GN 2/2021 Archiwum

Następczyni królowej szos?

– Od dziecka interesowałem się samochodami. Miałem ich kilkanaście. Ale tylko jeden z nich – syrena 105 był moją miłością, na którą poderwałem swoją żonę Alicję – mówi z sentymentem Jakub Michalski.

Krążyły o niej setki dowcipów. Hałaśliwa, dymiąca, okrzyknięta najpierw królową szos, a później poboczy, była pierwszym w pełni polskim samochodem osobowym produkowanym od 1957 do 1983 roku. Duma PRL, wyśmiewana przez kierowców i nazywana „adelą”, „myszką”, zającówką” i „kurołapką”, później ochrzczona „skarpetą”, mimo swojej zawodności była obiektem marzeń wielu osób. Dziś spotkanie tego ówczesnego cudu techniki na ulicy należy do rzadkości.

Obudzone nadzieje

Dla miłośników dawnych syren jest dobra wiadomość. AMZ Kutno, specjalizujące się w produkcji pojazdów wojskowych i zabudów specjalistycznych, realizuje projekt: „Reaktywacja polskiego przemysłu motoryzacyjnego – wdrożenie pojazdu osobowego Syrenka”. Prototyp już jest. Ma za sobą pierwsze testy na drodze. Obecnie firma dysponuje pięcioma egzemplarzami. Samochody przechodzą właśnie intensywne testy związane z badaniami homologacyjnymi. Nowa syrenka, podobnie jak jej poprzedniczka, ma konstrukcję ramową i elementy nadwozia wykonane z kompozytów i aluminium. Prace nad budową samochodu trwają od 2011 roku. Z materiału promocyjnego przygotowanego przez AMZ Kutno poświęconego syrence wiadomo, że auto będzie przygotowane w wersjach z dwoma silnikami – 1.0 i 1.4. Ponadto poza wersją sedan wyprodukowane mają być także modele hatchback i dostawczy. Nieoficjalnie znane są także szczegóły dotyczące parametrów auta. Benzynowy silnik o mocy 90 KM ma ją rozpędzać do setki w ciągu 12,5 sekundy. Zamontowany silnik produkcji General Motors umożliwia osiąg- nięcie maksymalnej prędkości 176 km/h. Prace nad reaktywacją polskiej ikony motoryzacji są bardzo zaawansowane. Niewykluczone, że kutnowskie auto trafi na rynek w przyszłym roku. Dostępnych będzie ok. 300–500 samochodów, których cena ma oscylować w granicach 40–50 tys. zł. Warto dodać, że kutnowska firma uzyskała wsparcie od Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu „Demonstrator+” w wysokości 4,5 mln zł. Ma to umożliwić małoseryjną produkcję nowego samochodu.

Duma proboszcza

Zanim na polskim rynku pojawią się nowe syrenki, jej poprzedniczka, produkowana kiedyś w różnych wersjach, nie traci miłośników. A wręcz przeciwnie. Z roku na rok rośnie liczba osób, dla których przejażdżka dawną królową szos jest wielką przyjemnością. – Nie wyobrażam sobie, żebym mógł pozbyć się tego auta, mimo że nie jest już na chodzie – mówi J. Michalski. – Ona jest jak członek rodziny. Kupiłem ją za otrzymany spadek po dziadku. Nigdy nie zapomnę jej odgłosów, metalicznego brzęczenia i spojrzeń kobiet, które zwracały na nią uwagę. Na Ali zrobiła takie wrażenie, że zgodziła się zostać moją żoną. Gdzie myśmy razem nie byli! W tym cudzie techniki przemierzyliśmy Polskę i wszystkie sąsiednie kraje. Ostatnio razem z żoną, w okrągłą rocznicę naszego ślubu, na tylnym siedzeniu wypiliśmy lampkę szampana. Tam też, w miejscu pierwszego pocałunku, skradłem Ali całusa – śmieje się pan Jakub. Złota skarpeta jest także powodem do dumy ks. Jarosława Orlińskiego, proboszcza parafii Przemienienia Pańskiego w Lubani. Zadbana, po kapitalnym remoncie, po którym zyskała nadwozie, silnik i koła od audi, prędkością nie odstaje od innych aut.

– Po liftingu moja syrena ma także elektrycznie podnoszone szyby, bagażnik otwierany na pilota i nowe obicia siedzeń. Ponieważ jest to moje letnie auto, zamontowałem w niej także radio, nawigację i klimatyzację. Ważnym elementem jej wyposażenia są także 2 pieski kiwające główkami – uśmiecha się ks. Jarosław, który o swoje stare autko dba jak o najlepszą limuzynę. Stara syrena z garażu wyprowadzana jest po pierwszych wiosennych deszczach. Po remoncie nie widziała soli ani automatycznej myjni. Za troskę złota adela odwzajemnia się niezawodnością i zwinnością. – Kiedy jadę zwykłym samochodem, nie robią na mnie wrażenia wyprzedzające mnie samochody. Gdy prowadzę syrenę, muszę mocno zmagać się z pokusą prędkości. Ona ma coś w sobie, że gdy jestem wyprzedzany, od razu uruchamia mi się chęć ścigania. Na autostradzie jechałem nią 180 km/h. I czułem, że to nie jest kres jej możliwości. Wszędzie, gdzie się z nią pojawiam, wzbudza zachwyt i zachęca do wspomnień. Zwłaszcza starsi panowie z czułością głaszczą jej karoserię. Nie brakuje też osób robiących fotki. Ciągle dostaję także propozycję jej sprzedaży. Jeden mężczyzna chciał mi za nią dać mercedesa. Ale ja nie mam zamiaru jej sprzedawać. Jest ze mną 7 lat i mam nadzieję, że jeszcze długo będziemy razem – mówi z szelmowskim uśmiechem ks. Jarosław. O złotym aucie proboszcza z Lubani w poprzedniej parafii Regnów śpiewano nawet piosenki: „Czy tędy nie jechała syrenka moja mała, moja tęsknota, syrenka złota...”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama