Nowy numer 47/2020 Archiwum

Jak nie zmarnować życia

– Kiedy dotarło do nas, że rok obchodów 200. urodzin św. Jana Bosko zbiega się z Rokiem Osób Konsekrowanych, aż zaniemówiliśmy. To będzie czas odkrywania na nowo mojej konsekracji i powołania salezjańskiego – mówił ks. Marek Wyszomierski SDB.

Do tej rocznicy przygotowywali się od 3 lat. Jednoznacznie twierdzą, że jednym z ważniejszych wydarzeń w tym czasie była wizyta relikwii św. Jana Bosko w ich parafii. Przez ten czas bliżej poznawali duchowość wielkiego świętego i zarażali swoją radością i wiarą młodych oraz młodych duchem. Ostatecznie członkowie rodziny salezjańskiej postanowili przedstawić najważniejsze wydarzenia z życia swojego mistrza duchowego całemu miastu Żyrardów. 1 lutego w Centrum Kultury odbyło się przedstawienie słowno-muzyczne „Poznaj księdza Bosko”.

Dosadne przesłanie

O 16.00 sala kinowa wypełniła się po brzegi. Zarówno kilkuletnie brzdące, jak i kilkudziesięcioletni przyjaciele salezjanów przybyli, by wziąć udział w tak ważnej uroczystości. Wydaje się, że nikt z nich nie żałował swojej decyzji. Zebrani zaproszeni zostali w podróż, w której poznali życie ks. Jana od najmłodszych lat, przez wiek młodzieńczy, aż po ciężką chorobę i śmierć. Opowieść o wielkim świętym przeplatana była scenkami przedstawiającymi jego sny i wizje. Widowisko było o tyle ciekawe, że łączyło w sobie elementy teatru, muzyki na żywo, opowieści i obrazu, i pozwalało nie tylko zaangażować wyobraźnię, ale też przenieść się w czasie i poczuć się jak główny bohater wizji. – Sen o alei róż, podczas którego każdy z nas założył opaskę na oczy, a z głośników słychać było widzenia ks. Bosko, jego opowieść o ogrodzie, stąpaniu po cierniach i opadających płatkach kwiatów, przeplatane płaczem dziecka, strzelaniną i przerażającym krzykiem tłumu, był tak dosadny, że można było rzeczywiście wziąć sobie to przesłanie o trudach życia do serca i uczynić tematem rozważań. Dotąd nie znałam dokładnie życiorysu ks. Jana, dlatego tym bardziej cieszę się, że tu jestem i poznaję tego wielkiego świętego w tak ciekawy sposób – mówi pani Mariola. Dla ks. Marka, proboszcza parafii pw. śś. Cyryla i Metodego w Żyrardowie, niedzielne przedstawienie, przygotowane w całości przez świeckich, to z jednej strony powód do dumy, z drugiej zaś potwierdzenie tego, że członkowie rodziny salezjańskiej potrafią zorganizować wspaniałe wydarzenia. – Oglądałem dzisiejsze widowisko z lekkim rozrzewnieniem. Przypomniałem sobie lata mojej młodości, dorastanie w oratorium, teatrzyki, przedstawienia i inne organizowane przez nas przedsięwzięcia. Musimy wciąż na nowo poznawać ks. Bosko i odczytywać jego charyzmat. Cieszę się, że tak, jak w jego czasach, tak i dziś towarzyszą nam radość z przebywania ze sobą, ze wspólnej zabawy i modlitwy – mówi.

Mamy wspaniałą młodzież!

A sprawcą całego zamieszania był Edward Karwat, salezjanin współpracownik. To on ponad rok temu wpadł na pomysł, by historię życia i główne przesłania snów świętego przedstawić na miejskiej scenie. Dlatego też razem z Norbertem Kościelniakiem zebrali ok. 30 młodych przyjaciół ks. Bosko i zabrali się do pracy. – Pomyślałem, że żyrardowianie, pomimo obecności salezjanów w mieście, często nie znają życiorysu naszego założyciela. Dlatego napisałem scenariusz, który miał przybliżyć nie tylko jego sylwetkę, ale też najważniejsze założenia jego duchowości. Z ponad 150 zebranych wizji wybrałem trzy: pierwszą, którą św. Jan przeżył w wieku 9 lat, potem tę o alei róż i o dwóch kolumnach. Mam nadzieję, że świętemu i Maryi podobało się nasze przedstawienie. A ja jestem dumny z młodych i starszych członków rodziny salezjańskiej, którzy tak chętnie zaangażowali się w widowisko. To nieprawda, że mamy złą młodzież. My, salezjanie, mamy wspaniałych młodych ludzi. To na pewno zasługa ks. Bosko – podkreśla. Jak na potwierdzenie tej tezy, o swoim zachwycie życiem ojca założyciela opowiada Maciej Borowiecki, student III roku finansów i rachunkowości i wieloletni animator w oratorium. – Jan Bosko jest moim wielkim świętym, wzorem do naśladowania, a jego droga to przykład, jak nie zmarnować życia. Dzięki niemu wiem, że jedynym celem jest niebo i że jest ono osiągalne dla każdego przez świętość w codzienności. Wiem, że podliczając kolumny cyferek, nie będę szczęśliwy, bo w życiu chodzi o to, żeby dać siebie innym w 100 proc. Nie jest łatwo łączyć studia i dojazdy z zaangażowaniem w oratorium, ale to jest mój sposób na życie i dzięki niemu jestem szczęśliwy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama