Nowy numer 43/2020 Archiwum

Będę z Nią gotować, prać i pić kawę

Pielgrzymka Kobiet. Na progu Dnia Matki w Miedniewicach kobiety w obecności świętych niewiast zawierzyły się Maryi. Wcześniej odwiedziły 10 domów Miriam, zajrzały do jej kuchni, garnków, a nawet talerzy. Każda z pań otrzymała od Mamy Jezusa prezent i zadanie do wykonania.

Podczas II Diecezjalnej Pielgrzymki Kobiet, która tym razem odbywała się w sanktuarium Matki Bożej Świętorodzinnej w Miedniewicach, nietrudno było poczuć się Jej dzieckiem. Słynący cudami obraz Maryi siedzącej przy stole z Jezusem i świętym Józefem, w połączeniu z zastawionymi stołami Słowa, świadectwa i pysznych potraw, sprawiały, że każda z przybyłych niewiast mogła poczuć się zaproszona i oczekiwana.

Przysmaki Jezusa

Kobiety w Miedniewicach wysłuchały konferencji s. Anny Marii Pudełko, która prowadziła je po różnych domach, a zwłaszcza kuchniach Miriam. S. Anna Maria na wstępie konferencji zapytała, czy Miriam umiała gotować. – Jestem głęboko przekonana, że tak i że czyniła to świetnie! Dlaczego? Ona, jako jedyna z nas, nie nosiła w sobie rany grzechu pierworodnego. Nie była rozdarta w swoim wnętrzu. Miała więc cudowną wrażliwość smaku, zapachu, proporcji, harmonii, piękna. Poszczególne domy, w których żyła, otoczone były z jednej strony wspaniałymi zapachami, a z drugiej unosiła się z nich nie tylko woń modlitwy jak kadzidła, lecz także aromat cynamonu, kardamonu, anyżku, kurkumy, kolendry, melisy, mięty, oregano, pietruszki czy szałwi. A także lawendy, cząbru, tymianku i szafranu – mówiła prelegentka. Wraz z niewiastami przeszła przez 10 domów, w których Maryja wzrastała, żyła i troszczyła się o najbliższych. Pierwszym z nich był dom zawierzenia, czyli Nazaret, gdzie prosta kobieta została wybrana na Matkę Bożą. Zaproponowana przez s. Annę Marię wizja zwiastowania zachwyciła zgromadzone panie. – Lubię wyobrażać sobie Miriam w tej scenie nie na klęczniku, ale właśnie w kuchni, przygotowującą posiłek. Wyobrażam sobie Maryję nucącą Bogu któryś z psalmów, jednocześnie przygotowującą sok z granatów i pyszne placki z rodzynkami – mówiła s. Anna Maria, która później zabrała kobiety także do domu gościnności w Ain Karem, gdzie Maryja spotkała się ze św. Elżbietą. Tu panie usłyszały o tym, że nie powinny iść przez życie same, że potrzebują siebie nawzajem w dorastaniu do Bożych darów i odpowiadaniu na nie z wdzięcznością. W dalszej wędrówce niewiasty zajrzały także m.in. do domu chleba w Betlejem, domu wierności w Egipcie, zasłuchania w Nazarecie, służby w Kanie Galilejskiej, a także do domu miłości w Jerozolimie, modlitwy w Wieczerniku i tęsknoty w Efezie. Do każdego z miejsc, do którego kobiety zostały zaproszone, siostra przypisała konkretne dania wraz z przepisami. Były placki z fig i migdałów, pstrąg o smaku cynamonowym, jagnięcina z rusztu, pączki ślubne, przepiórki po pustynnemu, a także najprawdopodobniej przysmak małego Jezusa, czyli jogurt z miodem. Pachnący wykład o domach Maryi, Jej życiu, trudach i zmaganiach przeplatany przepisami sprawił, że wiele kobiet mogło nie tylko odnaleźć się w Jej konkretnych sytuacjach, ale też zobaczyć w Niej normalną żonę, matkę, gospodynię dbającą o dom i swoją rodzinę. – Po tym spotkaniu zupełnie inaczej spojrzałam na Maryję i na siebie – mówi pani Elżbieta. – Do tej pory z Matką Jezusa kontaktowałam się najczęściej trzy razy dziennie. Rano przy modlitwie, potem w czasie odmawiania „Anioła Pańskiego” i ostatni raz w godzinie Apelu Jasnogórskiego. Teraz zamierzam z Nią gotować, prać, sprzątać i pić kawę. Dzięki temu pewnie łatwiej będzie mi zaakceptować chorobę i samotność – wyznaje pani Ela ze Skierniewic.

Sposób nie tylko na Mariettę

Dzień Matki u Miriam był okazją do spotkania i rozmów nie tylko z Matką Jezusa, ale także ze świętymi kobietami, obecnymi w relikwiach, które swoim przykładem pokazały, jak żyć, kochać i służyć, by z ziemskiego domu przejść do domu Ojca. W tym roku przy jednym stole usiadły: św. Pudencjana, Rzymianka, która od XVII wieku przebywa w Rzeczycy, św. Joanna Beretta-Molla, niezwykła matka, żona i lekarka, św. Faustyna, która już na ziemi rozmawiała z Jezusem, bł. Bolesława Lament, od dziecka rozumiejąca, czym jest jedność, św. Wiktoria, patronka diecezji, i św. Urszula Ledóchowska, która w tym roku obchodziła 150. rocznicę swoich urodzin. Spotkanie było także okazją do wysłuchania świadectw: Leokadii Gałeckiej, wdowy konsekrowanej, oraz s. Marietty ze Zgromadzenia Misjonarek Krwi Chrystusa. Opowiadając o drodze swojego powołania, zwłaszcza s. Marietta opowiedziała o różnych, często trudnych i krętych drogach, jakimi Bóg ją prowadził. – W tym roku przypada 25-lecie mojego pobytu w zgromadzeniu. Mam trzech braci. Przez wiele lat w mojej rodzinie byłam najtrudniejszym dzieckiem. Starałam się być dobra, ale mi nie wychodziło. Miałam wielkie kłopoty z posłuszeństwem, chciałam robić, co chcę. Moi rodzice uważali, że mają trudne dziecko, a ja, że mam okropnych rodziców. Matka Boża znalazła na mnie sposób. Po jednej z pielgrzymek do Częstochowy, na którą się wybrałam, coś zaczęło się zmieniać w moim sercu. Później odkryłam, że moją drogą jest zgromadzenie. Kiedy wyjeżdżałam z domu, rodzice byli przekonani, że dłużej niż miesiąc nikt ze mną nie wytrzyma. Stało się inaczej, za co jestem Bogu bardzo wdzięczna – mówiła s. Marietta. Nawiązując do świadectw, kolejny prelegent – o. Tomasz Nowak OP – w swojej konferencji „Od nieświętej do Świętej Rodziny” przekonywał, że dla Boga żadna trudna droga nie jest niemożliwa do wyprostowania. Ojciec Tomasz dużo mówił o frustracji, jaką przeżywają rodziny z powodu tego, że nie dorastają do Świętej Rodziny i obranych ideałów. – Trzeba zejść na ziemię i robić tyle, ile się da, w takich rodzinach, jakie mamy. Zbyt wysoko postawiona poprzeczka rodzi pokusę przechodzenia pod nią – podpowiadał. Czym więc jest świętość? O. Tomasz przekonywał, że można mieć wspaniałą rodzinę, w której wszystko jest ułożone, gdzie wszyscy są dla siebie mili i życzliwi, ale jeśli nie ma w niej Boga, nie można powiedzieć, że jest to święta rodzina. Z drugiej zaś strony, jeśli w jakiejś rodzinie nie wszystko się układa, nie znaczy to, że Bóg nie chce do niej przyjść. – Miłość jest bardzo twórcza. Bóg, który poradził sobie ze św. Piotrem, św. Pawłem i św. Marią Magdaleną, poradzi sobie także z każdym z nas – mówił.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama