Nowy numer 47/2020 Archiwum

Poślubiona Chrystusowi

– Kiedy córka podjęła decyzję o wstąpieniu do Bernardynek, myślałam, że rok pobędzie i wróci do domu. Ona jednak tam znalazła szczęcie. Teraz to nawet ja nie mam wątpliwości, że to jej droga – mówi Teresa Piechnik, mama s. Estery.

Uroczystość złożenia profesji wieczystej s. Estery (Joanny Piechnik) odbyła się w kościele rektorskim Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i św. Elżbiety w Łowiczu, znajdującego się przy klasztorze sióstr bernardynek. Mszy św. koncelebrowanej przewodniczył asystent federacji o. Tytus Fułat. Wygłosił też słowo Boże.

Od Joasi do s. Estery

Uroczystość złożenia ślubów wieczystych, zwłaszcza w zakonach kontemplacyjnych, to wyjątkowy dzień nie tylko dla samej mniszki, ale także dla jej najbliższych i całej wspólnoty. Nie inaczej było w Łowiczu u sióstr bernardynek, gdzie swoje „tak” na wieczność wypowiedziała s. Estera. Składającą śluby mniszkę swoją modlitwą otoczyli najbliższa rodzina, wspólnota bernardyńska, przyjaciele, a także grupa łowiczan. Warto wspomnieć, że życie zakonne każdej siostry rozpoczyna postulat, który trwa dwa lata. Kolejnym etapem jest nowicjat, czyli czas, gdy kandydatka uczy się umiłowania modlitwy, reguły zakonnej i zrozumienia ślubów. Kanoniczny czas nowicjatu trwa jeden rok. Po nim siostra składa pierwsze śluby zakonne. Po trzykrotnym odnowieniu ślubów wypowiada swoje „tak” na wieczność. Tak też było w przypadku s. Estery, która z wielkim przejęciem ślubowała: – Wszechmogący Boże w Trójcy Jedyny. Ja, siostra Estera, na chwałę Twego Boskiego Majestatu ślubuję żyć w czystości, bez własności, w posłuszeństwie. Na znak całkowitego i wiecznego oddania się Jezusowi otrzymała obrączkę i koronę cierniową. Zgodnie z tradycją ślubowanie wypowiedziane przez mniszkę zostało podpisane na ołtarzu. Joanna Piechnik urodziła się 24 lipca 1988 roku w Kowarach. Dzieciństwo spędziła u boku rodziców i rodzeństwa w Karpaczu. Od 13. roku życia przebywała w internacie prowadzonym przez Siostry ze Zgromadzenia św. Marii Magdaleny od Pokuty w Lubaniu, gdzie ukończyła publiczne gimnazjum i liceum. Po zakończeniu edukacji rozpoczęła samodzielne życie i podjęła pracę. Po niedługim czasie wstąpiła do łowickiej wspólnoty Mniszek III Zakonu Regularnego św. Franciszka z Asyżu, w Polsce nazywanych bernardynkami, i przyjęła imię Estera. Śluby wieczyste mniszka złożyła po 7 latach bycia w zgromadzeniu.

Łzy na widok korony

Pierwsze myśli wstąpienia do zgromadzenia pojawiły się w sercu s. Estery w czasie pobytu w internacie sióstr magdalenek. – Miałam wtedy 14 lat – mówi mniszka. – Podczas rekolekcji doświadczyłam miłości Pana Boga. I od tego czasu rozpoczęło się rozwijać moje życie duchowe. Powoli w sercu rodziło się pragnienie oddania swojego życia Panu Bogu. Miałam jeszcze kilka lat szkoły, więc postanowiłam poświęcić ten czas na rozeznanie powołania. Przyglądałam się życiu sióstr i zadawałam im pytania, jak rozpoznać swoją życiową drogę. Siostry bardzo mnie wspierały modlitwą, radą, ale przede wszystkim przykładem własnego życia. Od samego początku pozostawiały mi wolny wybór w wyborze mojej drogi, ucząc mnie jednocześnie odpowiedzialności za swoje decyzje. Zapragnęłam całkowicie oddać swoje życie Jezusowi, wybierając zakon klauzurowy – opowiada. Wstąpienie do zakonu zaskoczyło rodzinę Joasi. – Zawsze wydawało mi się, że do kościoła bardziej ciągnęło syna. Wstąpił nawet do seminarium, ale ostatecznie uznał, że to nie jest jego droga. Joasia mówiła wtedy, że jak zostanie księdzem to będzie mu dobrze, że będzie szczęśliwy. Za rok sama podjęła decyzję o poświęceniu się Bogu. I … na tej drodze znalazła swoje szczęście. Dzięki niej i siostrom magdalenkom, z którymi miała kontakt, również ja i mój mąż zbliżyliśmy się do Boga. Wzięliśmy ślub kościelny, którego nie mieliśmy. Teraz każdego dnia czujemy jej modlitwę. Najbardziej cieszy nas to, że ona jest tak szczęśliwa. Jej śluby to jedna z najbardziej wzruszających uroczystości, na jakiej byliśmy. To, że ja płakałam, to normalka. Łzy męża mocno mnie zaskoczyły – wyznaje pani Teresa. Niezwykła uroczystość, podczas której s. Estera złożyła śluby, była wielkim wzruszeniem dla wszystkich uczestników liturgii. Jej ślubowanie, przyjęcie do wspólnoty, nałożenie przez matkę korony cierniowej czy leżenie krzyżem przed ołtarzem w wielu sercach rodziło refleksję nad własnym powołaniem, a także nad osobistą relacją z Jezusem. Nie ulega wątpliwości, że ten dzień był najpiękniejszym dniem w życiu dla Joanny, od 7 lat nazywanej s. Esterą. – Po złożeniu profesji byłam szczęśliwa, że jestem na wieki związana z Jezusem i w pełni włączona do wspólnoty sióstr bernardynek. Jestem wdzięczna Panu Bogu za łaskę powołania, które jest niczym niezasłużonym darem – wyznała po ślubach.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama