Nowy numer 43/2020 Archiwum

Uśmiechnięte buzie i smutne oczy

Są ludzie, którzy porzucają nie tylko ojca i matkę, rodzinę, ale wszystko, co im bliskie, i decydują się na życie w innym świecie.

Nie myślą przy tym o poprawie swojego bytu, ale starają się nieść Chrystusa tym, którzy o Nim nawet nie słyszeli, i swoim życiem dawać o Nim świadectwo. To misjonarze. Do niedawna słowo to kojarzyło się z osobą duchowną. Coraz częściej jednak na takie życie decydują się osoby świeckie. Jedną z nich jest łowiczanka Monika Michalak. O swojej trzeciej podróży do Zambii, gdzie misję prowadzą siostry misjonarki Świętej Rodziny, opowiadała w Tygodniu Misyjnym podczas Mszy św. w kościele pw. Świętego Ducha w Łowiczu.

Angielski po afrykańsku

– Kiedy dowiedziałam się o misjach, najpierw podjęłam się adopcji na odległość jednego z afrykańskich dzieci. Polega ona na wpłacaniu konkretnej kwoty na jego naukę. Po pewnym czasie postanowiłam tam pojechać. Myśl o wyjeździe nie zrodziła się z powodu poczucia obowiązku wsparcia najuboższych. Jest przecież wielu potrzebujących w Polsce. Kiedy jednak myślałam o dzieciach afrykańskich, doszłam do wniosku, że choć nasze państwo jest, jakie jest, to jednak zawsze zaopiekuje się dziećmi. W Afryce jest inaczej. Wyjazd był potrzebą mojego serca – mówi M. Michalak. Łowicka misjonarka, wybierając się w daleką podróż, nie odczuwała strachu, a nawet niepokoju. Wszystko powierzyła Bogu. Przygotowania trwały rok. Jedną z niespodzianek, które ją tam spotkały, było to, że choć doskonale zna angielski (od ponad 20 lat uczy go w jednej z łowickich szkół średnich), miała kłopot z językiem, bo owszem, tubylcy posługują się nim, ale... na swój sposób.

Nigdy się nie skarżą

Siostry misjonarki w Afryce prowadzą trzy misje – jedną w Kenii i dwie w Zambii. M. Michalak pracowała w Lusace, stolicy tego kraju, w jej najbiedniejszej dzielnicy – Chawamie. Siostry kierują Domem Opatrzności Bożej, gdzie spokojną przystań znajdują osoby starsze oraz małoletni chłopcy. Łącznie przebywa tam około 40 osób. W Lusace jest miniferma kur. Na pomysł ich hodowli wpadła jedna z sióstr. Ferma stanowi nie tylko źródło pożywienia, ale też jest sposobem na zarobienie pieniędzy. Nadmiar kurcząt jest sprzedawany. W życiu misji bardzo ważna jest modlitwa. Każdy może uczestniczyć w Eucharystii i codziennej adoracji Najświętszego Sakramentu.

– Dzieci afrykańskie starają się być samodzielne i nigdy się nie skarżą, nawet kiedy źle się czują, idą cichutko w kącik i czekają, aż poczują się lepiej. Mają uśmiechnięte buzie, ale zawsze smutne oczy. Każdy ma swoje obowiązki. Same piorą ubrania, sprzątają, pomagają karmić zwierzęta – mówi pani Monika, która w sierpniu wróciła z Afryki do Polski. Po powrocie z misji misjonarka nie straciła kontaktu z Czarnym Lądem.

– Kiedy zepsuła się tam zamrażarka, Monika natychmiast zorganizowała w naszym przedszkolu zbiórkę pieniędzy na nowy sprzęt – mówi s. Elwira Kruszewska, dyrektor Niepublicznego Przedszkola Diecezjalnego w Łowiczu. – Uruchomiła także wszystkie swoje kontakty i udało się. To bardzo skromna osoba. Sprawami misji żyje cały rok. Przynajmniej raz w miesiącu dzwoni do Afryki i pyta, co słychać. Jeśli jest jakaś potrzeba niecierpiąca zwłoki, potrafi wysłać tam paczkę, choć cena jej nadania przekracza jej wartość.

Pani Monika przekonała dzieci w Afryce do tego, by pisały listy do swoich adopcyjnych rodziców i dzięki temu budowały z nimi żywą relację. List czy wysłane zdjęcie dla adopcyjnych rodziców stanowią potwierdzenie, że dziecko czuje się dobrze, że się uczy i wszystko u niego w porządku. Dla M. Michalak ważne jest, by pomagać dzieciom, ale w taki sposób, żeby nie rujnować ich świata. Jej zdaniem nie można mówić im tylko o tym, jak w Europie jest wspaniale. Należy pokazywać im, jakie mają możliwości, i stwarzać im warunki do rozwijania talentów we własnym kraju. Ważne, by wiedziały, że w ojczyźnie też mogą być szczęśliwe.

W Zambii siostry są obecne od 1978 roku. Już po 10 latach ich działalności pojawiły się pierwsze powołania wśród tamtejszych kobiet. Wiele z nich pobierało nauki w Homecraft – szkole gospodarstwa domowego prowadzonej przez siostry, gdzie uczyły się szycia, gotowania i innych umiejętności przydatnych w prowadzeniu domu. Po zakończeniu kursu każda z kobiet otrzymuje świadectwo, które pomaga im zdobyć lepszą pracę. W tym roku do zgromadzenia wstąpiła misjonarka świecka, która przebywała w Afryce wraz z M. Michalak.

– Nie wiem, czy jeszcze pojadę na Czarny Ląd. Ostatniego wyjazdu też nie planowałam, a pojechałam. Przyszłość pokaże, co będzie – mówi pani Monika.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama