Nowy numer 43/2020 Archiwum

Pauliny lubią przy Nim tracić czas

Rok Życia Konsekrowanego. O zachwycie Bożym stworzeniem, podpatrywaniu innych żon i nawracających się rodzicach z Pauliną Kucińską i Pauliną Skrzynecką, dziewicami konsekrowanymi

Agnieszka Napiórkowska: Papież Franciszek ogłosił rok 2015 Rokiem Życia Konsekrowanego. Czy dla Was to rok szczególny? Jeśli tak to, w jaki sposób planujecie go przeżywać?

Paulina Kucińska: Mam świadomość, że będąc pierwszą w historii Kościoła łowickiego dziewicą konsekrowaną, jestem wezwana i zaproszona do tego, aby być świadkiem i uczniem Chrystusa. By innym pokazywać, że w Kościele jest taka droga. A tak osobiście, by głębiej przeżyć ten rok, postanowiłam więcej czasu poświęcić na adorację i medytację. I na nowo odkrywać Bożą miłość i zadania, do których mnie Jezus posyła.

Mieszkasz na co dzień na wsi. Pracujesz w gospodarstwie. W jaki sposób i w którym momencie znajdujesz czas na modlitwę i spotkania ze swoim Oblubieńcem?

P. K.: Zanim odpowiem na to pytanie, chcę podkreślić, że bardzo cieszę się z tego, że mieszkam i żyję na wsi. Będąc u siebie, doceniam to, że jestem tak blisko Boga, który stworzył wszystkie rośliny, zwierzęta, a na końcu człowieka. Obcowanie z naturą jest obcowaniem z Bogiem. A wracając do pytania, swój dzień zaczynam jutrznią i godziną czytań. Wtedy też oddaję cały dzień Bogu, prosząc Go, bym umiała przyjmować i wypełniać Jego wolę. Później idę do obrządku. Doję krowy, a nawet odbieram porody. Wiesz, że każdy cielaczek jest inny. Ostatnio urodził się nam cały czekoladowy. Niezwykłe jest to, że Bóg zarówno zwierzęta, jak i ludzi uczynił różnymi. Pracę poranną, południową i popołudniową przedzielam modlitwą i służbą innym. W wiele modlitw włączają się moi rodzice. Razem odmawiamy Koronkę do Bożego Miłosierdzia, Apel Jasnogórski. Codziennie wieczorem uczestniczę w Eucharystii. Dzień kończę kompletą. Poza pracą w gospodarstwie, muszę znajdować też czas na naukę. Jestem na V roku teologii. Przede mną praca magisterka. Co będzie dalej, jeszcze nie wiem. W grudniu gospodarstwo przepisałam bratu. Stwierdziłam, że to dobry moment. Kończę studia i wszystko zostawiam Bogu. Wiem, że On wskaże mi, co mam dalej robić. Nie ukrywam, że chciałabym mieszkać na wsi i opiekować się rodzicami. Z tego, co słyszę, moja obecność jest radością nie tylko dla rodziców, ale i sąsiadów, którzy proszą o modlitwę.

Paulina, a dla Ciebie jaki jest to czas?

Paulina Skrzynecka: Muszę przyznać, że jeszcze w ten rok tak na dobre nie weszłam. On jest gdzieś w tle. Mimo to, czuję, że jest to czas podkreślenia mojej obecności w Kościele, że to coś znaczy. Doświadczam go jako łaskę, ale chyba jeszcze za mało z niej korzystam. Mały rozpęd jest spowodowany tym, że początek roku zbiegł się z moją przeprowadzką. Wraz ze zmianą miejsca zamieszkania zmieniłam też diecezję. Myśląc o nowych zadaniach i roku, który poświęcony jest konsekrowanym, czuję, że jestem zaproszona do tego, by przemyśleć swoje powołanie. Cieszy mnie, że z tym czasem związana jest łaska odpustu. Mimo to, nie czuję jakiejś radykalnej zmiany, jeżeli chodzi o przeżywanie własnej konsekracji. Wcześniej też starałam się wzrastać. Ten czas to zaproszenie, by pójść w głąb. Pierwszym mocnym doświadczeniem było spotkanie z biskupem ordynariuszem, podczas którego doświadczyłam ciepłego przyjęcia. Biskup nie krył radości, że w diecezji łowickiej będzie druga dziewica konsekrowana. To było dla mnie umocnieniem. Równie ciepło przyjął mnie ks. Stanisław Banach, proboszcz parafii w Głownie, do której należę.

Paulinę Kucińską, jej drogę i etapy odkrywania powołania już trochę znamy. Uczestniczyliśmy w jej konsekracji, która odbyła się w katedrze łowickiej. Czy możesz w kilku zdaniach przybliżyć nam Twoją drogę?

P.S.: Moja konsekracja odbyła się 1 stycznia 2011 roku. Jako nastolatka na pewno nie myślałam o takiej drodze, bardzo dobrze się czułam w towarzystwie chłopaków, raczej myślano, że taką drogę wybierze moja siostra, która obecnie ma czworo dzieci. Kiedy siostry uczące mnie religii spotykały mnie po latach w Częstochowie lub na jakimś spotkaniu modlitewnym, bardzo się dziwiły, co ja tam robię. (śmiech) Z roku na rok Pan Bóg stawał mi się bliższy i dawał się poznać do tego stopnia, że mnie pociągnął za sobą. Miałam ogromną potrzebę modlitwy. Budziłam się o 5.00 rano i rozmawiałam z Bogiem, codziennie chodziłam na Msze św., każdego dnia po szkole kilka dłuższych chwil spędzałam w kościele. Wydawało mi się, że wszyscy wierzący tak mają, że to jest normalne. Wzrastając w taki sposób, chciałam być do końca dla Boga. Przez cały ten czas towarzyszyło mi jednak przekonanie, że to jest tylko moje pragnienie, że Pan Bóg na pewno mnie nie chce. Mimo to poszukiwałam różnych miejsc, zakonów, w których mogłabym się odnaleźć. Poznawałam siostry urszulanki, ludzi ze Wspólnoty Chemin Neuf, Wspólnotę Błogosławieństw. Wszystkiemu się przyglądałam, ale.... mimo że widziałam to jako coś pięknego, co mnie zachwycało, czułam, że nie jest to dla mnie. Odkryłam swoją duchowość maryjną, adoracyjną, prostą i głęboką. Jej się trzymałam, ale chciałam podjąć jakąś decyzję. Podczas jednej z modlitw doświadczyłam, że Bóg też chce mnie mieć dla siebie. I od tego momentu wiedziałam, że chcę swoje życie poświęcić Jemu. Poszłam do księdza zapytać, czy mogłabym na Mszy świętej oficjalnie wypowiedzieć Bogu swoje oddanie. Ksiądz na mnie popatrzył i stwierdził: „Ale po co tak? Ty przecież możesz być konsekrowana przez biskupa”. Jego słowa wprawiły mnie w osłupienie, bo nie wiedziałam, że ta forma życia konsekrowanego istnieje. Następnego dnia zadzwoniłam do kurii. I rozpoczęłam drogę przygotowań.

Wiem, że pracujesz z młodzieżą gimnazjalną. Jesteś katechetką. Jak oni Cię odbierają?

P.S.: Młodzież starsza była na mojej konsekracji. Niektórzy nawet posługiwali muzycznie. Jest to dla nich chyba ważne, że jestem dziewicą konsekrowaną. Może traktują to jako umocnienie. Kiedy wchodzą w różne związki i relacje, widzę, jak pracują w nich nad czystością. Domyślam się, że są też tacy, którzy sobie myślą: „Ona wybrała inną drogę, ale my przecież chcemy żyć w małżeństwie, to nie musimy być tacy, jak ona”. Wielu przychodzi i prosi o modlitwę, rozmowę. Inni niemal się spowiadają. Krąży nawet takie zdanie: „Jeżeli przestajesz mieć relację z Pauliną, to znaczy, że z Bogiem też przestajesz mieć relację”. I może coś w tym jest. Młodzież zaczyna odchodzić od Kościoła, gdy wchodzi w grzech. Wtedy rzeczywiście widzę, że się gdzieś gubią. Niektórzy wracają po latach. Ale są też młodsi, którzy nie wiedzą, kim jestem.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama