Nowy numer 32/2020 Archiwum

Pomagać jest łatwo i... trudno

Pożar w Antoniewie. Kiedy Zenon Machelski, wracając nocą 10 grudnia od chorej matki w Warszawie, widział obok siebie przejeżdżające wozy straży pożarnej, nie przypuszczał, że jadą do pożaru jego domu.

Opożarze domu w Antoniewie w gm. Wiskitki głośno było w całej okolicy. Czteroosobowa rodzina straciła nie tylko dach nad głową, ale i dorobek swojego życia. Z płonącego budynku nie udało się niczego uratować. Błażej, 20-letni syn państwa Machelskich, został odwieziony do szpitala. Na szczęście nic groźnego mu się nie stało. On, jego 13-letni brat Tymoteusz oraz mama Hanna cało uszli przed żywiołem.

Niebezpieczny prąd

Przyczyną pożaru w Antoniewie był prawdopodobnie grzejnik elektryczny. Trudno stwierdzić, czy była to wina urządzenia czy jego nieumiejętnego użytkowania. Sama instalacja elektryczna w domu państwa Machelskich została niedawno wymieniona. – Około 30 proc. pożarów w budynkach mieszkalnych spowodowanych jest przez zwarcie w instalacji elektrycznej – mówi mł. bryg. Piotr Grzelecki z KP PSP w Żyrardowie.

– Drugie 30 proc. jest wynikiem niesprawnych instalacji grzewczych i wentylacyjnych. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że przewody wentylacyjne powinny być kontrolowane co roku, a instalacja elektryczna co 5 lat. Niestety nadzór budowlany nie jest w stanie tego dopilnować. W przypadku przepięcia w nowych instalacjach działa wyłącznik różnicowy, który odcina dopływ prądu, i to w dużej mierze nie dopuszcza do powstania pożaru. Ogień strawił wszystko, co Machelscy mieli wartościowego. – Akurat niedaleko pełniłam wtedy służbę. Zainteresowaliśmy się z kolegą, skąd o tej porze tyle wozów strażackich – opowiada nadkom. Edyta Marczewska z KPP w Żyrardowie. – Pojawiliśmy się na miejscu pożaru. Ci ludzie mieli na sobie tylko to, w czym położyli się do łóżka. Reszta rzeczy spłonęła. Nie udało się nic uratować.

Okolica jak z bajki

Dom w Antoniewie państwo Machelscy kupili w 2000 r. Przeprowadzili się tu z Warszawy. – Zauroczyła nas okolica i ten drewniany dom – opowiada Hanna Machelska. – To są piękne okolice. Zakochaliśmy się w tym miejscu. Szczególnie zimą jest tu bajkowy pejzaż rozświetlony światłem księżyca. Dlatego chcemy jeszcze raz spróbować tutaj się pobudować. Pani Hanna zdaje sobie jednak sprawę, że to przekracza ich możliwości finansowe. – Ja pracuję, mąż jest na rencie. Całe nasze oszczędności włożyliśmy, żeby przystosować dom do naszych potrzeb. Dlatego tak trudno mi jest się pogodzić z tym, że wiele lat wysiłku włożone w remont tego domu poszło z dymem w ciągu kilku godzin. Patrzyłam na to z przerażeniem – dodaje. – Cały czas zastanawiam się, czy to nie jest porywanie się z motyką na słońce – mówi Zenon Machelski. – Miałem ochotę sprzedać działkę i dołożyć do kupna czegoś innego. Ale żona i synowie czują się bardzo związani z tym miejscem. Pan Zenon smutno spogląda na zrobiony na szybko przez Tymoteusza rysunek domu, w którym mieszkali. Machelski mimo poważnej choroby własnymi rękoma remontował dom, który od zewnątrz obmurował, choć w środku zachował drewniane belki. Teraz to, co pozostało, nadaje się tylko do rozbiórki. Tym bardziej szkoda, bo w środku zgromadzone były grzejniki, glazura i nowe drzwi. Remontu nie udało się dokończyć ze względu na wypadek syna.

Powrót do życia

W lutym 2012 r. Błażej Machelski miał wypadek samochodowy. Helikopterem pogotowia lotniczego został odtransportowany do Warszawy. Lekarz przyjmujący go na oddział intensywnej terapii nie wierzył, że Błażej przeżyje, a tym bardziej że wróci do normalności. A jednak udało się. Po pół roku rehabilitacji Błażej wrócił do szkoły i zamierza wkrótce zdać maturę. Jest w ostatniej klasie Technikum Informatycznego w Milanówku. – Wypadek syna to było coś najgorszego, co spotkało mnie w życiu. Przez te pół roku mijaliśmy się z mężem w biegu. Przekazywaliśmy sobie informacje i na zmianę opiekowaliśmy się Błażejem w szpitalu. W domu też musiał ktoś być, żeby dopilnować młodszego syna – mówi pani Hanna. Po Błażeju nie widać, że przeżył ciężki wypadek. Jest wesoły i rozmowny. Nawet żartuje, że otrzymał podwójną szansę od życia. Pierwszą podczas wypadku, drugą – gdy o mało nie spłonął w pożarze. Marzy mu się z powrotem samochód. Choć wie, że to teraz niemożliwe. Każdy grosz przeznaczony będzie na odbudowę domu.

Nieoczekiwana pomoc

Machelscy są wdzięczni za okazaną pomoc, zwłaszcza że otrzymali ją od ludzi, których nawet nie znają. – Ludzie podeszli do nas z dużym sercem. Nagle okazało się, że przychodzą do mnie z pomocą obcy i to było bardzo wzruszające. Nie spodziewałam się tego – mówi pani Hanna. – Mieliśmy wpłaty na konto nawet z Tychów czy ze Szczecina – dodaje pan Zenon. Pomoc okazują też okoliczni mieszkańcy. Pieniądze dla pogorzelców zbierane były w kościołach w Jesionce i Miedniewicach. W akcję zaangażowani byli sołtysi. – Nie było nikogo, kto by odmówił pomocy. Każdy, do kogo się zwróciłam, ofiarował jakiś datek. Podobną zbiórkę zamierzam przeprowadzić na wiosnę – zapewnia Marzena Pachnik, sołtys Antoniewa. W zbieranie pieniędzy zaangażowało się wiele osób. Nie sposób ich wszystkich wymienić. Pomógł również Urząd Gminy w Wiskitkach. – Jak tylko dowiedzieliśmy się o pożarze, zorganizowaliśmy zbiórkę pieniędzy we własnym gronie – mówi wójt Grzegorz Miastowski. – Pokrywamy też jako urząd opłaty za wynajmowany teraz przez rodzinę Machelskich dom. – Odzew na apel o pomoc dla pogorzelców był bardzo duży – dodaje Bożena Kaźmierczuk, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Wiskitkach. W pewnym momencie było tylu ofiarodawców, że części musieliśmy odmówić. Zdecydowaliśmy się przekazać ich numery telefonów państwu Machelskim. Teraz sami decydują, co jest im najbardziej potrzebne. Dzięki takiej pomocy Machelscy mają ubrania, sprzęt AGD. Jeden z ofiarodawców przekazał nawet komputer. Szkoły, zarówno technikum w Milanówku, jak i gimnazjum w Wiskitkach, zapewniły chłopcom bezpłatny posiłek. Przed Machelskimi teraz wielkie wyzwanie. Odbudowa domu od podstaw. A czas płynie nieubłaganie. Z budową, jak tylko pogoda dopisze, chcą ruszyć już w marcu. – Nie należę do przebojowych osób, ale jestem na tyle zdesperowana, że podejmę walkę. Mam świadomość, że niektórzy ludzie są zazdrośni i patrzą krzywo na pomoc, którą otrzymaliśmy, uważając, że wzbogacamy się na tym. Na szczęście tych nieżyczliwych nam osób jest mało. Przeważają takie, które naprawdę chcą nam pomóc. Jak choćby nadkom. Edyta Marczewska. To taki mój anioł. Dużo ciepła od niej otrzymaliśmy. Jest mi miło, że z taką życzliwością do nas podeszła – mówi pani Hanna. – Pomóc tym ludziom jest z jednej strony łatwo, a z drugiej trudno. Łatwo, bo wystarczy chcieć taką pomoc okazać. Trudno, bo trzeba pomagać we właściwy sposób. Nie wystarczy przekazać stare podarte ubrania, jak się zdarzyło, czy zepsuty sprzęt AGD. Jak ktoś uważa, że ofiarowane pieniądze zostaną zmarnowane, to niech przyniesie worek cementu czy kafelki – mówi E. Marczewska. Machelscy szukają teraz architekta, który wykonałby nieodpłatnie projekt domu. Liczą też na tych, którzy przekażą 1 procent podatku przy rozliczeniu rocznym z fiskusem. Numer KRS udostępniło Stowarzyszenie Przyjaciół Gminy Wiskitki (szczegóły na stronie internetowej: wiskitki.org).•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama