Nowy numer 47/2020 Archiwum

800 pomponów pod sufitem

W Bełchowie znajduje się największy pająk na świecie. Nie jest nim ptasznik i nie jest to pająk jadowity, jest za to wyjątkowo barwny. pająk łowicki ozdabiający sufit jednej z sal jest charakterystyczny dla miejscowego folkloru.

Kilkadziesiąt arkuszy bibuły, kilka metrów wełny i drutu, do tego kartony, trochę słomy oraz półroczna praca kilkudziesięciu osób dała oszałamiający efekt.

Ze śmiechem przy ciasteczkach

– Wiele osób specjalnie przychodzi do nas tylko po to, by zobaczyć tego pająka – mówi Dorota Skolimowska, wieloletnia pracownica tej placówki. To pod jej opieką powstawało to barwne dzieło. Ona rozrysowała jego szkielet i nadzorowała jego powstawanie. Uczestniczyły w nim głównie panie z Klubu Seniora „Słoneczko”, którego miejscem spotkań jest właśnie filia Gminnego Ośrodka Kultury, oraz członkinie Koła Gospodyń Wiejskich z Bełchowa-Osiedla.

Nie obyło się jednak bez pomocy panów, a zwłaszcza Jana Pierzankowskiego, Waldemara Salamona i Tadeusza Pruka, którzy zajęli się spawaniem kolejnych elementów konstrukcji. Swoją cegiełkę dołożyli również dwaj mieszkańcy – jeden z nich ofiarował wełnę, inny drut.

Najpierw zrobiono mniejsze pająki, które następnie zostały połączone. W efekcie powstało dzieło o średnicy 2,93 m oraz wysokości 1,80 m. Składa się ono m.in. z pomponów. Wszystkich jest aż 800. Na jeden taki pompon potrzeba wyciąć około 30 kółek z bibuły. Tworzenie pająka jeszcze mocniej zintegrowało osoby, które lubią przychodzić do GOK.

– Spotykałyśmy się tylko raz w tygodniu, a że jesteśmy emerytkami, mamy dużo wolnego czasu, z chęcią przyjęłyśmy propozycję pani Doroty, by zrobić takiego pająka. Przynosiłyśmy ciasteczka, wspominałyśmy dawne zwyczaje, śmiałyśmy się, opowiadałyśmy swoje historie, lepiej się poznałyśmy, zwłaszcza z paniami z KGW, które są przecież młodsze od nas – mówi Teresa Moskwa, przewodnicząca Klubu Seniora „Słoneczko”.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Jak wspomina pani Teresa, trudno było sobie wyobrazić, jak ten pająk będzie wyglądał, bo chyba żadna z pań nigdy czegoś takiego nie robiła. Chęci było bardzo dużo i – jak się okazało – nie poprzestano tylko na nich. Prace szły sprawnie. Panie podzielone były na grupy, każda miała określone zadanie. Jedne wycinały kółka, inne owijały metal wełną. Panowała wśród nich zdrowa rywalizacja. – Ile zaplanowały zrobić danego dnia, tyle zrobiły. Choć nieraz były już zmęczone, to chęć dokończenia tego pająka i zabawa, jaką miały podczas tej pracy, okazały się większe – wspomina z uznaniem Beata Sawicka, dyrektor placówki.

Zgodnie z powiedzeniem, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Panie już zastanawiają się, co będą robiły tej zimy. Na razie w planie jest przygotowanie mniejszych pająków na prezent dla zaprzyjaźnionych klubów seniora i innych organizacji. Dorota Skolimowska kilka lat temu uczestniczyła w pracach nad pająkiem łowickim w Centrum Kultury, Promocji i Turystyki Ziemi Łowickiej w Łowiczu. Potrafi też robić piękne kwiaty z bibuły, które wyglądają jak żywe. – Bardzo lubię taką pracę, ona mnie uspokaja, wycisza – mówi.

W miniskansenie przy Muzeum w Łowiczu w każdy weekend organizowane są warsztaty z twórcami ludowymi. W lipcu pani Dorota uczyła tam, jak robić kwiaty z bibuły. Następnie podobne warsztaty prowadziła także w skansenie wsi łowickiej w Maurzycach. Podczas nich robiono łowickie pająki. Była to dla pani Doroty praca społeczna. Dzięki temu dzieci z Bełchowa mogły dwa razy bezpłatnie uczestniczyć w warsztatach w łowickim muzeum. Zdarzyło się nawet, że w jednych i drugich warsztatach, które prowadziła, uczestniczyła ta sama rodzina, co było dla niej miłe. Dla niej najważniejsze jest to, że ludzie żywo zainteresowali się sztuką łowicką. Taki był zresztą cel tworzenia pająka w filii GOK. – Nie chodzi o to, że dany kwiatek jest ładny, ważne, skąd on się wziął – podkreśla.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama