Nowy numer 43/2020 Archiwum

Kajaki i papieskie banknoty

– Przed każdym spotkaniem z ojcem świętym szliśmy do spowiedzi. Nikt z nas nie wyobrażał sobie, żeby uścisnąć jego dłoń, będąc w grzechu – mówił ks. Hubert Wiśniewski.

Okazją do zwierzeń ks. Wiśniewskiego, proboszcza parafii pw. Matki Bożej Bolesnej w Nieborowie, było spotkanie z uczniami Zespołu Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego im. Jadwigi Dziubińskiej w Zduńskiej Dąbrowie. Co roku placówka uroczyście wspomina Jana Pawła II. Najpierw odbywało się to 16 października, w rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża. Od momentu ogłoszenia Jana Pawła II świętym – w jego liturgiczne wspomnienie, czyli 22 października.

Ks. Wiśniewski to dobry znajomy grona uczniów i nauczycieli ze Zduńskiej Dąbrowy, z którymi razem przemierza szlak Łowickiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę. Dlatego tym chętniej przyjął zaproszenie. – Dane mi było spotykać się z Janem Pawłem II. Dzisiaj, kiedy ojca świętego nie ma wśród nas, wiem, że była to wielka łaska i tymi doświadczeniami trzeba się dzielić – mówił do młodzieży ks. Hubert.

Studiował w Rzymie w latach 1995–2000. Zwyczajem było, że polscy księża studenci odwiedzali swojego rodaka w Watykanie. – Najczęściej podczas kolędowania. Choć z czasem, ze względu na stan zdrowia papieża, na tę wizytę trzeba było poczekać aż do wiosny. Grupami z Polskiego Papieskiego Instytutu Kościelnego, gdzie mieszkałem, i Papieskiego Kolegium Polskiego przychodziliśmy na audiencję z pączkami, które zrobiły siostry. Jan Paweł II dawał nam pamiątkowy różaniec i... banknot, żebyśmy my, studenci, mogli kupić sobie książkę. Przed każdym spotkaniem z ojcem świętym szliśmy do spowiedzi. Nikt z nas nie wyobrażał sobie, żeby uścisnąć jego dłoń, będąc w grzechu. Już wtedy czuliśmy bijącą od niego świętość – wspominał ks. Wiśniewski.

Przytoczył też relację abp. Mieczysława Mokrzyckiego, sekretarza Jana Pawła II, który podchodził do kontaktów z papieżem podobnie. Spowiadał się przed każdą Mszą św. z ojcem świętym. Ks. Wiśniewski z audiencji u Jana Pawła II ma wiele zdjęć. Gdy się je ogląda, widać, jak choroba i cierpienie stopniowo odciskały swoje piętno na papieżu. – Na pierwszych był wyprostowany, na kolejnych coraz bardziej przygarbiony. Jedyna rzecz, która się nie zmieniała, to atencja, z którą ojciec święty patrzył na drugiego człowieka. W pamięci utkwiła mi wizyta w Rzymie w 2002 roku. Z grupą przyjaciół byłem na Mszy św. w kaplicy papieskiej. Wydawało się, że Jan Paweł II nie odprawi tej Eucharystii. Był taki słaby... Każdy z nas zastanawiał się, czy dojdzie potem do zaplanowanego spotkania. Po Mszy św. Jan Paweł II pojawił się odmieniony. Tak jakby wstąpiły w niego nowe siły – mówił ks. Hubert.

Takich spotkań z osobami, które miały osobiste kontakty z Janem Pawłem II, było w Zduńskiej Dąbrowie już kilka. To pomysł katechety Aleksandra Frankiewicza, który uczy też wychowania fizycznego. Dlatego, gdy szkoła dostała kajaki, zainicjował spływy papieskie. – Byłoby niepojęte, gdybyśmy ich nie wykorzystali. Karol Wojtyła tak bardzo lubił wyprawy w kajakach... Nasz spływ Bzurą to hołd dla niego – mówi A. Frankiewicz. Zaraz po spotkaniu z ks. Wiśniewskim z 12 uczniami oraz Michałem Stańczykiem, także nauczycielem wf., popłynęli Bzurą do Łowicza. Około 10-kilometrową wyprawę zaczęli modlitwą i tak też zakończyli. Przed pomnikiem Jana Pawła II przy łowickiej katedrze odmówili dziesiątkę Różańca.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama