homilii podczas oficjalnego zaproszenia Maryi do diecezji 18 czerwca na Jasnej Górze biskup ordynariusz Andrzej F. Dziuba. – Jasnogórska Kana Galilejska ma niebawem stać się w naszej łowieckiej diecezji, ma stać się obecnością Maryi, która zapewne też nie będzie mówić wiele, raczej będzie gotowa wiele czynić, będzie gotowa pomagać nam w dziele otwierania się na bogactwo łask Jezusowych, otwierania i pogłębiana naszego synostwa, tego zapoczątkowanego w chrzcie świętym, do którego musimy ciągle wracać, bo jesteśmy ludźmi chrztu. Bez tego fundamentu nasza osobowa wiara i nasza wiara społeczna traci swoje korzenie, traci swoje życiodajne źródła – podkreślał biskup. Kaznodzieja mówił także, że Maryja przychodzi do każdego, do każdej wspólnoty i w stosunku do każdego powie: „Czyń, co Jezus ci podpowiada” – mówił na Jasnej Górze bp Dziuba.

    Pytania zdziwionego milicjanta

    Czekając na spotkanie z Matką Bożą, wiele osób chętnie powraca do wspomnień związanych z Jej poprzednimi wizytami. Duszpasterze, którzy do dziś pamiętają tamtejsze wydarzenia, wiele wysiłku wkładają w przygotowania. – Już podczas kolędy w każdym domu zostawialiśmy folder mówiący o misjach parafialnych poprzedzających nawiedzenie. Zachęcaliśmy też wiernych do rozpoczęcia przygotowań duchowych – mówi ks. Henryk Linarcik, rzeczycki proboszcz. – Od dwóch tygodni przed naszym kościołem wiszą banery mówiące o tym wydarzeniu. Każda rodzina otrzyma także folder z programem misji i nawiedzenia. Zostaną rozwieszone plakaty. Ponieważ od ostatnich misji minęło wiele lat, wkładamy wiele wysiłku, by wzięło w nich udział jak najwięcej osób. By godnie przyjąć Czarną Madonnę, kupiliśmy nowy ornat, kapę maryjną i obrusy – wylicza ks. Linarcik. Rzeczycki proboszcz chce, by czas nawiedzenia był wielkim świętem zarówno w wymiarze zewnętrznym, jak i duchowym. – Do dziś pamiętam swoje poprzednie spotkanie z peregrynującą Madonną. Działo się to w latach 70. XX w. Byłem wówczas wikariuszem w Kurowicach koło Łodzi. Pamiętam ogromne zaangażowanie kapłanów i parafian. Cała trasa od parafii do parafii była udekorowana proporczykami, wstążkami i kwiatami. Nigdy nie zapomnę też tłumów, które wypełniały szczelnie świątynię. Wszyscy trwali na modlitwie. W pamięci przechowuję także pewne spotkanie. Wracałem motorem z punktu katechetycznego do parafii po zakończeniu roku. Po drodze zatrzymał mnie milicjant. Widząc, że jestem księdzem, najpierw mnie zganił za przewożenie na kierownicy kwiatów, a potem zapytał: „Jak i co wy robicie, że taki tłum udaje się wam zaangażować w spotkania z obrazem, nie mając ani telewizji, ani radia?”. To nie mieściło mu się w głowie. Rzeczywiście, tłumy wiernych i ich zaangażowanie robiły wrażenie. Wioski i parafie prześcigały się w dekoracjach. I, co ważne, wszystko wypływało z pobożności. Myśląc o spotkaniu z Maryją, mam nadzieję, że dotknie Ona serc wiernych i wyzwoli entuzjazm wiary – marzy ks. Linarcik.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół