• facebook
  • rss
  • Róże u Pocieszycielki Strapionych

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 41/2016

    dodane 06.10.2016 00:00

    – Może jestem dziwna, ale kiedy jestem chora, moim lekarstwem jest Różaniec. Jak padam ze zmęczenia on jest moim odpoczynkiem. Kiedy moje serce przepełnia szczęście też po niego sięgam. Dzieci mówią, że Różaniec jest dla mnie jak oddychanie. I to prawda. To najcenniejszy spadek, jaki otrzymałam od mojej babci i mamy – mówi Maria Walewicka.

    Pod hasłem „Oto Matka twoja” w sobotę 1 października odbyła się XII Diecezjalna Pielgrzymka Kół Żywego Różańca diecezji łowickiej. Uczestniczyła w niej rekordowa liczba osób liczona w tysiącach.

    Prośba biskupa

    Tradycyjnie doroczne spotkanie rozpoczęła uroczysta Msza św. koncelebrowana odprawiona w kościele św. Bartłomieja. Eucharystii przewodniczył bp. Andrzej F. Dziuba, zaś słowo Boże wygłosił bp Wojciech Osial. Kaznodzieja wyjaśnił zebranym, dlaczego Maryja, Matka Pana, która nigdy w życiu nie odmawiała Różańca, została Matką Różańcową. – Różaniec tętni Jej życiem i tajemnicą Jej syna. Dlatego też modlitwę tę należy nie tylko odmawiać, ale kontemplować – podkreślił. Kaznodzieja gorąco prosił zebranych, by nigdy nie wypuszczali z rąk różańca i wszystkie swoje troski, zmartwienia i radości powierzali Maryi. Po zakończonej Eucharystii pątnicy z modlitwą różańcową na ustach udali się do sanktuarium Matki Bożej Pocieszycielki Strapionych i Matki Pięknej Miłości. Wraz z nimi pielgrzymowali biskupi, kapłani oraz siostry zakonne. Na placu pielgrzymkowym czciciele Maryi wysłuchali konferencji przybliżającej życie i nauczanie św. o. Stanisława Papczyńskiego. Konferencję wygłosił ks. Andrzej Siejak z Puszczy Mariańskiej. Opowiadając o życiu św. Stanisława Papczyńskiego i jego miłości do Niepokalanej ks. Andrzej podkreślał, że święty zachęcał do naśladowania Maryi w codzienności, bo to droga do Chrystusa. Wspomniał też o specjalnej modlitwie napisanej przez świętego zwanej Koronką 10 cnót Maryi. Odmawiając ją, modlący się uświadamiają sobie wielkość Maryi, która była: najczystsza, najroztropniejsza, najpokorniejsza, najwierniejsza, najpobożniejsza, najposłuszniejsza, najuboższa, najcierpliwsza, najmiłosierniejsza, najboleśniejsza – i sami takimi się stają.

    Małe i duże cuda

    Po konferencji wierni zostali zaproszeni na poczęstunek przygotowany przez domaniewickich parafian. Przy zupie, ciastku chętnie świadczyli o tym, jak ważna w ich życiu jest Matka Pana i jak wiele dzięki niej udało się uprosić łask. – Dzięki modlitwie różańcowej mój syn żyje – wyznała Jadwiga Plewka z Mąkolic. – Bardzo chorował. Z dnia na dzień był coraz słabszy. Bojąc się, że umrze chwyciliśmy za różaniec. Wymodliliśmy mu zdrowie. Kiedy nabrał sił zabraliśmy go do Lichenia i ofiarowaliśmy Matce Bożej. Jak ona po takiej interwencji, nie ma być mi bliska? Od tamtego czasu codziennie modlę się na różańcu z mężem. To nasza modlitwa małżeńska – dodaje pani Jadwiga. O cudownym uzdrowieniu męża chętnie opowiada także Ewa Stajuda. – Do Domaniewic przyjeżdżam zawsze, gdy jest okazja. Tu, bowiem został uzdrowiony mój mąż, który bardzo chorował na nogi. Dzieci były małe, a on nie mógł pracować. Kiedy się tu modlił, poczuł ciepło. I od tamtej pory chodzi. Co roku przyjeżdżamy tu dziękować Maryi za cud. Zwłaszcza ja, bo mój mąż to dobry człowiek. Spotykając się z Maryją, proszę by modliła się za nas teraz i w godzinie naszej śmierci – świadczy Ewa Stajuda. Za codzienne małe i duże cuda każdego dnia podczas odmawiania Różańca dziękują także róże różańcowe z Tumu. Czcicielki Maryi zapewniają, że, od kiedy należą do żywego różańca Maryja jest im jeszcze bliższa. Razem z Nią pracują, odpoczywają, a nawet gotują rosół i pomidorówkę. Dla pani Jadwigi Pawlak modlitwa różańcowa jest lekarstwem na samotność, której doświadcza po śmierci ukochanego męża. – Miałam traumatyczne przeżycia i w tej chwili różaniec pomaga mi przetrwać samotność. W ciszy w domu chwytam za niego. Modląc się, nie boję się być sama. Maryja mieszka razem ze mną. Gdy wychodzę z domu, mówię: Matko Boża, Ty jesteś moją opieką, tylko Ciebie mam. Z Nią przeżywam każdy dzień. Jej też opowiadam o swojej tęsknocie, która mnie dotyka. Swoją codzienność z Maryją przeżywa także Emilia Majewska. – Skończyłam 79 lat. Zdrowie i wszystko zawdzięczam Matce Bożej. Różaniec odmawiam od młodych panieńskich lat. Wymodliłam na nim dobrego męża. Trzymałam się różańca także podczas choroby i śmierci mojej córki. Gdy umierała, oddałam ją w ręce najlepszej Matki. Dziś po drugiej stronie jest też mój mąż oraz rodzice. Córka odeszła więc od swoich i poszła do swoich. Wierzę, że modlitwa pomaga. Na szczęście mam jeszcze jedną córkę, która jest katechetką. Ona mi bardzo pomaga. Modląc się, przeżywam to, że jedną mnie Pan Bóg zasmucił, bo mi ja zabrał, a drugą mnie pociesza. Cieszę się jej posługą. Bardzo mnie to wzrusza – mówi ze łzami w oczach panie Emilia. Słuchając wypowiedzi pielgrzymów można być spokojnym, że prośba biskupa Wojciecha Osiala zostanie wysłuchana. Nikt z uczestników nie ma bowiem zamiaru wypuszczać różańca z rąk, a tym bardziej kończyć spotkań z najlepszą Matką.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół