Nowy numer 25/2018 Archiwum

W szlacheckim zaścianku

Brać Herbowa Ziemi Rawskiej: – Niektórzy przechowują w łóżku pierzyny, a my – baranicę. Jedni wieszają na ścianach obrazy, my – szable. W skrzyni i na szafie przechowujemy kolczugi, łuki i pancerz – śmieje się Sylwia Tęczyńska.

Chyba każda dziewczynka marzyła o balu w pięknej, rozłożystej sukni. Pewnie niejeden małolat wyobrażał sobie, że walczy na miecze w prawdziwej, lśniącej zbroi. I choć większość z nas porzuciła te marzenia wraz z dorastaniem, są i tacy, u których te dziecięce zabawy przerodziły się w prawdziwą życiową pasję. Brać Herbowa Ziemi Rawskiej obchodzi swoje 15-lecie. Z tej okazji jej członkowie zorganizowali wystawę, którą można oglądać do 12 grudnia w Muzeum Ziemi Rawskiej w Rawie Mazowieckiej.

Kielich z rogów antylopy

– Najłatwiej byłoby odtwarzać XV wiek, bo mieliśmy wtedy wielką bitwę pod Grunwaldem, zachowało się wiele zbroi i większość grup rekonstrukcyjnych wraca właśnie do tego okresu – tłumaczy Marcin Kantarski, prezes Stowarzyszenia Braci Herbowej. – Jednak nas zupełnie nie interesowało ciężkie uzbrojenie. Zajmowaliśmy się historią Polski szlacheckiej, graliśmy w gry RPG, oglądaliśmy filmy i czytaliśmy książki z tego okresu. W pewnym momencie zastanawialiśmy się, co moglibyśmy zrobić dalej z naszą pasją. W tym czasie było już kilka bractw rycerskich, więc postanowiliśmy założyć swoje, które odda życie rawskiej szlachty z XVII w. – opowiada. Choć nie było to łatwe, ze względu na niewielką liczbę zachowanych rekwizytów lub na ich horrendalną cenę, Marcin Kantarski, Paweł Nowaciński, Marcin Szewczyk i Daniel Tęczyński, dzięki pomocy bractwa rycerskiego „Liga Baronów” z Warszawy, zaczęli jeździć na turnieje i gromadzić potrzebny sprzęt. – Największym problemem były pieniądze, bo szabla do walki kosztuje od 1,5 tys. zł w górę. Dlatego też na początku mieliśmy wiele sprzętów zastępczych – tłumaczy prezes stowarzyszenia. Dziś bractwo liczy 20 członków i wszyscy opowiadają o kreatywności, jakiej nauczyli się z powodu braku prawdziwych rekwizytów lub ich ceny. Przykładem niech będą żupany, które mężczyźni uszyli... własnoręcznie. Ponieważ zachowało się bardzo mało strojów z epoki, członkowie bractwa odrysowali kroje z książek historycznych i samodzielnie wykonali ubrania, w których prezentują się dziś na turniejach. – Bractwo nauczyło nas zaradności. Sami szyjemy, sami robimy meble i inne rekwizyty. Mam teraz w domu rogi antylopy i chyba zrobię z nich naczynie do picia. Będzie w sam raz na turnieje – śmieje się M. Kantarski.

Wesele rodem z XVII wieku

W trzech salach muzeum członkowie zgrupowania wystawili sprzęty, które udało im się zgromadzić w ciągu 15 lat. Pomysł podobnej wystawy zrodził się w nich już 2 lata temu, ale czekali na dogodną okazję, by pochwalić się nie tylko swoimi zbiorami, ale też zdjęciami i opowieściami z wypraw, przeróżnych turniejów i przygód, jakie spotkały ich w trakcie odtwarzania życia z XVII wieku. Licznie przybywający do muzeum goście oglądają żupany i stroje chłopięce, szyte na zamówienie stroje kobiece, artykuły kuchenne, skrzynię posagową, fragment obozu wojskowego, w tym namiot, palenisko i meble stylizowane na XVII wiek. To, co z pewnością najbardziej cieszy panów, to repliki broni białej, palnej i uzbrojenia, a także armata i moździerz. Podczas otwarcia wystawy członkowie bractwa opowiadali o warunkach życia szlachty rawskiej, o bitwach, o rolach mężczyzny i kobiety, o miejscu dzieci w społeczeństwie, a także o swoich osiągnięciach i sukcesach. – W szyciu strojów wzorujemy się na modzie zachodniej, gdyż polskie ubrania były zbyt gorące i ciężko byłoby nam wytrzymać na turniejach – opowiada Sylwia Tęczyńska, która zaprezentowała 4 swoje suknie, w tym jedną... ślubną. Z Danielem, obecnym mężem, poznali się właśnie w bractwie i kiedy zdecydowali się związać na stałe, panią Sylwię przeraziły ceny sukien ślubnych. – Daniel zażartował: „To weź jedną ze swoich XVII-wiecznych”. Na początku śmiałam się, ale potem pomyśleliśmy, że to świetny pomysł, choćby ze względu na to, że taka suknia byłaby mi przydatna przez wiele kolejnych lat – opowiada. Jak pomyśleli, tak zrobili. Suknia ślubna pani Sylwii wzorowana była na atłasowej sukni Eleonory Wiśniowieckiej z 1640 r., zaś żupan ślubny pan Daniel wykonał własnoręcznie. – Co ciekawe, suknie w tamtych czasach były niebieskie, co symbolizowało wierność. To dlatego, że przy tak szybkiej umieralności mężczyzn w bitwach, o czystości nie było nawet mowy – śmieje się. O swoim niecodziennym stroju uprzedzili przeora zakonu, w którym zawierali sakrament małżeństwa. – Okazało się jednak, że do ołtarza wyszedł inny ojciec. Kiedy nas zobaczył, zaniemówił... To była najdłuższa chwila w ciągu całego ślubu. Potem na szczęście się uśmiechnął i wszystko udało się fantastycznie – opowiada z sentymentem „XVII-wieczna” panna młoda. W bractwie to już stały zwyczaj, że goście przyjeżdżają w strojach z epoki, przez co ślub i wesele nabierają niezwykłych barw.

Historia wielka i mała

Członkowie bractwa opowiadają, że uczestnictwo w turniejach, cotygodniowe treningi, a także poznawanie historii Polski szlacheckiej to niezwykła przygoda. Kiedy wstępowali w jego szeregi, łączyły ich więzy przyjaźni. Dziś do stowarzyszenia należą całe rodziny. – To świetna zabawa i sposób na spędzanie wolnego czasu – opowiada pani Sylwia. – Wciąż dowiadujemy się czegoś nowego. Kiedy chłopcy zakładali bractwo, brali kije i ćwiczyli walkę „na czuja”, naśladując filmy. Teraz mamy już dostęp do „Traktatów szermierczych”, z których poznają tajniki walk. Kiedyś domyślaliśmy się, jakie potrawy gotowano, a w zeszłym roku Muzeum Narodowe wydało przepisy kulinarne z XVII wieku. Trudno sobie wyobrazić, jaka to frajda, gdy uda się ugotować obiad dla 15 osób w wielkim garze postawionym na ogniu. I że po spożyciu go wszyscy żyją! – śmieje się. – Dzięki naszej pasji poznajemy tę wielką historię, jak bitwy, ważne wydarzenia i inne, ale też tę małą, dnia codziennego. To, że w tamtych czasach inwestowało się tylko w mężczyzn, co widać choćby po strojach, to, że 7-letniego chłopca pod opiekę brał ojciec, jak wyposażona była skrzynia posagowa (w której na co dzień przechowujemy nasze stroje), czego używano w kuchni itd. – wylicza pasjonatka Razem z mężem postanowiła wybudować zaścianek w Starym Dworze. Dom z gliny i słomy, ogrzewany piecem kaflowym, ma być nie tylko mieszkaniem, ale też miejscem wycieczek i warsztatów dla zainteresowanych epoką. Dziś Sylwia i Daniel Tęczyńscy czekają na pozwolenia budowy i gdy tylko je otrzymają, zaczną spełniać swoje marzenie.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma