• facebook
  • rss
  • Gnuśny sługa

    Ks. Piotr Karpiński, dyrektor Zespołu Szkół im. ks. S. Konarskiego w Skierniewicach

    dodane 19.11.2017 01:33

    Kończy się pomału rok liturgiczny. Teksty Słowa Bożego pragną przygotować nas na to, co ostateczne, zwłaszcza na powtórne przyjście Chrystusa. W takiej perspektywie należy rozważać dzisiejszą Ewangelię.

    Ewangelia wg św. Mateusza (Mt 25,14-30)
    Jezus opowiedział uczniom tę przypowieść: Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

    W przypowieści o talentach mamy podwójny ruch Pana. Wpierw zamierza się udać w podróż i w związku z tym dzieli swój majątek. Po długim czasie jednak powraca i rozlicza swoich poddanych z zarządu otrzymaną cząstką. To jest sedno chrześcijańskiej perspektywy. Jesteśmy wszyscy przez Boga niezwykle obdarowani, wszak talent to kilkadziesiąt kilogramów złota i wszyscy wyczekujemy na powrót Pana, który zapyta nas, co zrobiliśmy z otrzymanym darem.

    Warto w tym kontekście uwagę poświęcić trzeciemu słudze, który choć otrzymał najmniej, to jednak wciąż dużo. To on kończy w przypowieści o talentach najgorzej – nie tylko dar zostaje mu odebrany, ale i on sam jest wyrzucony na zewnątrz, w ciemności. Na czym polega jego błąd? Sam wyzna to swojemu Panu: „Bojąc się, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi” (Mt 25, 25). Trzeci sługa z przypowieści po prostu się boi. Od razu rodzi się pytanie: czego? Czy złodzieja? A może obawia się ryzyka związanego z inwestowaniem? Nic podobnego. Sługa obawia się przede wszystkim swojego Pana: „Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy” (Mt 25, 24). Oto jak absurdalne doświadczenie Pana ma trzeci sługa. A przecież przypowieść podaje tylko jedną cechę właściciela: rozdaje, obdarowuje. Nawet nie zostawia wytycznych, co z tym darem zrobić. Nie daje nakazów, ani zakazów. Nie sugeruje swoich oczekiwań. Pragnie tylko jednego: by dar został przyjęty. A przyjęcie daru to jego pomnażanie. Sługa nie przyjął podarowanego mu talentu, bo jako jedyny mówi „twój talent”. On jest ciągle „twój”, nie stał się ani przez chwilę „moim”. Od razu nasuwa się tu skojarzenie ze starszym synem z przypowieści o synu marnotrawnym, który o swoim młodszym bracie po jego powrocie nie mówi już „mój brat”, ale rzuca w stronę ojca gorzki wyrzut: „Skoro jednak wrócił ten syn twój” (por. Łk 15, 30). I to jest potrójny błąd owego sługi: po pierwsze, niewłaściwy obraz Pana, po drugie wynikający zeń paraliżujący przed wszelkim działaniem strach, po trzecie, nieprzyjęcie daru.

    O takim słudze Pan mówi: „Sługo zły i gnuśny!” (Mt 25, 26). Mało dziś mówimy o gnuśności, nawet samo to słowo wydaje się dziwne i archaiczne. Czym jest gnuśność? Jest ona umiłowaniem świętego spokoju, niechęcią do zaangażowania i działania, postawą bierną i roszczeniową. Gnuśność byłaby zatem pochodną lenistwa, choć jest znacznie głębszą chorobą ducha. Mnisi starożytni gnuśność nazywali acedią i jako taka była wrogiem człowieka numer jeden. Abba Daniel nazywał ją „najgorszym stanem obojętności ducha”, Jan Klimak „znieczulicą”, „martwicą duszy”. Acedia wzywa mnicha by znienawidził miejsce, w którym jest i zaczął uciekać myśląc, że gdzie indziej jest lepiej. Gnuśność to zatem brak zaangażowania w rzeczywistość, niepodjęcie swojego obowiązku, brak czynu, wreszcie ucieczka. Warto sobie uświadomić, że to nie grzech jest podstawą wykluczenia z królestwa niebieskiego, lecz właśnie gnuśność. Dobry Łotr na krzyżu w ostatniej minucie swojego życia usłyszał od Jezusa, że będzie z Nim w raju (Łk 23, 43). Sługa gnuśny zaś został wyrzucony w ciemności.

    Zapytajmy, jak zatem przezwyciężać gnuśność? Nie popełniając błędów owego sługi. Po pierwsze pytajmy o nasze doświadczenie Boga. Czy doświadczam Boga jako Tego, który niewyobrażalnie mnie obdarowuje? Czy też jako Tego, który stale czegoś ode mnie chce lub wciąż mi czegoś zabrania? Po drugie, odpowiedzią na Boże obdarowanie jest czyn, zaangażowanie, podjęcie odpowiedzialności. Tutaj wspaniałym i niewyczerpanym obszarem jest miłosierdzie. W pierwszym czytaniu autor Księgi Przysłów wychwala „niewiastę dzielną”. To jest przykład kogoś, kto angażuje się i pomnaża Boże dary. Ale jak to robi? Oprócz swoich codziennych obowiązków, także „otwiera dłoń ubogiemu, do nędzarza wyciąga swe ręce” (Prz 31, 20). Miłość otrzymana w miłosierdziu zostaje pomnożona. Wreszcie po trzecie, Boży dar ma się stać „moim darem”. A słówko „mój”, „moja” to już słowa z porządku miłości. Mąż mówi o żonie „moja”, i odwrotnie żona o mężu „mój”. Dopóki nie powiem o Bożym darze „mój”, jeszcze nie kocham.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół