Nowy numer 48/2020 Archiwum

Widziałam, jak się do mnie śmiała

Rekolekcje po stracie. – W ostatnim czasie pochowałam sześć bliskich mi osób. Był czas, że było mi bardzo ciężko. W sercu miałam wielką wyrwę. Dziś wiem, 
że Bóg to miejsce przygotował dla siebie. Teraz bardzo Go kocham, a ludziom, 
którzy pomogli mi pożegnać się z żałobą, bardzo dziękuję – mówi Nina.


Nieczęsto zdarza się, by na jednej Eucharystii, spotkaniu czy modlitwie gromadziło się tak wiele osób, które w swoich sercach noszą ból straty, umierania, tęsknoty. Tak było przez 4 dni w salezjańskiej parafii św.św. Cyryla i Metodego w Żyrardowie, gdzie po raz drugi odbyły się rekolekcje dla osób cierpiących po stracie bliskich. Uczestniczyli w nich zarówno żyrardowianie w żałobie, jak i rozwiedzeni małżonkowie oraz porzucone dzieci.


Doświadczenie straty


Podobnie, jak w roku ubiegłym, tak i teraz organizatorami 4-dniowych rekolekcji były Stowarzyszenie „Nieść Ulgę w Cierpieniu” im. Ojca Pio i Matki Teresy oraz wspólnota Odnowy w Duchu Świętym „Siloe”.

Pomysł zorganizowania rekolekcji zrodził się w sercu Ewy Lenkiewicz, lekarki pracującej w hospicjum domowym i ordynator oddziału paliatywnego w żyrardowskim szpitalu, liderki wspólnoty „Siloe”.


– Od ponad 10 lat stykam się ze śmiercią. Myśl zorganizowania tych rekolekcji przyszła znienacka, od Ducha Świętego – mówi E. Lenkiewicz. – Najpierw powstało hospicjum. Potem zainicjowaliśmy Msze św. za zmarłych pacjentów. Widzieliśmy podczas nabożeństw smutne i cierpiące osoby w żałobie, które szukały pocieszenia. Wtedy uświadomiliśmy sobie, że one potrzebują naszego wsparcia, pomocy, że im też trzeba dać pokarm. Wiedzieliśmy, że najlepszym pocieszycielem jest Pan Bóg. Stąd pomysł na rekolekcje. Zaprosiliśmy na nie nie tylko osoby w żałobie, ale także wszystkich, który doświadczyli jakiegoś odrzucenia, porzucenia, straty – tłumaczy pani Ewa.


By łatwiej było otwierać się na działanie łaski Bożej, każdy dzień miał swoje hasło przewodnie. W pierwszym było nim pytanie Jezusa: „Co chcesz, abym ci uczynił?”. W kolejnych: „Bóg ciebie kocha”, „Bóg chce cię uzdrowić”, „Bóg chce dać ci życie w obfitości”. W programie skupienia znalazły się: dwie Eucharystie, adoracja Najświętszego Sakramentu, konferencje, świadectwa, grupki dzielenia, a także gesty i zadania ułatwiające rozstanie z żałobą, otwierające na przebaczenie. Uczestnicy pisali listy, zapalali znicze, stawali pod krzyżem, przynosili do ołtarza serca z własnym imieniem, będące symbolem oddania się Jezusowi. Program był przejrzysty i jasny, tak, by każdy mógł się odnaleźć i wyrazić swój stan.


Nucone zaufanie


Przez 4 dni salezjańska parafia stała się jakby korytarzem, z którego widać było drzwi do nieba. W Eucharystiach, adoracji i spotkaniach uczestniczyły także... osoby zmarłe, których fotografie przynieśli żałobnicy. Nie tylko modlono się za nie, ale także nieustannie wzywano ich wstawiennictwa. Ich obecność z jednej strony wyciszała, a z drugiej – przypominała prawdziwy sens ludzkiego życia, które rozpoczyna się... za drzwiami.


– W pierwszym momencie, kiedy na zdjęciach zobaczyłam twarze tych osób, zapragnęłam zobaczyć tam także uśmiechniętą twarz swojej siostry, która zmarła dwa miesiące temu – mówi Ewa Paluch. – Dostałam wsparcie od grupy, z którą się spotykałam, i której opowiadałam o swoim bólu i rozpaczy po stracie Krysi. Ważnym momentem było pisanie do niej listu i przyniesienie serca do ołtarza. Ona zawsze prosiła nas, byśmy się razem modlili. Gdy już nie mogła mówić, nuciła: „Jezu, ufam Tobie”. Teraz ja robię to za nią i za siebie. Na Mszy kończącej rekolekcje widziałam, jak się do mnie śmiała – dodaje pani Ewa.


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama