• facebook
  • rss
  • Mokradła, swawolny Hielle i pazerny Francuz

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 45/2016

    dodane 03.11.2016 00:00

    – Historię tego miasta tworzyli nie tylko Filip de Girard czy Paweł Hulka-Laskowski. Tu splatają się losy wielu osób, między innymi robotników i szpularek. Po ich grobach ślad już zaginął – mówi Mateusz Modrak.

    W tym roku Żyrardów obchodzi 100. rocznicę nadania praw miejskich. Niegdyś mieściły się tu największe w Europie zakłady lniarskie. Budynki fabryczne stoją do dziś. Jednak nie widać już tłumów zmierzających tu do pracy. Część budowli, odnowiona, poddana rewitalizacji, spełnia inną funkcję niż jeszcze przed 20 laty. Mury z czerwonej cegły to niemy świadek wydarzeń, o których pewnie nigdy się nie dowiemy. Jednak niektóre zostały spisane.

    Tajemnice wydobyte z archiwum

    Lektura tych zapisków może być pasjonująca pod warunkiem, że stworzył je ktoś obdarzony lekkim piórem. Tak jest w przypadku artykułów Macieja Twardowskiego. – Jego sagę rodu Radziejowskich czyta się jak dobrą powieść kryminalną – mówi Mateusz Modrak, popularyzator twórczości M. Twardowskiego. Nie miał z nim nigdy bezpośredniego kontaktu. Natknął się na niego, gdy pracował jako dziennikarz. – Gdy rozmawiałem ze starszymi mieszkańcami, często wymieniali jego nazwisko. Mówili: „Gdy żył Maciej Twardowski, to były czasy, to była gazeta”. Chciałem się o nim dowiedzieć czegoś więcej. Odkryłem, że nie ma biografii tego człowieka. Nie ma spisanych wspomnień ludzi, którzy go pamiętają. Miałem pomysł, żeby je zebrać. Wtedy odkryłem jego twórczość. Uznałem, że nie powinna być ukryta w archiwum. Powinna służyć innym, bo M. Twardowski najbardziej szczegółowo opisał historię Żyrardowa – dodaje M. Modrak. Co ciekawe, pracował w kilku miejscowych redakcjach, ale nigdy w tygodniku „Życie Żyrardowa”, z którym na wiele lat, aż do śmierci, związał się M. Twardowski. – Wyszukiwałem tylko te artykuły, które poświęcił historii miasta. Po posegregowaniu w poszczególne cykle okazało się, że nie da się ich wydać w jednym tomie. Jest ich bardzo dużo – mówi M. Modrak. W I tomie umieścił cykl „Od Rudy Guzowskiej do Żyrardowa” – ponad 200 artykułów, krok po kroku przedstawiających historię Żyrardowa od czasów, gdy nie było tu fabryki, poprzez rozwój osady, strajki robotnicze, aż do lat 70. XX wieku. Natomiast w II tomie, który niedawno się ukazał, są krótsze serie artykułów poświęcone życiu w fabryce, m.in. o ciężkiej sytuacji szpularek. Maciej Twardowski opisał także tajemnice starego Żyrardowa, poszczególne budynki i miejsca. Pisał też o pisarzu Hulce-Laskowskim, uznawanym za najwybitniejszego obywatela miasta, znanym z przetłumaczenia na polski „Przygód dobrego wojaka Szwejka” Jarosława Haszka. Sporo miejsca poświęcił M. Twardowski Filipowi de Girardowi, od którego nazwiska wzięła nazwę osada fabryczna, a dzisiaj miasto z ponad 40 tys. mieszkańców. W połowie listopada planowana jest promocja III tomu poświęconego w całości czasom I i II wojny światowej w Żyrardowie i okolicach. Twardowski oparł swoje teksty na wspomnieniach osób, które uczestniczyły w tych wydarzeniach. Zaczął je spisywać w 1956 r., czyli zaraz po ukończeniu studiów dziennikarskich i podjęciu pracy w redakcji „Życia Żyrardowa”.

    Historie wesołe i smutne

    Zdaniem M. Modraka, teksty Twardowskiego to swoiste perełki. „Nie jest to żadna aluzja, ale Żyrardów na bagnie stoi. Żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają czasy, gdy cała dzielnica wokół obecnego rynku nazywała się Mokradła, a sam rynek z przyległościami był jednym wielkim trzęsawiskiem, w którym tonęły nawet konie. Nie wiem, czy pocieszy to wszystkich, którzy i dzisiaj brodzą tu po kostki w błocie, ale w każdym razie kiedyś bywało jeszcze gorzej” – pisał M. Twardowski na łamach „Życia Żyrardowa” w marcu 1969 roku. Ciekawie opisuje też zwyczaje panujące w rodzinie Dittrichów i Hiellów, przemysłowców niemieckich, którzy przejęli zakłady lniarskie w XIX wieku. Rzecz miała się w ich letniej willi pod Żyrardowem: „Pewnego razu Dittrichowa dostała większego niż kiedykolwiek ataku melancholii. Lekarz fabryczny Jawurek, który stale się nią opiekował, był bezradny. Za jego namową Dittrich pojechał do Warszawy, żeby sprowadzić odpowiedniego specjalistę. Tymczasem pod jego nieobecność w willi zjawił się ożeniony z Dittrichówną syn Hiellego, znany ze swego swawolnego usposobienia. Nie dowierzając widocznie chorobie teściowej, postanowił ją wykurować na swój sposób. Kazał zaprząc do breku dwa ogniste ogiery, wsadził melancholiczkę do środka i pogonił z nią co sił w stronę Żyrardowa. Na leśnej drodze brek Hiellego spotkał się z powozem Dittricha, który wiózł do żony warszawskiego specjalistę. Można sobie wyobrazić przerażenie Dittricha na widok szaleńczej eskapady, w jakiej uczestniczyła jego melancholiczna żona. Dittrich usiłował zatrzymać zięcia, dawał rozpaczliwe znaki, krzyczał, ale filut Hielle ani myślał stanąć. Zawiózł teściową do Mszczonowa, napoił w karczmie wódką, a po powrocie do domu oświadczył jej i wszystkim domownikom, że matka jest już zdrowa jak rydz”. W artykułach Twardowskiego znaleźć można wiele takich barwnych opisów. Mieszają się w nich historie wesołe i smutne. Tych drugich jest dużo. Przedstawiają życie pracowników fabryk, a zwłaszcza kobiet, których praca była nisko opłacana, losów miejscowego doktora Judyma, a także żyrardowskiej afery, która przypomina prywatyzację, jaką objęto polskie zakłady w czasie ostatniej przemiany ustrojowej. Stracił Skarb Państwa, zyskał zagraniczny przedsiębiorca.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół