Nowy numer 43/2020 Archiwum

Terapeuta od trudnych ścieżek

– Informacje o nagrodzie odebrałem z niedowierzaniem. Przyjąłem ją jako potwierdzenie, że to, co robimy, jest dziełem Bożym – mówi.

W roku jubileuszu 25-lecia Caritas w Polsce przyznano nagrody i wyróżnienia instytucjom i osobom prywatnym. Wśród osób docenionych za wielkie serce i wrażliwość na potrzeby ubogich i potrzebujących znalazł się ks. Nowosielski. Uroczysta gala odbyła się 10 października w Teatrze Polskim w Warszawie. Nagrody wręczał dyrektor Caritas Polska ks. Marian Subocz. W imieniu ks. Nowosielskiego statuetkę św. Faustyny i dyplom odebrał brat księdza Zygmunt Nowosielski. Nagrodzony w tym czasie prowadził rekolekcje ponad 300 km od Warszawy.

Miłość i jej ścieżki

Nagroda Ubi Caritas (Gdzie miłość) przyznawana jest przez Caritas Polska za aktywność charytatywną i niesienie pomocy potrzebującym. Od 2003 roku nagrody i wyróżnienia przyznaje kapituła złożona z pracowników Caritas, dziennikarzy i osób związanych z pracą charytatywną. Księdza Mirosława doceniono za 33-letnią pracę z młodzieżą podczas obozów formacyjnych w Mikaszówce, a także za 16 lat pracy w Poradni Rodzinnej działającej przy Stacji Opieki Caritas w Łowiczu. Ks. Nowosielski z wykształcenia jest doktorem psychologii, wykłada w Seminarium Duchownym w Łowiczu, jak i Instytucie Studiów nad Rodziną. Od lat nie szczędzi czasu i sił na bezinteresowną służbę drugiemu człowiekowi.

– Miłości caritas nauczyłem się w domu. Od dziecka nasi rodzice uczyli nas dzielenia się z innymi wszystkim, co otrzymywaliśmy – wspomina ks. Nowosielski. – Później to wszystko we mnie dojrzewało. Przyjąłem zasadę, że miłość zasadza się na prawdzie. A poza tym siłę do niej czerpałem i nadal czerpię z kontemplacji. Nauczyłem się tego od sióstr miłosierdzia, którym przez jakiś czas posługiwałem. Nieraz Matka Teresa z Kalkuty mówiła mi, że muszę pilnować hierarchii – najpierw Jezus, potem ludzie. Do dziś staram się tak działać. Bez modlitwy nie wychodzę z mieszkania. Miłości caritas uczył mnie także mój kierownik duchowy ks. Jan Twardowski, który powiedział mi kiedyś bardzo ważne zdanie: „Miłość chodzi trudnymi ścieżkami”. Bardzo mi to zapadło w serce. Po latach służby i pracy wiem, że miał rację. Wiem też, jak już wcześniej powiedziałem, że jest ona nierozerwalnie związana z prawdą. Służąc ludziom, często musimy powiedzieć im trudne rzeczy. I trzeba się na to zgodzić. Kochając człowieka, czasem trzeba się zgodzić na jego odejście. Ważne, by nie odtrącić go, gdy wraca. Pomaga w tym świadomość, że największym celem jest przyprowadzenie go do zbawienia – tłumaczy ks. Mirosław.

Zasady, o których wspomina nagrodzony, obowiązują nie tylko w poradni, ale także podczas obozów w Mikaszówce. Każdego roku uczestniczy w nich ponad 250 osób. Duchowy reset Bez wątpienia dwa wielkie dzieła prowadzone od lat przez ks. Nowosielskiego warte są przyznanego medalu i zasługują na docenienie. Sam wyróżniony nie kryje radości z zauważenia jego pracy. – Każdy człowiek potrzebuje pozytywnej informacji zwrotnej. I ta nagroda była takim radosnym potwierdzeniem służby człowiekowi. Bardzo żałowałem, że osobiście nie mogłem jej odebrać. Patrząc na św. Faustynę, nadal zamierzam spalać się w służbie drugiemu człowiekowi. Lekcje, jak to robić, w co się angażować, nadal będę starał się odbierać od Jezusa. Bez Niego nic nie jestem w stanie zrobić – mówi.

Kapłana, terapeutę, organizatora wakacyjnych obozów i duszpasterza chwalą jego współpracownicy i przyjaciele. – Daleko trzeba szukać drugiego takiego księdza, który potrafi tak wiele dawać z siebie innym – mówi Lucyna Sujka, pielęgniarka, terapeutka od lat współpracująca z ks. Nowosielskim. – Pracując z nim już bardzo długo, widzimy jego poświęcenie, ale i skuteczność. Kiedy jest potrzebny, zawsze możemy na niego liczyć. Od lat na pierwszym miejscu stawia drugiego człowieka. Potem pracę naukową, która – mimo że jest jego pasją – nie gra pierwszych skrzypiec. Jego obecność w poradni jest nie do przecenienia. Każdego roku odbywa ponad 240 spotkań. Pomaga parom małżeńskim, osobom w głębokim kryzysie i młodzieży, która na starcie już się pogubiła. Podobnie jest w przypadku Mikaszówki. Mało kto jest gotowy do takich poświęceń. 5 tygodni spania pod namiotem, mycia się w zimnej wodzie i bycia wśród często trudnej młodzieży 24 godzinę na dobę budzi szacunek i podziw – podkreśla Lucyna.

Każdy, kto spędził w Mikaszówce choć kilka dni, wie, że słowa te nie są na wyrost. To dla wielu miejsce zmiany obrazu Boga, odnajdywania uzdrowienia wewnętrznego i szkoła nawiązywania poprawnych relacji. Odcięci od świata, pozbawieni komórek, magnetofonów i komputerów młodzi ludzie przechodzą duchowy reset, bez którego ich życie byłoby równią pochyłą.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama