Nowy numer 47/2020 Archiwum

Tego nikt im nie ukradnie

Róża Kutno. – Swoim współbraciom często przypominam, że jesteśmy na ziemi, którą błogosławiony przekazał do pracy z młodzieżą. To jest ta idea, którą staramy się realizować – mówi ks. Henryk Chibowski SDB.

– Minął dopiero miesiąc odkąd razem trenujemy. Jest wśród chłopaków grupa bardziej zaawansowana, ale i tacy, których trzeba uczyć podstaw. Jednak lepiej, że tu przychodzą i sprawia im to radość, niż żeby przesiadywali przed laptopem. Cieszy mnie to bardzo. Poza tym tego, co wypracują na treningach – kondycji i poprawy zdrowia – nikt im nie ukradnie. Zależy mi na tym, żeby była dobra atmosfera na treningach. Czasami trzeba reagować. Wiadomo, okres młodzieńczy to burza hormonów. Szybciej coś zrobią niż pomyślą. Ze swojej strony staram się zachęcać innych, żeby przychodzili na treningi. Pamiętam zdziwienie: „Ale co to za klub ta Róża?”. Teraz już wiedzą, że jest drugi klub piłkarski w Kutnie. Zdziwiony był też kolega, trener koszykówki. Usłyszałem: „To ich tu tylu przychodzi?”. Zobaczymy, jak to będzie w przyszłości. Czy się wykruszą. Na jednym z treningów było ich 24, na kolejnym – kilku mniej. Mają przecież też swoje obowiązki i inne zainteresowania – mówi R. Saganiak.

Wygląd jest ważny

W powstaniu klubu Róża Kutno swój udział miał Tomasz Kaba, trener i nauczyciel wf. – Chcieliśmy stworzyć dzieciom i młodzieży jak najlepsze warunki do trenowania. Dlatego zdecydowaliśmy się wejść w strukturę stowarzyszenia. Sam zresztą swoją karierę trenerską zaczynałem od SALOS-u. Odnośnie do nazwy klubu mieliśmy kilka pomysłów. Postanowiliśmy na różę, która kojarzy się z Kutnem. Chyba nie ma w Polsce klubu o takiej nazwie – mówi T. Kaba, który zaproponował, żeby włączyć do klubu drużynę dziewcząt. Uczy w Gimnazjum nr 3. To tam są korzenie kobiecej piłki na ziemi kutnowskiej. Grupa uczennic zgłosiła się do niego z prośbą o prowadzenie treningów. I tak już zostało. Z czasem doszły dziewczęta z innych szkół. Teraz występują w III lidze. Brak doświadczenia nadrabiają ambicją. Przy sumiennym trenowaniu mają szansę dorównać najlepszym w tej lidze. Na to jednak trzeba jeszcze poczekać. Dla kobiet ważny jest wygląd. Za własne pieniądze kupiły więc do treningów zielone koszulki. Komplet meczowy kupił klub. Ale to dziewczęta decydowały o kolorze koszulek. Wybrały... różowy. – Dostały je przed meczem z Kolejarzem Łódź. To drużyna złożona z doświadczonych, ogranych zawodniczek. Nie wiem, czy to wpływ tych różowych strojów, ale moje dziewczęta tak walczyły, tak „gryzły” trawę, że byłem w szoku. O mało co nie wygraliśmy – mówi T. Kaba.

Wysiłek rodziców

Kutnowski SALOS to nie tylko piłka nożna. Są też zespoły siatkówki. Od lat dziewczęta trenuje Robert Kozik. Zespół chłopców prowadzi Joanna Falczewska, członek nowego Zarządu SALOS-u. – Sport jest mi bardzo bliski. Przez znajomość z ks. Chibowskim zainteresowałam się SALOS-em i chętnie podjęłam współpracę. Jestem parafianką i nauczycielem wf. w szkole specjalnej. Na treningi przychodzą chłopcy ze zwykłego gimnazjum i liceum, ale i z ośrodka specjalnego. Są wspólne zajęcia. Nie ma z tym problemów. Jednym i drugim to służy – mówi pani Joanna. Prowadzenie klubu to duża odpowiedzialność. Jest kosztowne, wymaga dobrego zorganizowania i współpracy z rodzicami. – My nie generujemy z tego zysku. Nam, salezjanom, chodzi przede wszystkim o dzieci i młodzież. To widać też w podejściu rodziców – są zainteresowani, przywożą dzieci na treningi. To jest potężny wysiłek dla tych rodzin – mówi ks. Chibowski. Stanisława Bobrzak przywozi na treningi swojego wnuka Miłosza. Nieraz zmarzła na orliku, czekając na zakończenie treningu. Po kilku miesiącach dostrzega efekty. Porównuje to z pierwszym meczem drużyny 10-latków. – Stali tacy sztywni, sparaliżowani. Teraz to co innego. Postęp jest widoczny. Ruchliwi są, nawet za bardzo. Miłosz, który nie lubił tańczyć, teraz się odblokował. Podryguje w takt muzyki – śmieje sie pani Stanisława. – Mój Mikołaj to czekał aż piłka sama do niego przyjdzie. Teraz kopie wszystko, co ma okrągły kształt. Nic, tylko piłka i piłka. Wszystko temu podporządkował. Nawet odrabianie lekcji. Po przyjściu ze szkoły od razu się za nie bierze. Gdy skończy, słyszę: „A teraz, mamo, zawieź mnie na trening” – dodaje Kamila Kopczyńska, mama chłopca.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama