Nowy numer 47/2020 Archiwum

Maryjo, sąsiadko... módl się za nami

Przydrożne kapliczki. – Kiedy przyjechałem po raz pierwszy do Polski, postanowiłem, jadąc ze Skierniewic do Szczecina, zatrzymywać się na jedną „zdrowaśkę” przy każdej kapliczce. Kiedy miałem już zmówiony 8 razy cały Różaniec, odpuściłem – wspomina Sten, Anglik polskiego pochodzenia.

Wielkim szacunkiem i miłością sąsiadkę Maryję darzy także pani Irka, która obecnie przebywa w szpitalu po przebytym udarze. – Kiedyś, kiedy była panienką, podczas żniw jeden z koszących zboże przejechał jej po nogach kosą. Mocno krwawiąc, obiecała Maryi, że jeśli ją ocali, do końca życie będzie Ją odwiedzać w kapliczce. Do udaru przez kilkadziesiąt lat nie wiedziała, co to choroba. Przez te wszystkie lata wywiązywała się ze złożonej obietnicy. W ostatnich latach, gdy podupadła na zdrowiu, ja przejęłam troskę o to miejsce. Każdego dnia opiekowałam się też panią Rochalską. Takiej sąsiedzkiej troski nauczyłam się od Matki Bożej, mieszkającej ode mnie o kilkanaście metrów – opowiada M. Gral. Przy kapliczce od wiosny do jesieni w pierwszą niedzielę miesiąca Różaniec odmawia kółko Stefanii Kacprzyk. – Wszyscy lubimy tu się modlić. Idąc do tego miejsca, czujemy, jakbyśmy szły w gościnę do Matki naszego Pana – wyznaje pani Stefania.

Niezwykłe interwencje

Na terenie wspomnianej parafii pomiędzy Wysokienicami a Złotą, kilka metrów od drogi, stoi lekko przygarbiona, dedykowana Matce Bożej, kapliczka. Jak opowiadają mieszkańcy, powstanie jej związane było z pewną mroczną historią. Podobno wiele lat temu miało tam miejsce morderstwo. Ludzie opowiadali, że po zmroku nikt nie mógł tamtędy przejść, bo coś straszyło. Pewnego razu jedna z mieszkanek Złotej, nie mając wyboru, musiała jednak tamtędy iść. Ze strachu i z pobożności przez całą drogę gorąco modliła się o spokój duszy przestępcy i ofiary, wzywając wstawiennictwa Maryi. W pewnym momencie usłyszała czyjś głos mówiący: „Dziękuję, że mnie wybawiłaś”. Od tego czasu w miejscu tym przestało straszyć. Mieszkańcy na pamiątkę tego zdarzenia postawili na skraju pola figurkę z Maryją, pod opiekę której oddali okoliczny teren. Podobnych legend o miejscach, w których dziś stoją stare kapliczki na terenie diecezji, jest więcej. W wielu z nich o powodach stawiania kapliczek świadczyć mogą daty i podpisy, a także wezwania – „Matko Strapionych, Uzdrowienie Chorych”. Tak jest choćby w Żelaznej, gdzie w niedalekim sąsiedztwie kościoła znajdują się dwie figury Matki Bożej. Jedna duża, kamienna, z 1908 r., która najprawdopodobniej została ustawiona po ustaniu epidemii cholery, jaka szalała w Dębowej Górze. Druga, której podczas wojny Niemcy utrącili ręce, na wyspie. Obie, zwłaszcza dla starszych mieszkańców, są jak ktoś najbliższy z rodziny. – Bardzo boli mnie, że przy żadnej z nich już nikt nie śpiewa. Gdy byłam małą dziewczynką, śpiewałam tu majówki – wspomina Marianna Kroc. – Dziś, kiedy wychodzę z domu, odwiedzam jedną i drugą. Na tę przy ulicy można popatrzeć. Ta na wyspie jest daleko za wodą i płotem. Mimo to często o niej myślę. Nie przeszkadza mi, że nie ma rąk. Taka okaleczona jest mi bliższa. Zerkając w jej stronę, proszę o nawrócenie grzeszników – mówi 85-letnia pani Marianna. O swojej Maryi godzinami mogłyby opowiadać także kobiety śpiewające każdego dnia majówki przy kapliczce w Woli Makowskiej. – Od dziecka tu przychodzimy. Wiele lat temu przed majem wiłyśmy Maryi jeszcze wianki z sosny, które paliłyśmy w wigilię św. Jana. Ależ było przy tym roboty i śmiechu! – wspomina Halina Stań, która nie ma wątpliwości, że Maryja otacza ich opieką i troską. – Gdy człowiek ma kłopoty, do kogo ma pójść? Tylko do Matki – wtrąca Zofia Tomaszewska. – Ona nas nie zawodzi, dlatego tak chętnie tu przychodzimy. Prosimy Ją o zdrowie, opiekę i by chroniła nas od pożarów, które gaszą nasi mężowie. Dzięki Niej nasze chłopy mają mniej roboty – zauważa pani Zofia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama