Nowy numer 48/2020 Archiwum

Na bosaka przed Jezusem

W IV Niedzielę Wielkanocną, nazywaną Niedzielą Dobrego Pasterza, w Polsce rozpoczął się tydzień modlitw o powołania. Dla wielu kapłanów był okazją do dziękczynienia za otrzymane święcenia.

Podczas Eucharystii, różnego rodzaju spotkań, a nawet lekcji religii księża chętnie opowiadali o tym, w jaki sposób odkryli swoje powołanie. Swoim świadectwem z wiernymi parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Łąkoszynie i parafii św. Marii Magdaleny w Łękach Kościelnych na progu wspomnianego tygodnia podzielił się ks. Józef Zawiślak, zmartwychwstaniec, który w tym roku obchodził 50. rocznicę święceń.

– Pewnie zastanawiacie się, jak do tego doszło, że jeden z was został wybrany przez Chrystusa na kapłana – pytał ks. Józef w rodzinnej parafii w Łękach Kościelnych. – Zaraz po wojnie w jedną z niedziel biegałem umorusany na bosaka wokół domu. Kiedy zobaczyłem, że moja mama odświętnie ubrana gdzieś się wybiera, postanowiłem sprawdzić, dokąd idzie. Idąc za nią, doszedłem do kościoła. Nie zważając na strój, usiadłem w ławce. Gdy patrzyłem na księdza sprawującego Eucharystię, majtając umorusanymi nogami, w sercu zrodziło mi się pragnienie, że też tak bym chciał jak on być przy ołtarzu – opowiadał ks. Zawiślak.

Z dalszych opowieści ks. Józefa wierni dowiedzieli się, że marzenie zostało zrealizowane po kilkunastu latach. Nie zagłuszyła go przynosząca satysfakcję praca nauczyciela. Pragnienie zostania księdzem wróciło niczym bumerang podczas jednej z Mszy św., w czasie której wierni prosili o powołanie kapłańskie z parafii. Po modlitwie ks. Józef nie miał wątpliwości, że to jego Bóg zaprasza na tę drogę. Ksiądz Zawiślak urodził się w 1934 r. w Stefanowie. Po maturze ukończył kurs pedagogiczny w Łowiczu. Pracował w szkołach podstawowych w Szewcach Nadolnych i w Rdutowie. Po odbyciu służby wojskowej wstąpił do zmartwychwstańców. Po kilku latach posługi kapłańskiej na Ziemiach Odzyskanych w okolicach Drawska Pomorskiego w roku 1974 otrzymał zgodę władz duchownych na wyjazd na misje do Brazylii.

– Pracowałem tam 10 lat. Tak, jak potrafiłem, starałem się świadczyć o Jezusie. Mimo innej kultury, języka, zżyłem się z tamtymi ludźmi. Jedynym problemem była tęsknota za ojczyzną. Dziś dziękuję Bogu za to, że tak niezwykłą drogą mnie poprowadził. Po 50 latach kapłaństwa mogę powiedzieć, że to, co mi Bóg przygotował, było bardzo dobre – wyznaje ks. Józef, który po powrocie do kraju posługiwał w parafiach ziemi kutnowskiej: w Krośniewicach, w sanktuarium maryjnym w Głogowcu, a od 5 lat w Łąkoszynie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama