Nowy numer 48/2020 Archiwum

Western XXI w.

Wywiad. O grze w reprezentacji Polski, ucieczce do klasztoru, aresztowaniu rodziców i marzeniach z s. Dominiką Szczepanik rozmawia Agnieszka Napiórkowska

Agnieszka Napiórkowska: Obecnie w Kościele przeżywamy Rok Życia Konsekrowanego. Czy w związku z tym rokiem w Waszym klasztorze pojawiły się jakieś dodatkowe modlitwy, akcje powołaniowe, nowe inicjatywy?

S. Dominika Szczepanik: Jeśli chodzi o naszą wspólnotę, to organizowałyśmy spotkania dla młodzieży szkolnej, podczas których jedna z sióstr opowiadała o specyfice naszego życia. Poza tym 14 marca odbyło się u nas spotkanie modlitewne dla osób życia konsekrowanego z czynnych zgromadzeń żeńskich. W jego programie były adoracja Najświętszego Sakramentu, Droga Krzyżowa na terenie naszego ogrodu i konferencja bp. Andrzeja F. Dziuby. Wszystko zakończyła agapa. Dodatkowo w każdą sobotę odnawiamy wspólnie śluby zakonne. Czytamy też wszystko to, co papież Franciszek do nas pisze, czyli jego list apostolski „Świadkowie radości”, napisany do zakonnic i zakonników na rozpoczęcie Roku Życia Konsekrowanego, a także listy: „Radujcie się...” i „Rozpoznawajcie...”. Z myślą o tym roku wydałyśmy też specjalny kalendarz.

To we wspólnocie. A tak osobiście – czy mogłaby Siostra powiedzieć, jaki jest to czas dla Siostry?

Kiedy usłyszałam, że będzie Rok Życia Konsekrowanego, poczułam, że Pan Bóg chce ukazać nas jako tych, którzy są i Jego ukazują. Dla mnie było to też zaproszenie do tego, bym po raz kolejny zastanowiła się nad swoim powołaniem, nad tym, co robię tu, w klasztorze, i dla Kogo żyję. To także wezwanie, by jeszcze mocniej rozpalić w sobie miłość do Jezusa.

Od dzieciństwa Siostra wiedziała, przeczuwała, że ma powołanie do życie zakonnego?

Może trochę. Pamiętam, że kiedy byłam małą dziewczynką, gdy pytano mnie, kim będę, zawsze odpowiadałam, że siostrą zakonną albo piłkarką. Nie wiem, skąd mi się to wtedy brało. Pan Bóg spełnił oba pragnienia. Od dziecka lubiłam chodzić na samotne spacery, by tam się modlić i śpiewać psalmy. Siadałam na kamieniu, patrzyłam na przyrodę i czułam Bożą obecność. Później, w ogólniaku, bardzo chciałam być dobra. Chciałam, by człowiek, który się ze mną spotyka, czuł się przy mnie dobrze, bezpiecznie. Starałam się też zauważać potrzeby innych i pomagać im być szczęśliwymi. W trzeciej klasie liceum odkryłam, że nie wystarczy być tylko dobrym, ale trzeba też jakoś wejść w to życie dorosłe. Coraz częściej przemykała mi przez głowę myśl o zakonie. Kiedy o tym myślałam, jedna z koleżanek zaproponowała mi wyjazd do swojej siostry bernardynki do Łowicza. Była to dla mnie odpowiedź Boga na moje rozterki. Kiedy zastanawiałam się nad swoją drogą, z wielu stron zaczęły napływać różne propozycje. Wujek zaproponował wyjazd do Chicago, mama obiecała załatwić mi pracę w Niemczech, a trener wróżył mi karierę sportową, bo byłam już wówczas w kadrze Polski, w reprezentacji. Każdy miał jakiś pomysł na moje życie. A w moim sercu rodziła się prawdziwa miłość do Jezusa. Chciałam czegoś innego. Coraz bardziej stawało się realne, że ja chcę być z Nim.

Z tego, co Siostra mówi, widać, że Pan Bóg prowadził Siostrę od początku niezwykłą drogą wolności, że ukazywał różne możliwości i pozwalał rozwijać pasje. Ot, choćby ta gra „w nogę”. Mało która dziewczyna zachodzi tak wysoko w tej dyscyplinie. I mało którą ona tak kręci.

Coś w tym jest. Od dziecka „noga” była moją wielką pasją. Kiedy byłam mała, siadywałam na ganku i patrzyłam, jak mój brat i kuzyni kopali piłę. Szybko stwierdziłam, że ja też tak chcę i zaczęłam z nimi grać. A że to mi się podobało, szło mi coraz lepiej. Później nauczyciel wf wziął nas na zawody. Pamiętam, że wtedy strzeliłam piękną bramkę z rzutu karnego. Po meczu od trenera klubu Zryw Książki dostałam propozycję gry w jego klubie. Mimo że był to wiejski klub, przeszłyśmy z nim do pierwszej ligi. To było niezwykłe osiągnięcie. Grając, poznawałyśmy inne miasta, środowiska. To było coś pięknego i niecodziennego. Ten klub był moją pierwszą wspólnotą. Moja hierarchia wartości ułożona była tak: na pierwszym miejscu Pan Bóg, potem piłka nożna, szkoła i na czwartym chłopaki. (śmiech) Gdy już doszłyśmy do I ligi, zaczęli nas zauważać inni trenerzy. Jako pierwsza z klubu dostałam powołanie do reprezentacji do lat szesnastu (U-16). Wówczas trener powiedział, że ja przecieram szlaki dla innych. I tak było. Z gry w piłkę zrezygnowałam, wstępując do zgromadzenia. (śmiech) Potem dostałam powołanie do U-19. Zagrałyśmy w mistrzostwach Europy. Dotarłyśmy do półfinałów, które odbywały się w Wenecji. Najlepszy mój mecz był z Rosją, podczas którego strzeliłam bramkę. Byłam środkowym pomocnikiem, ale ponieważ w reprezentacji nie było dobrych bramkarek, a mi to całkiem nieźle wychodziło, to stałam też na bramce. To była naprawdę moja pasja. Byłam w tym cała. Nie interesowało mnie zmęczenie, ból.

Zawsze zachwycają mnie takie opowieści, które potwierdzają, że do klasztorów nie wstępują niezdecydowane osoby, niewiedzące, co zrobić ze swoim życiem, ale kobiety z pasją, pełne życia, które dla Jezusa zostawiają wszystko, co dawało smak ich życiu.

Dobrze, że to zauważyłaś. Do klasztoru wstępują naprawdę świetne babki, które gdyby były w świecie, mogłyby go zawojować. Ale z miłości do Jezusa wszystko zostawiają. Tak było w moim przypadku. Jego wezwanie było piękniejsze i tak silne, że nie sposób było się mu oprzeć. Cieszę się, że Jezus dał mi posmakować życia, sukcesu. Myślę też, że ten sport nauczył mnie oddania, wewnętrznej dyscypliny, współpracy. To wszystko teraz owocuje i przydaje się w klasztorze.

Gdy wchodziła Siostra do łowickiego klasztoru bernardynek, od razu wszystko stało się jasne? Poczuła Siostra, że to jest to miejsce, to powołanie?

Weszłam do kościoła, zobaczyłam Najświętszy Sakrament. Poleciały mi łzy i poczułam, że to jest to miejsce. Zyskałam pewność, że On zaprasza mnie do bycia z Nim. A potem, kiedy słuchałam tego, co mówiły siostry, moje serce coraz bardziej się rozpalało...

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama