Nowy numer 48/2020 Archiwum

Podróż do słonego wnętrza ziemi

Kopalnia soli. – Po zwiedzaniu Kłodawy po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że mamy w Polsce wiele pięknych i niezwykłych miejsc, którymi możemy się chwalić na całym świecie. Kłodawa bez wątpienia znajduje się w czołówce rankingu najciekawszych atrakcji turystycznych w naszym kraju – mówi z przekonaniem Marcin Wierzbiński z Łodzi.

Jej powstania nie poprzedza podanie o św. Kindze jak w Wieliczce i Bochni. W pierwszym szybie wydobywczym, noszącym dziś imię Michał, nie znaleziono bowiem pierścionka zaręczynowego świętej, podarowanego jej przez Bolesława Wstydliwego, który miała wrzucić do kopalni. W zamian natura obdarzyła to miejsce bogatym i zasobnym złożem wysokogatunkowej soli. Jej wartość przemysłowa, lecznicza i spożywcza jest niepodważalna, imponująca i czyniąca to miejsce i jego bogactwo niezwykłym. Potwierdzeniem takiego stanu rzeczy są choćby słowa wypowiedziane przez prof. Juliana Aleksandrowicza, który mikroelementy zawarte w kłodawskiej soli nazwał biopierwiastkami, a nawet pierwiastkami życia.

Sól w kolorach tęczy

Tuż za granicami diecezji łowickiej znajduje się kopalnia soli w Kłodawie. Powstała w 1949 r., ale o istniejących na tym terenie pokładach wiedziano już przed II wojną światową. Pierwszą sól kamienną górnicy wydobyli tu w 1956 roku. Dziś kopalnia „Kłodawa” jest największym w Polsce producentem soli. Zatrudnia 880 osób, pracujących na trzy zmiany. W kopalni istnieją trzy szyby: „Michał” – który swoje imię zawdzięcza pierwszemu budowniczemu inż. Michałowi Białemu, „Barbara” – od imienia patronki wszystkich górników, i „Chrobry”– z okazji obchodzonego w 1966 roku 1000-lecia państwa polskiego. Dodatkowo istnieją jeszcze dwa szyby międzypoziomowe. 4 grudnia 2004 r. w Kopalni Soli „Kłodawa” została udostępniona do zwiedzania Kłodawska Podziemna Trasa Turystyczna. Liczy ona ponad 4 km, a na jej przejście potrzeba ok. 2,5 godziny. Podczas wędrówki można poznać historię kopalni, powstania złóż, a także dowiedzieć się o szerokim zastosowaniu wydobywanego minerału. Turyści, którzy kopalnię mogą zwiedzać od poniedziałku do piątku, zjeżdżają windą 600 m pod powierzchnię ziemi, przechodzą chodnikami do podziemnej kaplicy św. Kingi, patronki górników solnych, odzianej w różnokolorową solną szatę, a także poznają niektóre narzędzia i maszyny potrzebne do wydobywania skały. Przewodnicy chętnie opowiadają o wystrzałach, podziemnym dworcu samochodowo-kolejowym, a także o koniu Kubie, który potrafił liczyć. Do 1972 r. w kopalni pracowały konie, które każdego dnia razem z ludźmi zjeżdżały pod ziemię. – Kuba był bardzo cwanym koniem. Nie dawał się oszukać. Ciągnął tylko 5 wagonów, jak było ich więcej, odwracał łeb i z politowaniem patrzył na górników, jakby chciał powiedzieć: co wy konia chcecie zrobić w konia? Na wielu zwiedzających wrażenie robią wielkie komory, których w sumie jest ponad 1500. Sporo z nich ma 80, a nawet 150 m wysokości. Największym jednak powodem do dumy jest tu sól o różnorodnej barwie, która na rynkach światowych uzyskuje bardzo wysokie ceny. Daleko bowiem trzeba szukać kopalń, w którym można spotkać sól różową (ta najbliżej występuje w Pakistanie), fioletową, zieloną, pomarańczową, seledynową, brązową. Turyści, widząc różnokolorowe grudki, jedni przez drugich dopytują, co zabarwiło ją na różne kolory tęczy. – Jeśli chodzi o sól białą – jej barwa to zasługa gipsu. W przypadku różowej o kolorze zdecydował tlenek żelaza. Gdziebyście nie pojechali: do Bochni, Wieliczki, Zakopanego, Opola, a nawet Moskwy czy Pragi, kupując tam solną pamiątkę, możecie być pewni, że została ona wykonana z naszej soli – zapewnia przewodnik, który wyjaśnia także, skąd w Kłodawie sól w tak wielu kolorach. – Inne kolory to efekt załamania pryzmatu światła. Dlatego też po rozkruszeniu tych sztabek wcześniej zielona czy seledynowa sól będzie biała – wyjaśnia Grzegorz Pietrzak, który prowadząc turystów po zawiłych korytarzach, w pewnym miejscu ogłasza, że znajdują się oni w strefie wolnego lizania. Informacja taka, zwłaszcza dla dzieci, jest bodźcem, by dotknąć językiem słonych ścian. – Muszę przyznać, że ta różowa sól bardzo mi smakuje. Aż żal, że nie jest ona wykorzystywana w przemyśle spożywczym. Co by nie mówić, na stole wyglądałaby znacznie ładniej niż biała – mówi Maja Zubelewicz.

Całuśny i złośliwy Skarbnik

Na turystach wrażenie robią nie tylko sól, długie korytarze czy ogromne wyeksploatowane komory, ale i spotkania z pracującymi tu górnikami, którzy zawsze witają się staropolskim „Szczęść Boże!”. Zwyczaj ten szybko przejmują zwiedzający. Zorganizowane grupy po kopalni oprowadzają przewodnicy. – Każdy z nas wcześniej tu pracował, dlatego opowiadanie o tym miejscu jest nie tylko przekazywaniem wiedzy, ale i dzieleniem się doświadczeniem – wyjaśnia Grzegorz Pietrzak, jeden z nich. – Idąc do pracy w kopalni, każdy z nas żegna się z najbliższymi tak, jak się to robi przed dłuższym wyjazdem. Na dole wiele może się zdarzyć. To sprawia, że stajemy się jedną rodziną – tłumaczy. Zachwyt turystów wzbudzają solne rzeźby, jak choćby figura Skarbnika, który lubi spełniać życzenia, zwłaszcza pięknych kobiet, o ile te obdarzają go buziakami. – Jedna grupa maturzystek tak go scałowała, że o mało nie roztopiły mu się usta. Musiało mu się to jednak spodobać, bo podobno wszystkie panie, bez wyjątku, zdały maturę celująco – mówi z uśmiechem Grzegorz Pietrzak. Przewodnik w barwny sposób opowiada o Skarbniku i przestrzega turystów, zwłaszcza lubiących mocne trunki, by nie zbliżali się zbytnio do wspomnianego Skarbnika, bo ten kilka lat temu jednego pijanego górnika zamienił w bryłę soli. Podobno obiecał przywrócić go do życia wówczas, gdy w jego miejsce będzie można posadzić innego, równie często zaglądającego do kieliszka.

Z Vivaldim do Guinnessa

Kłodawska kopalnia głębinowa, aktualnie eksploatowana na poziomach 600 i 750 m pod powierzchnią ziemi, wydobywa sól powstałą w wyniku odparowania mórz cechsztyńskich, czyli ok. 250 mln lat temu. Znajduje ona zastosowanie jako sól kuchenna, sól dla przemysłu spożywczego, chemicznego, dla rolnictwa, a także dla zimowego utrzymania dróg. W najlepszych latach w Kłodawie wydobywano milion ton rocznie wysokiej jakości soli kamiennej. Kopalnia soli w Kłodawie to nie tylko miejsce pracy prawie tysięcznej załogi, ale także... scena, na której odbywają się podziemne koncerty. To właśnie tu, na poziomie 600 m, muzycy Filharmonii Kaliskiej i skrzypek Dmitrij Wasiliew 20 kwietnia 2007 r. ustanowili rekord Guinnessa na koncert na największej głębokości. Zagrali wówczas „Cztery pory roku” Vivaldiego. Na podziemnej scenie koncertowało już wiele zespołów, m.in. Mazowsze i chóry cerkiewne. Wszyscy artyści chwalili niezwykłą akustykę i klimat. – Jadąc tu, nie spodziewałam się, że zobaczę tak niezwykłe rzeczy. Najcenniejszą rzeczą jest dla mnie to, że zwiedzałam to miejsce w czasie, w którym pracowali tu górnicy, a nie po wygaszeniu wydobycia – stwierdza Marta Król, która do kopalni przyjechała ze swoim chłopakiem geologiem. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama