Nowy numer 32/2020 Archiwum

Przyjaciele tego samego Boga

– Bardzo marzyło nam się Europejskie Spotkanie Młodych w Rzymie. Niestety, ze względu na wysoki koszt, z modlącą się młodzieżą łączyliśmy się jedynie przez telewizję, internet i modlitwę – mówi s. Dolorosa, pasjonistka z Głowna.

W tym roku trudno było znaleźć parafię w diecezji łowickiej, która organizowałaby wspólny wyjazd na odbywające się na przełomie 2012 i 2013 r. Europejskie Spotkanie Młodych. Nie znaczy to jednak, że w Rzymie wśród 12 tys. Polaków nie było reprezentantów diecezji. Byli. Pojechali tam z grupami z Warszawy, Łodzi, a nawet Krakowa.

Śladami świadków

– Od 6 lat zawsze czas między świętami a Nowym Rokiem spędzam na spotkaniach organizowanych przez ekumeniczną wspólnotę z Taizé – mówi Klaudia Widera spod Sochaczewa. – Te kilka dni, w których większość czasu zajmują modlitwa i dzielenie się, to dla mnie rekolekcje, na które czekam cały rok. Jadąc tam, zawsze mówię Panu Jezusowi: „Jestem. Rób, co chcesz!”. I On nigdy nie próżnuje. Pokazuje mi moje słabości, leczy rany, otwiera na innych. W tym roku podczas spotkania poznałam dwie niesamowite Włoszki, z którymi latem chcę pojechać na dłuższe rekolekcje do Taizé – opowiada Klaudia, która dopiero co wróciła z Rzymu. Od 4 lat w każde wakacje do francuskiej Wspólnoty Taizé na Ekumeniczne Spotkania Młodych wyjeżdża także grupa głownian, razem z siostrą Dolorosą. Podczas wyjazdu, poza czasem spędzonym we wspólnocie, pielgrzymi z Głowna odwiedzają także różne sanktuaria oraz zabytki, muzea, wystawy. – Podczas wyjazdów do Taizé ważne są dla nas zarówno doświadczenia ekumeniczne, kulturalne, jak i te, które umacniają wiarę. Nawiedzając różne kościoły i bazyliki, modlimy się przy grobach świadków wiary. Przez cały czas nie mamy wątpliwości, że prowadzi nas Pan Bóg. Ostatnio, kiedy odchodziliśmy od sarkofagu św. Bernadetty, spotkaliśmy siostrę zakonną pochodzenia polskiego, która zabrała nas do sali nowicjackiej, w której św. Bernadetta ostatni raz po powrocie z Lourdes opowiadała o swoich objawieniach. Siostra przybliżająca jej życiorys mówiła nam, że Bernadetta słabo się uczyła. Z tego powodu miała kłopot z przystąpieniem do I Komunii Świętej. Kiedy ksiądz zapytał ją, dlaczego chce przyjąć Pana Jezusa, odpowiedziała: „Bo jestem słaba”. Wszyscy te słowa odebraliśmy bardzo osobiście. I takich doświadczeń mamy przynajmniej kilka podczas wyjazdu – opowiada s. Dolorosa.

Czułość krzyża

Poza corocznymi wyjazdami do Taizé, młodzież i dorośli z Głowna raz w miesiącu spotykają się na spotkaniach formacyjnych, podczas których czytają i dzielą się słowem Bożym oraz medytują. – Przez cały rok tęsknimy za brakiem pośpiechu na modlitwie, jakiego doświadczamy w Taizé. Po powrocie staramy się też żyć duchem ekumenicznym. Raz w roku wyjeżdżamy wspólnie na nabożeństwo do cerkwi, po którym prosimy tamtejszą społeczność, by opowiedziała nam o tym, co nas łączy. Po takich spotkaniach zawsze wychodzimy radośniejsi – zauważa s. Dolorosa. – Ma siostra rację! Poczucie jedności, a także powszechności Kościoła, jakiej doświadczamy zarówno w Taizé, jak i w czasie liturgii prawosławnej, daje pokój i radość – wtrąca Michał Rasiński. – Zanim zacząłem tam jeździć, miałem wrażenie, że my jesteśmy lepsi, bo mamy więcej sakramentów itp. Teraz nie mam wątpliwości, że modlimy się do tego samego Boga. Podobnego zdania jest także Piotr Baleja, który nie ukrywa, że uwielbia modlić się kanonami. – Zwłaszcza jeden bardzo do mnie przylgnął: „Miłością napełnij mnie, bym kochał i przebaczał” – są to słowa, wokół których buduję swoje życie. Dzięki nim łatwiej mi świadczyć o Jezusie w szkole czy wśród rówieśników. Zawsze, gdy Go przyjmuję do swojego serca, jak już trochę z Nim pobędę, nie staram się Go zatrzymywać dla siebie. Razem z Nim idę do ludzi – wyznaje Piotr, który nieraz w domu, za siebie i swoich bliskich, modli się przed ikoną Pana Jezusa z Przyjacielem, przywiezioną z Taizé. – A ja przed oczami mam ciągle tamten krzyż, do którego przez kilka godzin wędruje się na kolanach. Moment, gdy można położyć na nim głowę, to chwile czułego spotkania z moim Bogiem. Potem nieraz wracam do tych spotkań, które dla mnie są czasem duchowej regeneracji – dodaje Michał. Najprawdopodobniej dzięki sponsorom, pomocy ks. proboszcza Stanisława Banacha i własnej pracy wszyscy oni już w wakacje dołączą do modlącej się w Taizé młodzieży.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama