• facebook
  • rss
  • Słońce przebiło się przez chmury

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 42/2017

    dodane 19.10.2017 00:00

    Pobudka o 4.00 rano. Kierunek wyprawy – północny wschód. Cel – otoczenie granicy Polski modlitwą. Do przebycia prawie 300 km. Jedyna broń do dyspozycji... różaniec.

    W święto MB Różańcowej mało widoczna na co dzień formacja pokazała swoją moc. Specjalizuje się w walce duchowej. Swoje oddziały wystawili też wierni z diecezji łowickiej. Najliczniejszy – środowisko pijarskie z Łowicza. Ponad 100 osób wyjechało dwoma autokarami do Jałówki przy granicy z Białorusią, żeby razem z tysiącami rodaków wziąć udział w akcji modlitewnej Różaniec do Granic. Wyjazd był sponsorowany w dużej części przez Pijarskie Szkoły Królowej Pokoju w Łowiczu. W modlitwie zorganizowanej przy granicy wzięli udział dyrekcja, uczniowie, nauczyciele i rodzice oraz mieszkańcy miasta i okolic. Opiekę duchową nad grupą sprawował o. Andrzej Lisiak SP.

    – Dlaczego do Jałówki? Usłyszałem w radiu audycję o tej inicjatywie. Pomyślałem: „Jedźmy tam, gdzie zgłosiło się mało ludzi”. Gdy 3 tygodnie przed wyjazdem razem z o. Andrzejem decydowaliśmy się na Jałówkę, zapisanych było tylko 8 osób. Ostatecznie przyjechało ponad 1100 – mówi Przemysław Jabłoński, dyrektor Pijarskich Szkół Królowej Pokoju w Łowiczu. To niejedyne zaskoczenie, jakie towarzyszyło wyprawie. Parafia Przemienienia Pańskiego w Jałówce nie jest duża. Liczy kilkuset wiernych, ale za to bardzo gościnnych. Po Mszy św. w tamtejszym kościele wraz z proboszczem zaprosili wszystkich na bigos i ciasto. Odnowiona świątynia była wypełniona po brzegi.

    – Zapadła mi w pamięć nauka o granicach wygłoszona przed Mszą św. W dosłownym i przenośnym znaczeniu granice budują napięcia polityczne. My, mieszkający daleko od nich, nie zdajemy sobie z tego sprawy – mówi dyrektor Jabłoński. Po posiłku uczestnicy podzieleni zostali na dwie grupy. Część udała się autokarami kilka kilometrów do granicy w Zaleszanach. Pozostali, w tym grupa pijarska, przeszli procesyjnie do granicy w Jałówce. – To nie było takie zwykłe przejście. Wszystko zaplanowane zostało w duchu modlitwy. Idąc, odmawialiśmy Litanię do Świętych Polskich – mówi o. Lisiak.

    Kolejnym zaskoczeniem była napotkana figura Matki Bożej Fatimskiej, ustrojona kwiatami. Tuż za nią był szlaban, a 100 metrów dalej – płot graniczny. Dalej już nie można było przejść. Wokół roztaczał się las. Terenu pilnowali strażnicy. – W drodze towarzyszyła nam flaga Łowicza. Zostało to dostrzeżone. Gdy dochodziliśmy do granicy, wszystkich poinformowano, skąd przyjechaliśmy. Otrzymaliśmy brawa – opowiada o. Andrzej.

    W docelowym miejscu odmówiono cały Różaniec. Część radosną klasycznie, czyli każdy trzymał w ręce swój różaniec i przesuwał paciorki. Gdy nadeszła pora na tajemnice światła, uczestnicy schowali różańce i przez 5 dziesiątek trzymali się za ręce, prosząc o jedność w narodzie, żeby nie było żadnych podziałów. Odpowiedzialny za prowadzenie tej części był o. Lisiak. – W rozważaniach było wyraźnie zaznaczone, że nieważne, jakie mamy poglądy polityczne. Wszyscy stanowimy jedność i o tę jedność chcemy się modlić – mówi pijar. Tajemnice bolesne zostały odmówione na kolanach, natomiast chwalebne – wyśpiewane.

    – Kolana mnie nie bolały. Jestem przyzwyczajona – mówi Sylwia Kazimierczak, licealistka „pijarskiej”. – Znamienne było, że gdy rozpoczynaliśmy modlitwę, słońce przebiło się przez chmury. Tak samo było pod koniec. Skoro szkoła sponsorowała wyjazd, trudno było nie skorzystać. Poza tym lubię pielgrzymki. Różaniec, na którym się modliłam, przywiozłam z Medjugorie. Mam go zawsze przy sobie. W szkole noszę go w mundurku – mówi.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół