Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nogi same niosą

Łowicka pielgrzymka. – Córka idzie ze mną trzeci raz. Synom też pokazałem, jak dojść tam, gdzie najlepsza Matka – mówi Paweł Gala.

Jubileuszowa, 360. Łowicka Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę tradycyjnie dotarła przed oblicze Czarnej Madonny w wigilię Zielonych Świątek. Prawie 400 pątników przeszło szlakiem swoich przodków, którzy – na wieść o zwycięskiej obronie paulińskiego klasztoru z oblężenia Szwedów – wyruszyli w 1656 r. z Łowicza podziękować za to Jasnogórskiej Pani, prosząc Ją także o przemianę serc Polaków.

Satysfakcja gwarantowana

Każdy z pielgrzymów łowickiej pielgrzymki jest wyjątkowy, ale pan Paweł to jeden z nielicznych, który po pielgrzymce miał więcej odcisków na dłoniach niż na stopach. – Teraz już tak nie jest. Ale na pierwszych moich pielgrzymkach, gdy zgłosiłem się do walenia w kocioł, już trzeciego dnia, po dojściu do Piotrkowa Trybunalskiego, ból był nie do zniesienia. To przez nieumiejętne trzymanie pałeczek. Zawsze jednak powtarzam: robię to dla Maryi – mówi pan Paweł Gala. W pielgrzymkowy bęben uderzali także jego synowie. Wygląda na to, że będzie komu kontynuować tradycję. – I tak, i nie. Najstarszy syn raczej nie będzie uderzał w kocioł, bo nie ma talentu muzycznego. Średni, gdy szedł ze mną, też spróbował walić pałeczkami, najmłodszy również i bardzo dobrze mu to wychodziło. Teraz nie idzie, bo studiuje. Czy będzie kiedyś chodził? Chciałbym. Drogę zna – mówi pan Paweł, który na Jasną Górę dotarł pieszo po raz 22. – To niesamowita radość. Satysfakcja gwarantowana, gdy tam, na miejscu, spojrzy się w oczy Matki.

Wystarczy podać rękę

Pani Marianna z Białynina pierwszy raz poszła z łowicką pielgrzymką 53 lata temu. – Teraz to już chyba 45. albo 46. raz idę na Jasną Górę. Miałam kilka lat przerwy, bo urodziłam czwórkę dzieci. Raz poszłam w 6. miesiącu ciąży, bo przyrzekłam wcześniej Matce Bożej, że pójdę. I z Jej pomocą doszłam. W drodze dziękujemy Maryi za wszystko, bo w sumie to my nic swojego nie mamy. Planujemy, a życie układa się inaczej. Każdy ma swoje krzyże. Ale jak się przyjdzie na Jasną Górę, to te trudności inaczej się pokonuje. Po powrocie relacje w domu lepiej się układają. Nie umiem przekazać swojej wdzięczności Maryi słowami, więc robię to czynem – mówi pani Marianna. Jej siostra Barbara mieszka w Łodzi. Pielgrzymkowy licznik ma skromniejszy. W tym roku wybrała się na Jasną Górę 14. raz. – Pierwszy raz poszłam, gdy byłam piękna i młoda – śmieje się pani Barbara. – Miałam wtedy 28 lat. Później, niestety, miałam taką pracę, że nie zawsze mogłam dostać urlop. A teraz, na emeryturze, by się chodziło, ale już siły nie ma. Pani Barbara rok temu zaprosiła na łowicką pielgrzymkę swoją kuzynkę Teresę, również mieszkankę Łodzi. – Tak mi zaimponowała atmosfera tej pielgrzymki, że w tym roku poszłam kolejny raz. Panuje tu uprzejmość, każdy stara się pomagać – mówi pani Teresa, która zachwycona jest również uroczystym wejściem na Jasną Górę, gdy pielgrzymi wkładają kolorowe stroje ludowe. Sama w pielgrzymowanie wciągnęła wielu ludzi. Jest weteranką łódzkich pielgrzymek. – Ważne jest to pierwsze przejście. Gdy się idzie pierwszy raz, jest naprawdę trudno. Ale wystarczy, że poda się rękę czy powie: „Siostro, nie martw się! Pomogę załatwić nocleg”. Wtedy nogi same niosą – mówi.

Zielona szkoła

Chyba najwięcej osób na tradycyjną łowicką pielgrzymkę zaprosił Aleksander Frankiewicz, katecheta w Zespole Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego im. Jadwigi Dziubińskiej w Zduńskiej Dąbrowie. Z błogosławieństwem dyrekcji co roku udaje mu się zebrać grupę uczniów, z którą podąża do Częstochowy. Do udziału w nietypowej zielonej szkole nikt nie jest zmuszany. – Profesor Frankiewicz ogłosił, że będzie pielgrzymka, więc się zgłosiłam. W zeszłym roku pierwszy raz byłam na pielgrzymce młodzieżowej, więc wiedziałam, czego się spodziewać, ale da się odczuć różnicę. Podczas majowej odcinki są dłuższe. Panuje tu wyjątkowa modlitewna atmosfera – mówi Justyna Banasiak. – A ja spodziewałem się radosnych śpiewów, ale nie było problemu z dostosowaniem się. Teraz żałuję, że na pielgrzymki nie zacząłem chodzić wcześniej – mówi pierwszoklasista Szymon Baliński, jeden z prawie 30 uczniów ze Zduńskiej Dąbrowy, którzy w tym roku poszli na Jasną Górę. – Zaskoczyła mnie życzliwość i otwartość ludzi, których spotykamy po drodze. Zapraszają do domów, częstują ciastami. Rozmawiałem z kolegami, czy tak samo byłoby w miejscowościach, w których my mieszkamy. I padały różne odpowiedzi – dodaje Szymon.

Jak brat i siostra

Jubileuszowy charakter pielgrzymki dało się odczuć już przy samym wyjściu z kościoła ss. bernardynek w Łowiczu. Bp Józef Zawitkowski poświęcił nową chorągiew, którą pątnicy nieśli na Jasną Górę. Z jednej strony na białym tle umieszczony jest wizerunek św. Jana Pawła II i jego słowa: „Człowieka trzeba mierzyć miarą serca”, na drugiej, na zielonym tle, jest postać Jezusa Miłosiernego i napisy: „Miłosierdzie źródłem nadziei” oraz „360. Łowicka Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę”. Chorągiew to dar rodziny Ceglińskich z Małszyc. Bp Józef poświęcił też kapliczkę, którą wykonał Jan Salamon ze Skierniewic. Zawisła ona podczas czwartego dnia pielgrzymowania na sośnie zwanej przez pątników chojakiem. Solidnie wykonana i oszklona, będzie świadkiem tradycji dla następnych pokoleń pielgrzymów. Są na niej napis: „1656–2015”, kontur Polski wykonany z bursztynów, wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej oraz mała lalka łowiczanka i róża, która występuje w wielu łowickich motywach ludowych. Tuż przed Gidlami pielgrzymi mijali inny ślad łowickiego pielgrzymowania – metalowy krzyż, ustawiony w miejscu pierwotnego drewnianego, z napisem po łacinie i po polsku: „Krzyż stoi, chociaż kręci się świat”. To pamiątka dziękczynienia za wygasłą epidemię cholery, która pod koniec XIX w. dziesiątkowała łowiczan. Zgodnie z tradycją, w tym miejscu pielgrzymi przepraszają się nawzajem za wyrządzone zło przed pielgrzymką i w jej trakcie. Wieczorny apel 21 maja w sanktuarium maryjnym w Gidlach miał wyjątkowy charakter. O. Andrzej Konopka OP, przeor klasztoru dominikanów, którzy tam posługują od 400 lat, podkreślił więź między świątynią a łowicką pielgrzymką. – Dokładnie 360 lat temu, gdy po raz pierwszy wyruszała pielgrzymka z Łowicza, ten kościół został konsekrowany. Jesteśmy więc bliźniakami, jak brat i siostra – mówił. Wyróżniono również zasłużonych pielgrzymów. Otrzymali duże różańce wykonane przez J. Salamona. Pan Jan zrobił ich 36. Po jednym na każde 10 lat łowickiego pielgrzymowania. Z pątnikami w Piotrkowie Trybunalskim spotkał się ordynariusz łowicki bp Andrzej F. Dziuba. Tam niejednemu z pielgrzymów zakręciła się łza w oku na widok witających ich ordynariusza i dzieci z emblematami łowickimi. W Gidlach poranną Mszę św. dla pielgrzymów odprawił niedawno wyświęcony biskup pomocniczy archidiecezji łódzkiej Marek Marczak. Pątników przed oblicze Jasnogórskiej Pani prowadzili ks. Wiesław Frelek, przewodnik pielgrzymki, ks. Ludwik Wnukowicz, który mimo 81-lat dzielnie zniósł trudy wędrówki, ks. Hubert Wiśniewski, dzięki któremu pielgrzymka miała akcent włoski (towarzyszyły mu Pia i Bruna, znajome z Vicenzy z czasów studiów), oraz po raz pierwszy na tej trasie pielgrzymkowej ks. Adam Domański i ks. Robert Błaszczyk. Tradycyjnie w Częstochowie pielgrzymów witał bp Zawitkowski oraz łowiczanie, którzy wybrali się tam autokarem i samochodami.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama