Nowy numer 25/2018 Archiwum

Lekarka prymasów

Od ponad 100 lat we wrześniu przed figurą Matki Bożej Skierniewickiej gromadzą się wierni. Mówią, że tak jak kiedyś poradziła sobie z epidemią cholery, tak i teraz leczy ich choroby i rozwiązuje problemy.

Jak podają źródła, od niepamiętnych czasów w parafii św. Jakuba w Skierniewicach od święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny przez oktawę przy jej figurze stojącej przy kościele gromadzą się ludzie na tzw. nabożeństwie lampek. Z ustnych przekazów wiadomo, że modlitwy te (nie ma takich w innych parafiach diecezji) są wotum za uratowanie miasta od epidemii.

Maryjne wędrówki

Historia nabożeństwa – podobnie, jak i figury Najświętszej Maryi Panny, która ma prawie 300 lat – wielu osobom w parafii jest nieznana. Z opracowań przygotowanych przez Marię Anacką-Łyjak wiadomo, że ufundowana przez prymasa Teodora Potockiego statua pierwotnie stała w otoczeniu lip przed pałacem prymasowskim (obecnie siedziba Instytutu Ogrodnictwa). Świadczy o tym napis w języku łacińskim wyryty na cokole, który brzmi: „Ku czci Dziewicy, Matki Niepokalanej, Niesplamionej, Maryi, Królowej polskiej wolności, ideał duszy swojej kazał przedstawić Teodor Potocki, arcybiskup gnieźnieński w r. 1738”. Fundator figury w testamencie zapisał także 1000 złotych na jej oświetlenie „po wieczne czasy”. – Można powiedzieć, że jest to Matka prymasów. Teodor Potocki ją ufundował, a potem inni nie tylko przy niej się modlili, ale także łożyli na to, by paliło się przy niej światło i by ktoś się nią opiekował – mówi Krzysztof Lichota, pasjonat historii i czciciel skierniewickiej Matki. – Z rozmów prowadzonych z panią Marią Anacką-Łyjak i własnych poszukiwań wiem, że po wybudowaniu przez prymasa Ostrowskiego kościoła, w 1781 r. polecił on dla większego poszanowania przenieść figurę na plac przy kościele, w miejsce, gdzie dziś znajduje się lodziarnia. Co ciekawe, na polecenie prymasa, by nie doszło do zaprószenia ognia podczas jej oświetlenia, dwóch mieszczan trzymało przy niej wartę – opowiada K. Lichota. Kolejne przeniesienie Matki Skierniewickiej (do miejsca, w którym obecnie stoi) nastąpiło podczas zaborów pruskich. Przywłaszczenie mienia Kościoła i budowa na placu, gdzie stał posąg, budynku mieszkalnego wymusiło kolejną zmianę jej lokalizacji.

Wyśpiewane wotum

Prawdopodobnie przez wiele lat nie można było powiedzieć, że mieszkańcy darzyli „prymasowską” Matkę szczególnym kultem. Dopiero gdy na początku XX wieku miasto opanowała epidemia cholery, która dziesiątkowała ludność, skierniewiczanie, nie nadążając grzebać zmarłych, wpadli na pomysł, by przed figurą odprawić nowennę. Ostatniego dnia modlitw odbył się też ostatni pogrzeb. Pamiętając zatrzymanie zarazy, wierni zaczęli spontanicznie przychodzić ze światłami (stąd lampki) pod statuę, by do późnych godzin nocnych śpiewać przy niej pieśni. Z wpisów znajdujących się w kronikach parafialnych oraz wspomnień parafian wiadomo, że w „lampkach” uczestniczyła rzesza wiernych z orkiestrą na czele. – Pamiętam lata, w których ludzie nie mieścili się na placu i musieli stać na ulicy. Niestety, z roku na rok liczba osób biorących udział w nowennie maleje – smuci się Antonina Kłosińska. – A jeszcze nie tak dawno moje córki przychodziły tu z gitarami. Ależ chciało się wtedy śpiewać! – Kiedyś nie tylko było nas więcej, ale i dłużej się modliliśmy. Nabożeństwo kończyło się koło 22.00. Dziś dwie godziny wcześniej – wtrąca Jadwiga Caban, która od dziecka swoje życie powierzyła Matce Bożej i – jak twierdzi – nigdy się nie zawiodła. – Podobno, kiedy miałam dwa lata, nauczyłam jakiegoś dorosłego chłopa „Zdrowaś, Maryjo” – taka byłam pobożna i rezolutna! Dziś mam 85 lat i – dzięki opiece Maryi – nadal jestem na chodzie. I muszę przyznać, że te nabożeństwa bardzo lubię. Jak się tak wyśpiewam, to od razu mi lżej na duszy – opowiada pani Jadwiga. Gromadzący się na „lampkach” często wspominają poprzedniego proboszcza ks. Jerzego Wasiaka, którego nieraz widzieli klęczącego z różańcem przed figurą. Zawsze ich prosił, żeby przynosili Jej tylko świeże kwiaty. Pamiętają też księży, którzy razem z nimi się modlili. – Kilka lat temu w naszej parafii był ks. Andrzej Kłoszewski, obecny proboszcz w Kaszewach. Od kiedy odszedł, co roku przyjeżdża na jedno z nabożeństw lampek. Zawsze wtedy znacznie dłużej śpiewany – mówi Krystyna Wiedeńska, która od paru lat z kilkoma osobami dba o porządek i świeże kwiaty przed figurą. Przed nią przez 20 lat robiła to Halina Matyjek. – Z tego, co wiem, zawsze były osoby, które dbały o to miejsce. Przez cały rok nie ma też dnia, by nie płonęły tu znicze. Często spotykam ludzi klęczących na chodniku i modlących się. A nabożeństwa odbywały się nawet wtedy, gdy figura spadła podczas wichury. To było wzruszające. Ludzie modlili się wtedy przy pustym, nadłamanym cokole, który ubrali kwiatami. Rzeźbę Maryi, która była wówczas w renowacji, każdy miał przed oczami. Wtedy też znacznie głośniej śpiewano: „Witaj, skierniewicka Matko jedyna, uproś nam łaskę u swego Syna” – wspomina K. Lichota.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Savonarola
    22.09.2012 03:41
    Skoro fogurka tak skutecznie leczy,to moze kopie tej cudownej figurki tez beda udzielac laski uzdrowien.W dobie kryzysu sluzby zdrowia i zadluzenia szpitali warto chyba pomyslec o rozmnozeniu rozwiazujacej problemy figurki.Skoro poradzila sobie z epidemia cholery, to pewnie da rade wiekszosci niedomagan i chorob.[Zeby tez leczy?]
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma