Nowy numer 3/2021 Archiwum

Serce
 na Kresach

Dzień Sybiraka. – Prymas Wyszyński i inni księża zgodzili się pomóc mi wywozić materiały do katechizacji Kresów, ale zawsze ostrzegali, że jeśli wpadnę, znów wrócę na „białe niedźwiedzie” – wspomina Maria Chodzikiewicz.


Wota w walizce


– Kiedy stanęłam na mojej kresowej ziemi, wiedziałam, że pracować mogę wszędzie, ale wracać chcę do domu. Nigdzie nie ma tak pięknych lasów, pagórków i nigdzie nie ma tak wielu pięknie śpiewających ptaków. Do dziś Kresy śnią mi się po nocach i wiem, że to mój dom – opowiada sybiraczka.
Na miejscu okazało się, że mama pani Marii jest jedyną osobą w mieście nienależącą do kołchozów, przez co cierpi prześladowanie. Dodatkowo w każdą sobotę wędruje 25 km, by w niedzielę modlić się w kościele i w poniedziałek wrócić na piechotę do domu.

– W kościele w Miorach było wiele do zrobienia. Mieszkańcy chcieli uczyć dzieci i dorosłych katechezy, ale nie mieli materiałów. Więc podjęłam się przywiezienia ich z Polski. Każdego roku przewoziłam przez granicę książki do nabożeństwa, Biblie, podręczniki do łotewskiego seminarium, naczynia liturgiczne, materiał na ornaty. Pomagali mi prymas Wyszyński, zakon w Licheniu i inne zgromadzenia. Ostrzegali mnie, że jeśli wpadnę, znów wrócę na „białe niedźwiedzie”. Ale też wymodlili mi życie, bo choć raz zostałam nakryta na granicy, nie wróciłam do obozu – opowiada z drżeniem rąk pani Maria.


Każdorazowa przeprawa ze świętościami wiązała się z ogromnym lękiem. Zwłaszcza wtedy, gdy w Terespolu służba celna, przeszuka-wszy walizkę, znalazła egzemplarze Biblii. – Miałam wielkie szczęście. Na osobności pułkownik powiedział mi, żebym więcej nie jeździła tą trasą i nie woziła Pisma, bo jeśli złapią mnie w Brześciu, będzie po mnie – opowiada. Ale pani Maria nie poddała się. 28 ornatów, naczynia liturgiczne obsypane pudrem dla zmylenia przeciwnika, niezliczona liczba Biblii, lekcjonarzy, książek do nabożeństwa i podręczników seminaryjnych wywożonych na Litwę, Łotwę, Białoruś i Ukrainę w ciągu kilkudziesięciu lat zostały docenione nie tylko przez sybiraków. W 2008 roku Maria Chodzikiewicz została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Zesłańców Sybiru, a w 2012 r. – Krzyżem Prymasa Polski kard. J. Glempa. Potajemne przewożenie świętości i skołatane nerwy zaowocowały też poświęceniem kościoła w Miorach w 2005 roku i oddaniem go do użytku jako parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego.


– Trudne czasy obozu, komunizmu, a także stres związany z przewożeniem wotów śnią mi się wciąż po nocach jako koszmar. Mam nadszarpnięte nerwy i pewnie nie da się już tego naprawić. Ale kiedy jest źle, myślę o moich kochanych Kresach, o moim domu wśród lasów i jezior, o moim kościele i ludziach, których kocham i którzy czekają na mnie z otwartymi ramionami i to trzyma mnie przy życiu – mówi wzruszona.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama