Nowy numer 47/2020 Archiwum

Wiara słońcem próbowana

XX ŁPPM. – Bałam się, że nie dam rady. Lejący się żar z nieba, bąble na każdej nodze i asfaltówka wycisnęły mi niejedną łzę. Duchowym dopalaczem i lekarstwem była intencja o ocalenie mojego małżeństwa. W Częstochowie zadzwonił do mnie mąż, mówiąc, że chce wrócić do domu – wyznaje Aneta.

W tym roku po raz 20. na Jasną Górę wyruszyła Łowicka Piesza Pielgrzymka Młodzieżowa. Wędrujący w 9 grupach pątnicy po 9 dniach rekolekcji w drodze, które przygotował ks. Przemysław „Kawa” Kawecki, salezjanin, dotarli do Pani Jasnogórskiej. Wyruszający w drogę poza intencjami i drewnianym krzyżem z napisem: „Za siebie i za bliźniego” zabrali również flagi i logo Światowych Dni Młodzieży. Pielgrzymowanie było bowiem kolejnym etapem przygotowań diecezji do tego wydarzenia. Z tego też powodu zarówno zawołanie: „Błogosławieni czystego serca”, jak i hymn ŚDM były również hasłem i hymnem pielgrzymki. Dodatkowo podczas drogi pielgrzymi wysłuchali krótkich wykładów o ŚDM, przygotowanych i wygłoszonych przez wolontariuszy i ambasadorów.

Niezawodna ekipa

Już na kilka dni przed wymarszem służby pielgrzymkowe, z jej przewodnikiem ks. Rafałem Babickim na czele, miały wszystko dopięte na ostatni guzik. Kwaterka znała miejsca wszystkich noclegów, przewodnicy trasy doskonale wiedzieli, gdzie i o której godzinie każdego dnia będą przebywali pielgrzymi i która grupa wejdzie jako pierwsza do Częstochowy. Medyczni, których w tym roku wsparła Maltańska Służba Medyczna, zabezpieczyli odpowiednie ilości leków i sprzętu. Nie inaczej było w pozostałych służbach. W pełnej gotowości czekały służby liturgiczna, techniczna, sklepiki, sanepid, sekretariat, baza i media. Wiadomo było, że w Makowie będą pląsy, zabawy sportowe i wielkie urodzinowe dziękczynienie. Dla każdego z pątników przygotowano koszulki, znaczki i jubileuszowy kalendarz. Doskonale przygotowane służby i zmotywowani pielgrzymi z błogosławieństwem biskupów wyruszyli w drogę. I mimo że tegoroczne pielgrzymowanie nie należało do najłatwiejszych z powodu lejącego się z nieba żaru, po raz kolejny sprawdziło się chętnie powtarzane zdanie, że Pan Bóg wspiera przygotowanych. Grupa szara, skupiająca wszystkie służby, nie dała się niczym zaskoczyć.

Najtrudniejszy egzamin przyszło zdawać ekipie medyków. Temperatury przekraczające nawet 37 st. C sprawiały, że mieli oni pełne ręce roboty. Zmorą była asfaltówka, a za nią odciski, bąble i otarcia. Co jakiś czas pojawiały się także krwotoki z nosa i zasłabnięcia. Medycy ze wszystkim radzili sobie doskonale. – Słysząc, jaka pogoda nas czeka, bałam się, że będziemy mieli do czynienia z udarami słonecznymi, utratami przytomności, odwodnieniami – mówi dr Zuzanna. – Mimo upału nie mogliśmy narzekać. Pielgrzymi przygotowani byli do marszu, jakby szli na wojnę. Każdy nosił nakrycie głowy, smarował się kremami z filtrem, pił dużo płynów. Daliśmy więc radę. Tu, na pielgrzymim szlaku, Bóg chronił tych, którzy wędrowali do Jego Matki. Roztaczał nad nami jakiś niewidzialny parasol – przyznaje z uśmiechem dr Zuzia.

W łagodzenie skutków upałów włączyli się także strażacy, którzy rozstawiali na drodze kurtyny wodne i baseny. Niektórym ekipom udało się nawet sprowadzić na ziemię tęczę... Z gorąca nic nie robił sobie jedynie przewodnik pielgrzymki. Zawsze radosny, szukający jasnych stron życia, wykazywał się niezwykłą pomysłowością i kreatywnością. Podczas największego żaru na masce swojego auta smażył jajecznicę. Za łopatkę posłużyła mu karta pojazdu. Kilkoma sprawnymi ruchami przygotował sobie potrawę, która – jak twierdził – smakowała wybornie. Spoglądając na słońce, żartował, że pogoda jest wyśmienita do wędrowania. A żar z nieba to nic innego jak zaproszenie do maryjnego spa.

Duchowa odskocznia

Okrągły jubileusz był okazją nie tylko do radosnego świętowania, ale przede wszystkim dziękczynienia. Długą listę osób, którym należą się słowa wdzięczności, otwiera pierwszy biskup łowicki Alojzy Orszulik, z którego inicjatywy powstała ŁPPM. Za nim są pozostali biskupi, przewodnicy pielgrzymki, kapłani, służby pielgrzymkowe, sponsorzy i wreszcie pątnicy, który przez 20 lat tworzyli ŁPPM. Ich modlitwy, trud, ofiarowane cierpienia, a także entuzjazm, radość i życzliwość sprawiły, że przez lata pielgrzymka nie tylko się rozrastała, ale także zdobywała wiernych przyjaciół zawsze gotowych otworzyć swoje domy, portfele czy garaże. Z tych ostatnich wyjeżdżały auta potrzebne do obsługi pielgrzymki.

– Patrząc dziś na ŁPPM, można się tylko radować, że na przestrzeni lat tak się rozwinęła – mówi biskup senior Orszulik. – Stopniowo od 1996 r. ciągle przybywało pielgrzymów. Ostatnio liczba ta się zmniejszyła, ale mimo to cieszę się, że nadal w diecezji są młodzi ludzie, którzy chcą w niej uczestniczyć. Powołując ją, chciałem, by była formą oderwania się młodzieży od problemów, od środowiska, by była duchową odskocznią, czasem i miejscem zawiązywania przyjaźni i pogłębiania relacji z Bogiem. Nie mam wątpliwości, że tak było i jest. Dziś ŁPPM to miasteczko w drodze. To mały, żywy Kościół na nogach. Bogu dzięki za to, że przyczynia się on do ożywiania wiary nie tylko uczestników, ale i ich rodzin – dodaje bp Orszulik. Wdzięczność za 20 lat ŁPPM wyrażali także pozostali biskupi, którzy odwiedzali pielgrzymów w drodze. Najczęstszym gościem był bp Andrzej F. Dziuba, który z pątnikami spotkał się 5 razy – w Łowiczu, Makowie, Wysokienicach, Rędzinach i na Jasnej Górze.

Jubileuszowe kumulacje

Mówiąc o jubileuszowym pielgrzymowaniu, trzeba przyznać, że bardzo wiele podczas niego się działo. W związku z przeżywanym w Kościele Rokiem Życia Konsekrowanego rozważania poranne, różańcowe, a także konferencje, apel w Wysokienicach i funkcję przewodnika duchowego pielgrzymki powierzono osobom konsekrowanym. Ich obecność od pierwszych dni była niezwykłym świadectwem tego, że z Jezusem można wieść życie udane, pełne radości i spełniających się marzeń. Tegoroczna pielgrzymka była także salezjańskim dziękczynieniem za życie św. Jana Bosko w 200. rocznicę jego urodzin. Z tej okazji we wsi Małecz salezjanie poprowadzili dziękczynny apel. Jak przystało na urodziny, pojawił się ogromny tort, a każdy z pielgrzymów otrzymał jubileuszową krówkę z przesłaniem ks. Bosko. Wzruszającym gestem było także indywidualne błogosławieństwo, którego wszystkim pątnikom udzielili kapłani.

– Muszę przyznać, że ten czas rekolekcji w drodze jest dla mnie wyjątkowy – przyznał ks. Piotr Krzyszkowski, dyrektor Radia Victoria, który w ŁPPM pielgrzymuje 20. raz. – Doskonale pamiętam jej początki. W pierwszym roku najtrudniejsza była organizacja. Dziś mamy ukształtowane struktury, dlatego teraz trzeba mocno stawiać na to, co duchowe. Nie mam wątpliwości, że rekolekcje w drodze dają wzrost. Wiem to, bo sam tego doświadczyłem. Pielgrzymka mnie ukształtowała. Nie byłbym tym, kim jestem, gdybym nie pielgrzymował. Przez lata patrzyłem na wzrost i dorastanie wielu osób. Dziś, poza jubileuszem ŁPPM, świętuję także 20-lecie radia i 15-lecie święceń kapłańskich. Idąc, niosę wiele intencji, zarówno osobistych, jak i zawodowych. Pielgrzymowanie to dla mnie istota. Jesteśmy pielgrzymami i przez te 10 dni to sobie uświadamiamy. Pielgrzymka to takie memento – podkreśla ks. Piotr.

Pielgrzymem XXL okrzyknięto ks. Wiesława Frelka, przewodnika grupy cytrynowej, który w tym roku pieszo na Jasną Górę wędrował po raz drugi. Najpierw z „łowicką jaskółką”, a teraz z ŁPPM. – Widać, że w moim wypadku to taki dopust Boży, by przeżywać wiele jubileuszy w drodze. Łowicka 360. pielgrzymka też była jubileuszowa. Teraz świętuję 20-lecie ŁPPM i 25-lecie pielgrzymowania grupy cytrynowej. Więc albo jestem taki łasy na łaski związane z jubileuszami, albo Bóg jest taki hojny, że mnie w taki sposób doświadcza. Ja w każdym razie nie narzekam, bo pielgrzymowanie jest dla mnie niezwykłym czasem łaski. Zatrzymaniem i spojrzeniem z boku na swoje życie – mówi ks. Frelek.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama