Nowy numer 47/2020 Archiwum

Obyło się bez szeryfa

– Gdyby nie św. Jan Bosko i jego oratorium, nie wiem, 
jak potoczyłoby się moje życie – zastanawia się 
Monika Rutecka.

W sobotę 21 września parafia św.św. Cyryla i Metodego w Żyrardowie po raz kolejny bawiła się od rana do wieczora na „Święcie Radości” rozpoczynającym rok formacyjny. A że w tym roku oratorium obchodzi 20. urodziny, impreza była jeszcze ciekawsza i zgromadziła większą niż dotychczas liczbę dzieci, młodzieży i rodziców. I gdyby ktokolwiek miał wątpliwości, czy Kościół jako wspólnota ma poczucie humoru i czy umie się bawić, powinien wybrać się do parafii salezjanów i świętować z nimi.


Kowbojski rekord


Od wielu lat istnieje zwyczaj rozpoczynania działania świetlicy „Świętem Radości” i kończenia go „Świętem Młodości”. Animatorzy i dzieci z utęsknieniem czekają na dzień, kiedy znów będą się bawić w doborowym towarzystwie. A w tym roku atrakcji nie brakowało. Konkurencje dla dzieci były istną podróżą w czasie: od dinozaurów, przez jaskiniowców, po starożytne Egipt, Grecję i Rzym. Dzieci chodziły po labiryntach, odciskały ręce – łapy dinozaurów, grały w boules kamieniami rodem z jaskini, budowały i zwiedzały piramidy, a także brały udział w igrzyskach olimpijskich. Zabawa okraszona była śmiechem, ale nie brakło w niej i nauki.
Jednak największą rewelacją programu były zajęcia dla młodzieży i całych rodzin. – W poprzednich latach bawiliśmy się do ok.14.00 i tak naprawdę konkurencje przeznaczone były wyłącznie dla dzieci – opowiada Katarzyna Pazura, animatorka. – W tym roku, w okrągłe urodziny oratorium, postanowiliśmy zaprosić również młodzież i rodziców.
Dlatego po południu można było wziąć udział w pokazie zumby, zagrać w gigantyczną jengę, uczestniczyć w biegach rodzinnych. A clou programu było bicie rekordu liczby osób tańczących taniec kowbojski. – Długo się do tego przygotowywaliśmy – mówi Karolina Wojciechowska. – Od kilku tygodni uczyliśmy młodzież tańczyć. Ja uczyłam w pracy, siostra w szkole, dzieci w gimnazjum żyły kowbojskim i tańczyły go na każdej przerwie. Wiemy, że w Księdze Guinnessa nie ma takiego rekordu, więc chcieliśmy być pierwsi. Ale okazało się, że to dużo zachodu, więc bijemy nasz własny rekord i mamy nadzieję, że za rok będzie nas jeszcze więcej – dodaje animatorka.


Niemal rodzinne święto


Żyrardowskie oratorium stało się dla dzieci i młodzieży, jak to było w założeniu ks. Bosko, ich drugim domem. Codziennie po szkole odrabiają tam lekcje, bawią się, modlą, a wszystko to pod okiem młodych pedagogów.
– Oratorium jest miejscem rozwoju nie tylko dla dzieci – mówi pani Karolina. – Co rok organizujemy kurs wychowawcy, kursy metodą Klanzy, uczymy się animacji czasu wolnego, jeździmy na Szkołę Animatora, a przede wszystkim spędzamy mnóstwo czasu z dziećmi, które kochamy. Wielu z nas studiuje pedagogikę, niektórzy zakładają stowarzyszenia bądź firmy, bo oratorium uczy przedsiębiorczości, otwiera na innych ludzi, na siebie samego – przekonuje animatorka.
Dla wolontariuszy jest to także miejsce spotkań z wyjątkowymi ludźmi i z Bogiem. Monika Rutecka jest w oratorium 4,5 roku i choć obecnie przygotowuje się do matury, nie zamierza rezygnować z opieki nad dziećmi. – Bardzo lubię pomagać ludziom, a tu mam do tego doskonałą sposobność. Od czasu, gdy jestem w oratorium, w moim życiu wiele zmieniło – spotkałam fantastycznych ludzi, którzy przyprowadzili mnie do Boga. Gdyby nie ks. Bosko i jego oratorium, nie wiem, jak potoczyłoby się moje życie. Dlatego urodziny wspólnoty są dla mnie tak samo ważne, jak urodziny kogoś z rodziny czy moje – podkreśla Monika.
I choć „Święto Radości” już za nami, animatorzy mają nadzieję, że do ich drzwi zapukają nowi młodzi, a codzienność w oratorium będzie równie radosna, jak samo świętowanie.


« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama