• facebook
  • rss
  • Na ziemi arcybiskupów

    dodane 03.11.2016 00:00

    – Od lat nie chodziłem do kościoła. Przyszedłem tu z ciekawości. Najpierw patrzyłem na Nią z daleka, spod chóru. Nie mogłem oderwać od Niej oczu – mówi pan Janusz.

    Wzrok skierniewiczanina przyciągnęła Matka Boża, która w swoim jasnogórskim wizerunku peregrynuje po diecezji. Tym razem dotarła do miejscowości, które niegdyś wchodziły w skład dóbr arcybiskupów gnieźnieńskich. Mają swoją bogatą historię i odrębną kulturę. Czarną Madonnę witali wierni z dekanatu Skierniewice – św. Jakuba. Najpierw parafii będącej siedzibą dekanatu, potem NMP Jasnogórskiej w Stachlewie, św. Wojciecha w Makowie, św. Stanisława w Godzianowie, Znalezienia Krzyża Świętego w Lipcach Reymontowskich i św. Mikołaja w Słupi. Za każdym razem na powitanie ikony wychodziły procesje, mimo że zdarzało się, iż rzęsisty deszcz mocno dawał się we znaki. Krople spadające z nieba mieszały się wtedy ze łzami.

    – Jej przyjście na długo zostanie w moim sercu. To pewien punkt zwrotny. Dzień, od którego różne rzeczy będą się liczyć. Od lat nie chodziłem do kościoła. Przyszedłem tu z ciekawości. Najpierw patrzyłem na Nią z daleka, spod chóru. Nie mogłem oderwać od Niej oczu. Przypomniały mi się wszystkie moje grzechy, słabości, ale i tęsknoty za matką, która już nie żyje, za żoną, która mnie opuściła. Użalając się nad sobą, w sercu usłyszałem, bym to wszystko oddał Jej. Bym nie bał się do Niej podejść. Uciekłem. Za dwie godziny wróciłem. Usiadłem już bliżej. Płakałem jak dziecko. Jej dziecko. To, co się stało tej nocy, zapamiętam na zawsze. Odzyskałem Matkę i... nadzieję – mówi pan Janusz ze Skierniewic.

    W ufundowanym przez prymasa Antoniego Ostrowskiego kościele św. Jakuba zabrzmiał „Akatyst ku czci Bogurodzicy” wyśpiewany przez Zespół Czwarty. W parafiach wiejskich wierni wychwalali Maryję na ludową nutę. W Godzianowie zagrała orkiestra młodzieżowa w strojach z epoki Księstwa Warszawskiego. Liczne feretrony, chorągwie i sztandary, a także długie, kilkunastometrowe różańce niesione na czele procesji zwiastowały wizytę niezwykłego Gościa. To Królowa Polski. O tym w swoich płomiennych kazaniach przypominał bp Józef Zawitkowski. – Żaden dekret, żadna ustawa tego nie zniosły – mówił kaznodzieja. Podziwiał wiarę ludzi wywodzących się z ziemi, którą Władysław Reymont opisał w powieści „Chłopi”. Oni w dalszym ciągu kultywują lokalne zwyczaje Księżaków, czego dowodem były osoby w odświętnych, barwnych strojach – łowickich pasiakach. Zakładali je zarówno starsi, jak i młodsi, nawet kilkuletnie dzieci.

    Po uroczystości powitania Matki Bożej w Słupi u Tadeusza Sobieszka odżyły wspomnienia z pierwszego nawiedzenia. – To musiało być jeszcze przed aresztowaniem obrazu przez komunistów. Było bardzo ciepło i więcej ludzi niż teraz. Miałem wtedy chyba z 6 lat. Mama podniosła mnie do góry, żebym cokolwiek zobaczył. Najbardziej utkwił mi w pamięci widok strażaków jadących dwójkami na koniach i ich błyszczące hełmy. Mieli potem przez to nieprzyjemności. Byli wzywani przez Służbę Bezpieczeństwa na przesłuchania – mówi pan Tadeusz.

    Relacje z nawiedzenia każdej parafii z licznymi zdjęciami zamieściliśmy na stronie: lowicz.gosc.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół