Nowy numer 44/2020 Archiwum

Gedeon dobry na chandrę

Spotkania z Biblią. – Zależy mi, żeby w parafii coś się działo. Jeśli już coś się ma dziać, to niech się dzieje to, co jest najważniejsze. Bez słowa Bożego można sobie pomarzyć o wierze – mówi ks. Mirosław Żurawski MIC.

W każdą niedzielę po Mszy św. wieczornej w sali Domu Zakonnego parafii pw. św. Michała Archanioła w Puszczy Mariańskiej odbywają się spotkania biblijne dla dorosłych. Uczestnicząca w nich około 30-osobowa grupa parafian i gości przez prawie dwie godziny nie tylko rozważa Pismo Święte, ale także poszerza swoją wiedzę religijną. Wraz z przyjściem do parafii ks. Mirosława każdego dnia (najczęściej wieczorem) nad słowem Boga wierni zastanawiają się także na Mszy św. Na tym jednak nie koniec. W każdy czwartek w parafii odbywają się także spotkania filozoficzno-teologiczne, w czasie których kapłan odpowiada na pytania i wyjaśnia zagadnienia związane z wiarą, moralnością, ekumenizmem.

Z Biblią w torebce

– Stając w prawdzie, trzeba powiedzieć, że wiele osób, które uważają się za wierzących i praktykujących katolików, nie karmi się słowem Bożym – mówi ks. Mirosław. – Wiara wielu ogranicza się jedynie do zmówienia paciorka, wysłuchania Mszy św. i skorzystania od czasu do czasu z sakramentu pokuty. Jasno trzeba sobie powiedzieć, że bez słowa Bożego i pogłębionej refleksji nad jego treścią można sobie pomarzyć o wierze – przekonuje ks. Żurawski. Niezwykła znajomość zarówno Starego, jak i Nowego Testamentu, jaką prezentuje kapłan, spotkała się z potrzebami parafian, którzy od dawna marzyli o katechezach dla dorosłych. – Większość osób uczestniczących w spotkaniach od dawna czyta Biblię. Teraz możemy znacznie lepiej ją poznawać, odkrywać. Na bieżąco można też zadawać pytania czy poprosić księdza o wyjaśnienie trudnych lub nie do końca zrozumiałych kwestii – cieszy się pani Ewa. Podobnego zdania są także inni uczestnicy, których z tygodnia na tydzień przybywa. – Idąc na spotkanie, każdy z nas zabiera swoją Biblię – wyjaśnia Małgorzata Łada, jedna z uczestniczek spotkań. – Większość ma przy sobie także zeszyt, ołówek, dyktafon. Za namową księdza, słuchając kolejnych fragmentów, zarówno na stronach świętej Księgi, jak i w zeszytach robimy notatki, odnośniki. W ten sposób Biblia staje się naszą osobistą księgą życia, z którą większość nie rozstaje się przez cały dzień. Myślę, że śmiało możemy powiedzieć, iż ksiądz przygotowuje dla nas ucztę duchową. Przynajmniej ja tak to czuję. Katechezy dla dorosłych są prezentem od Boga, o który prosiłam. Jako młoda osoba solidnie pogłębiałam swoją wiarę. Później zaczęło brakować czasu. Ze wstydem muszę przyznać, że miałam w życiu okres, gdy nie sięgałam po słowo Boże. Od kilku lat nie ma dnia, bym go nie czytała. Teraz mogę to robić we wspólnocie. Za namową księdza – podobnie jak inni uczestnicy spotkań – wcielam się czasem w rolę lektora – dodaje pani Małgorzata. Jak zapewniają uczestnicy spotkań biblijnych, sięganie po słowo Boże zmienia ich życie, pogłębia wiarę i pozwala poznawać Boga i jego miłość. Czytanie zaś o konkretnych osobach opisanych na kartach Biblii sprawia, że można nawiązać z nimi pewnego rodzaju relację. Znając kontekst, życie, zmagania Rut, Gedeona, Mojżesza czy św. Pawła, trudno patrzeć na nich jedynie jak na postaci historyczne. Dla większości bohaterowie świętej Księgi stają się przewodnikami, przyjaciółmi, mistrzami, z którymi można przedyskutować konkretne problemy i radości własnego życia.

Płochliwy Gedeon i Jan hipis

Tak dzieje się w przypadku Roberta Śledzia, który nie ukrywa, że Pismo Święte nie zawsze było księgą jego życia. Stało się nią dopiero po pewnych wydarzeniach. – Dziś Biblia to kręgosłup mojego dnia codziennego – mówi pan Robert. – Każdy dzień zaczynam od rozważania słowa. Kluczem wyboru tekstów, które rozważam, są czytania z dnia. Kiedy tylko mam czas, sięgam także po różnego rodzaju komentarze. Po latach zagłębiania się w Biblię mogę powiedzieć, że osoby ze Starego i Nowego Testamentu naprawdę nie są dla mnie postaciami jedynie historycznymi. Im więcej czytam, tym bardziej je poznaję, odkrywam. Czytając, mam świadomość, że nie wszystko potrafię zrozumieć. I to jest fascynujące. Dany fragment każdego dnia mówi mi coś innego, coś dopowiada, bardziej się odkrywa, udostępnia. Życia nie starczy, by to wszystko zgłębić. Mówi, że patrząc z perspektywy czasu, można zauważyć, iż Bóg poznawany w słowie zmienia jego życie. – Kiedyś ślizgałem się po emocjach, uczuciach, sytuacjach, które mnie spotykały. Teraz zatrzymuję się i chcę to konfrontować z tym, co odkrywam w sobie. Najbardziej przemawia do mnie Ewangelia wg św. Jana, a ze Starego Testamentu najbliższą mi osobą jest Gedeon. Zwłaszcza gdy łapię tzw. doła, przywołuję go w pamięci. Przypominam sobie jego strach, słabość, ale i rzeczy, które mimo to uczynił. Później, jak już sobie z nim pogadam, zupełnie inaczej patrzę na swoje strachy, niepokoje i lęki. W efekcie wstaję i tak, jak potrafię, idę wypełniać Bożą wolę. Bardzo lubię też św. Jana Chrzciciela, który współczesnym jawił się jako jakiś hipis. Kiedy przychodzi mi dzielić się wiarą, zabieram go ze sobą. Z nim przestaję być zachowawczy – zapewnia R. Śledź.

„Gościowa” zachęta

Katarzyna Frydrych Pismo Święte zaczęła czytać w momencie, gdy poczuła, że samo chodzenie do kościoła i „praktykowanie” jej nie wystarcza. Wówczas w jej sercu zrodziła się także refleksja, że prawie wcale nie zna Boga. – Najpierw zaczęłam czytać w domu te fragmenty z Pisma, które słyszałam na niedzielnych Mszach, później zauważyłam, że jeśli przygotuję się wcześniej i przeczytam to, co za chwilę usłyszę, wtedy nawet przydługa homilia nabiera sensu. Następnym krokiem była dodatkowa Msza w tygodniu. W Roku Wiary w parafii przyjął się zwyczaj czwartkowych adoracji z obowiązkową homilią. Więc przygotowywałam się do słuchania czytań na czwartki. I w ten sposób aż dwa razy w tygodniu, jako praktykująca katoliczka, sięgałam do Pisma Świętego – wspomina pani Kasia. Po jakimś czasie zachętą do jeszcze częstszego czytania słowa Bożego okazał się dodatek z programem TV „Gościa Niedzielnego”, w którym znajduje się rubryka „Nie samym chlebem...” z rozważaniami na każdy dzień. – Wpadłam. Może nie codziennie, ale prawie codziennie czytałam wyznaczony fragment, wydłużając go nieco, jeśli mnie zainteresował. Zabierałam ze sobą w podróż do pracy kieszonkowe wydanie Pisma Świętego i czytałam w pociągu. Nie czułam jeszcze, że znam Pana Jezusa, ale coś tam w sercu zaczynało się dziać, coś zaciekawiało, ale też obudziła się świadomość jakiejś wewnętrznej pustki. Czułam, że to moje czytanie jest jakby trochę suche, takie czytanie dla czytania. I wtedy Jezus przyszedł do mnie przez inne osoby. Okazało się, że mam w pracy kilka koleżanek, z którymi można porozmawiać o Bogu, tym sposobem już nie tylko czytałam Pismo Święte, ale zaczęłam o nim rozmawiać. Naturalną konsekwencją rozpoczętej drogi stały się katechezy biblijne. Dzięki nim na mojej duchowej pustyni pojawiła się woda... Dziś śmiało mogę powiedzieć, że słowo Boże zmieniło moje życie. Bo jest „skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny...”. Najpierw rozbudziło pobożność, a pobożność rozbudziła wiarę w Boga. Teraz Pan Jezus dotyka mojego życia i choć w tym momencie to doświadczenie jest bolesne i „przenikające aż do szpiku”, traktuję je jako ewangeliczny talent dany mi jako dar, z którym mogę zrobić coś dobrego – wyznaje K. Frydrych.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama