Nowy numer 47/2020 Archiwum

Twarda miłość

Grupy AA. – Kiedy zabieramy głos na mityngach, podajemy swoje imię i mówimy: „Jestem alkoholikiem”. On, zamiast tego, powiedział „przyjaciel”. Teraz wiemy, że jest nim naprawdę – mówi Andrzej o ks. Moczarskim.

Są przedstawicielami różnych zawodów i środowisk. Ich wiek też jest różny. Mają tę samą przeszłość – ich życiem rządziła wódka. Dziś już nie piją. 15 sierpnia w muszli koncertowej na Błoniach łowickie grupy Anonimowych Alkoholików obchodziły 25-lecie swojego istnienia. Na ten mityng przybyli nie tylko mieszkańcy Łowicza, ale też innych miast. Przemek z Sieradza odbył 3 pełne terapie, 8 detoksów, obecnie od półtora roku nie pije. Jankowi ze Strykowa udział w mityngach bardzo pomaga w walce z nałogiem. Andrzej z Łowicza, który nie pije już od 11 lat, wstydził się trzeźwieć, choć nie wstydził się stać z butelką alkoholu na ulicy. Stanisław myślał, że terapia nauczy go pić w sposób kontrolowany. Przekonał się jednak, że nie jest to możliwe. Piotr pamięta, jak 22 lata temu po raz pierwszy brał udział w mityngu w Łowiczu i jak bardzo najadł się wtedy kanapkami. To był początek jego niepicia. Teraz najważniejsze dla niego jest jeżdżenie na mityngi, gdzie czuje, że jest wśród swoich. Potrzeba identyfikacji, zrozumienia, odnalezienia własnej tożsamości – to rzeczy bardzo ważne dla trzeźwiejących alkoholików.

Kolor kwiatów

W Łowiczu obecnie działają 4 grupy AA: „Alternatywa”, „Łowiczanka”, „Do czynu” oraz „U księdza”. Miejscem spotkań tej ostatniej są kościół i sala przy plebanii w parafii pw. Świętego Ducha w Łowiczu. Jej opiekunem duchowym, choć – jak powiada Andrzej – bardziej przyjacielem, bo przyjaciel jest kimś więcej niż opiekun, jest proboszcz ks. Władysław Moczarski, który służy im już prawie 15 lat. Dziś widać owoce tych spotkań. Z tej grupy wyłaniają się kolejne, które pomagają nie tylko uzależnionym od alkoholu, ale też od innych zgubnych nałogów, a także ich najbliższym. Tak powstały grupy anonimowych hazardzistów, żon alkoholików i dorosłych dzieci alkoholików. Anonimowi alkoholicy konsekwentnie dbają o swoją anonimowość, nie upubliczniają swoich wizerunków ani swojej tożsamości. Nie pozwalają robić zdjęć na mityngach. Każdy, kto ma problem z alkoholem, może do nich przyjść i być pewnym, że są to ludzie, którzy zrozumieją go lepiej niż rodzina, bo – jak sami mówią – nikt nie zrozumie alkoholika lepiej niż inny alkoholik. Świat widziany oczami pijącego alkoholika znacząco różni się od postrzegania świata przez osoby trzeźwe. – Często bywa tak, że alkoholik najpierw musi być poddany odtruciu organizmu, dopiero potem może rozpocząć terapię. Kiedy trzeźwieje, zaczyna dostrzegać piękno świata, widzi kolor nieba, kwiatów, słyszy śpiew ptaków. Alkoholik pijący tego wszystkiego nie dostrzega, nie słyszy – mówi ks. Moczarski.

Pozaziemska kotwica

Jedną z zasad przypominanych na mityngach jest ta, by nie rozpamiętywać tego, co było, nie wyczekiwać tego, co będzie, ale żyć chwilą obecną, koncentrować się na tym, co tu i teraz. Dlatego często życzą sobie nawzajem 24 godzin bez picia. – Trzeźwy alkoholik cieszy się każdym dniem wolności od alkoholu, życiem, światem, ale nikt nie jest w stanie zmusić pijącego alkoholika, by przestał pić. To musi być jego decyzja. Początki są bardzo trudne. Trzeba poradzić sobie z głodem alkoholowym i ze sobą samym, bo z jednej strony człowiek nie chce już pić, a z drugiej coś go jeszcze do tego ciągnie – mówi Nina. Alkoholicy nie ukrywają, że miewają chwile trudne. Mają świadomość tego, że do końca życia będą walczyć ze swoim nałogiem. Siłę dają im wspólne regularne spotkania i wiara w siłę wyższą, która jest ponad światem, która nadaje sens i znaczenie każdemu istnieniu. Dlatego swoją wspólnotę opierają bardzo mocno na wierze w Boga. Angażują się także w różne wydarzenia i uroczystości kościelne. Z racji 80. rocznicy istnienia ruchu AA na świecie [powstał on w USA w 1935 r. – przyp. aut.] ks. Moczarski zaproponował, by tegoroczną Drogę Krzyżową odbywającą się ulicami Łowicza przygotowali i poprowadzili właśnie Anonimowi Alkoholicy. Propozycja spotkała się z akceptacją wielu z nich. Wzięli w niej udział wraz z grupą Al-Anon „Fatima”, która działa przy parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Łowiczu i skupia żony alkoholików. Niektórym z nich w tym roku bp Andrzej F. Dziuba obmywał nogi podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej. Źródłem ich programu, czyli „12 kroków” – zasad wyjścia z nałogu i „12 tradycji” – reguł, które pomagają im trwać w trzeźwości, są wiara w istnienie miłującego Boga oraz modlitwa i medytacja, które mają prowadzić do coraz głębszej z Nim łączności. – Te zasady wypracowali sami, nikt ich dla nich nie ułożył, nie można kupić podręcznika z nimi w księgarniach. Sami je wymyślili, spisali i przekazują dalej. Wiele nauczyli mnie przez te lata, przede wszystkim twardej miłości. Ich relacje w grupie są prawdziwie przyjacielskie. Pomogą we wszystkim, załatwią opiekę do dzieci, jak trzeba też pracę, ale jeśli ktoś nie chce przestać pić, to mu nie pomogą, choć nie zostawią go bez modlitwy – mówi ks. Moczarski.

Alkoholizm to choroba ducha

Ewa Kapuścińska – Pracuję w łowickiej poradni już 20 lat. Nie prowadzimy statystyk odnośnie liczby osób, które przez te lata były naszymi pacjentami, ponieważ wiele z nich przerywa terapię, później wraca, więc nawet trudno byłoby takie rejestry prowadzić. Na przestrzeni tych lat można zauważyć, że osoby, które przychodzą po pomoc, są coraz młodsze, choć muszę zaznaczyć, że zajmujemy się osobami wyłącznie pełnoletnimi. Najbardziej widoczną różnicą, jeśli chodzi o leczenie alkoholików, jest podejście medyczne do alkoholizmu. Na początku lat 90. ub. wieku, kiedy rozpoczynałam pracę, leczono go wyłącznie farmakologicznie, traktowano jak zwykłą chorobę. Dopiero później, stopniowo, podejście do tego problemu zmieniało się. Alkoholizm zaczął być traktowany nie tylko jako choroba ciała, ale w pewnym sensie też ducha. Obecnie alkoholikom pomaga wyjść z nałogu terapia, która stała się drogą do trzeźwienia. Trwa ona dwa lata, uczy żyć na nowo, podejmować decyzje i działać bez alkoholu. W każdym przypadku przebiega ona inaczej. Nieraz bywa tak, że pacjent zrobi duże postępy, po czym następuje regres i pracę trzeba zaczynać od nowa. Terapia przebiega indywidualnie i w grupach. Obejmowani nią są nie tylko alkoholicy, ale też ich najbliżsi. Kiedy do nas przychodzą, mają nadzieję, że otrzymają prosty przepis na to, w jaki sposób na przykład mama lub tata mogą szybko przestać pić. Ale to nie działa w ten sposób. Leczenie alkoholizmu jest złożonym i długotrwałym procesem. Stopniowo zyskujemy zaufanie naszych pacjentów, kiedy na skutek terapii zauważają rzeczy, których nie byli wcześniej świadomi. Zdarza się, że alkoholicy przerywają leczenie, ale w większości przypadków wracają, bo przekonują się, że tu znajdą potrzebną im pomoc. Nie mogę powiedzieć, że praca ta jest niewdzięczna, bo nie daje do końca wymiernych efektów. Owszem, nieraz bywa trudna, ale ja bardzo lubię to, co robię. Cieszę się, że wraz z moimi współpracownikami możemy pomagać ludziom. * Ewa Kapuścińska jest terapeutką i kierownikiem Poradni Leczenia Uzależnień w Łowiczu

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama