Nowy numer 3/2021 Archiwum

Modlitwy niespieszne

Daleko trzeba szukać drugiej takiej parafii, w której pół godziny przed Mszą w kościele jest już prawie komplet osób.

To kolejna niedziela ewangelizacyjna, którą od ponad roku organizują dziennikarze „Gościa Łowickiego”, siostry apostolinki i klerycy z Wyższego Seminarium Duchownego w Łowiczu. W niedzielę 14 czerwca gościliśmy w parafii pw. św. Marcina Biskupa. W uroczystej Mszy św., której przewodniczył ks. Wiesław Wasiński, proboszcz, poza rzeszą wiernych uczestniczyli także s. Anna Maria Pudełko, apostolinka, i kleryk Paweł Wójcik.

Pokora bez gloryfikacji

Goście, poza poprowadzeniem nabożeństwa przed Najświętszym Sakramentem, podzielili się także z wiernymi swoimi świadectwami. Paweł Wójcik zachęcał młodych ludzi do odważnego poszukiwania swojej drogi powołania. Opowiadając o życiu w seminarium, podkreślał, że jest to miejsce, w którym człowiek nadal rozeznaje swoją drogę. – Nawet jeśli zdarza się, że ktoś rezygnuje i powraca do świata, nigdy ten czas nie jest stracony. Dni, miesiące i lata spędzone w seminarium uczą pracy nad sobą i pozwalają zbliżać się do Boga – przekonywał. O swojej drodze powołania w kilku zdaniach opowiedział także ks. proboszcz. – Nie miałem nigdy problemów z wyborem swojej drogi. Mieszkałem w małej wiosce o nazwie Raj Dolny, w której były trzy gospodarstwa. Od dzieciństwa moim ukrytym marzeniem było kapłaństwo. Kiedy patrzyłem na księdza w kościele, mimo iż pragnąłem nim zostać, sądziłem, że jest to nie do zrealizowania. Myślałem, że kapłani pochodzą z niewyobrażalnego świata. A ja całe lato zajmowałem się krowami. Dziś wiem, że powołanie przychodzi z góry. Jeżeli człowiek ma pragnienie, to ono się zrealizuje – mówił ks. proboszcz, który opowiedział także o swojej znajomości z bł. Jerzym Popiełuszką pochodzącym, jak on, ze wsi. – Wiele nas łączyło. Nawet nasze mamy nosiły to samo imię. Obaj rozumieliśmy prostych ludzi i ich potrzeby. Obaj kochaliśmy nasze kapłaństwo, które dla mnie jest spełnieniem i największą radością. Dlatego też staram się angażować, świadczyć, służyć. Daleki jestem od gloryfikacji tego, co przez 28 lat udało się tu zrobić. Budowa kościoła i wspólnoty nie byłaby możliwa bez zaangażowanych i gorliwych osób, których tu nie brakuje. Dlatego też od lat, odmawiając Różaniec, czwartą tajemnicę ofiarowuję za dobrodziejów, natomiast pierwszą – za parafian, drugą – za wszystkich, których zgorszyłem, trzecią – za ojczyznę, a piątą – za siebie samego – wyznaje proboszcz. Skromność księdza proboszcza i ciągła troska o życie duchowe na większości parafian robią ogromne wrażenie i zachęcają do dbałości o własnego ducha.

Chustki, wianki i różańce

W bogatej historii wspólnoty uderza fakt, że ziemia ta zrodziła wiele powołań kapłańskich i zakonnych. Porusza także rozmodlenie i skupienie wiernych. Uczestnicząc w Eucharystii i adoracji Najświętszego Sakramentu, trudno oprzeć się wrażeniu, że czas tu jakby zwalnia. Nikt nie zerka na zegarek, nie spieszy się do domu. Zdecydowana większość parafian do kościoła przychodzi pół godziny przed Eucharystią. Od Niedzieli Bożego Miłosierdzia przed każdą Mszą św. wierni słuchają fragmentu „Dzienniczka” św. s. Faustyny. – My od razu rozpoznajemy ludzi spoza parafii. Miejscowi pozostają w kościele do ostatniej zdrowaśki, modlitwy i ostatniej zwrotki śpiewanej pieśni. Wcześniej wychodzą tylko przyjezdni – mówi Barbara Rochalska. Daleko też trzeba szukać drugiej takiej parafii, w której jest tak wielu (prawie 100) ministrantów i lektorów oraz rzesza bielanek. W parafii św. Marcina spotkać można także nabożeństwa i zwyczaje, których nie ma w większości parafii. Tak jest w przypadku Dni Krzyżowych czy Młodzieżowego Święta Różańcowego, które odbywa się w pierwszą niedzielę października. Tego dnia młodzież gimnazjalna nie tylko prowadzi modlitwy i rozważania, ale także przygotowuje 5 ołtarzy na zewnątrz kościoła. Przez cały październik poszczególne koła Żywego Różańca, których w parafii jest 26, angażują się w przygotowanie niedzielnej wieczornej Eucharystii i nabożeństwa. W dni powszednie rozważania różańcowe prowadzą uczniowie. Na tym jednak nie koniec. Po parafii przez cały październik „chodzą” różańce. Jeden na 30 numerów. Każdy wie, którego dnia zawita do jego domu. Na ten dzień w mieszkaniach wierni przygotowują małe ołtarzyki, przy których z całą rodziną się modlą. – Takich niezwykłych zwyczajów jest u nas znacznie więcej. Szacunek do Boga wyrażany jest tu na różne sposoby. Bielanki np. podczas całej oktawy Bożego Ciała noszą na głowach wianki z żywych kwiatów. Babcie i mamy tuż przed uroczystością biegają po polach i łąkach w poszukiwaniu kwiatów i ziół – mówi Halina Rosińska, katechetka. – Od lat przyjął się też zwyczaj, że starsze panie do kościoła przychodzą w chustkach, których kolor nawiązuje do okresu liturgicznego. W Wielkim Poście ich głowy przykrywają chusty czarne, fioletowe i granatowe. W okresie zaś wielkanocnym – białe i kremowe. O wspólnotach, nabożeństwach i zwyczajach związanych z kultem w parafii w Wysokienicach można by mówić jeszcze bardzo długo. Wystarczy przyjechać tu na Roraty, Gorzkie Żale czy Drogę Krzyżową. Bez wątpienia ducha gorliwości wypraszają dla parafian także III Zakon Franciszkański i Bractwo św. Anny.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama