Nowy numer 44/2020 Archiwum

Gorący doping mam

– To profesjonalna impreza robiona przez amatorów – mówi Włodzimierz Michalak.

Odbył się VIII Rodzinny Turniej w Piłce Nożnej i Siatkowej o Puchar Ojca Przeora Klasztoru oo. Pasjonistów w Rawie Mazowieckiej. W niedzielę 5 czerwca na boiskach LO im. Marie Skłodowskiej-Curie naprzeciw siebie stanęły dwuosobowe drużyny złożone w większości z ojców i synów. Od początku zawodów ograniczeniem jest wymóg regulaminowy – 18 lat różnicy wieku między zawodnikami w drużynie. Tak więc widok mamy z córką biorących udział w turnieju nie jest czymś nadzwyczajnym. Są też pary mieszane, utworzone przez tatę i córkę czy mamę i syna.

Pomysłodawcą jest W. Michalak. – Impulsem stało się to, co usłyszałem przed laty podczas jednej z konferencji w klasztorze pasjonistów, że ojciec to zwykle nieodpowiedzialna osoba, nierzadko pijak. Postanowiłem przeciwstawić się temu stereotypowi – mówi pan Włodzimierz. Wraz z grupą wiernych z rawskiej parafii św. Pawła od Krzyża, w której posługują pasjoniści, stworzył turniej, który ma służyć zacieśnianiu więzi rodzinnych. Rywalizacja sportowa jak najbardziej się do tego nadaje. – Dzieci uczą się, jak znosić sukcesy, ale i porażki. Wychowawcza rola ojca jest niezastąpiona. Ale najbardziej występy na boisku to chyba przeżywają dopingujące mamy – mówi W. Michalak.

Grono organizatorów jest stałe. Nikogo nie trzeba na siłę zmuszać do wysiłku na rzecz turnieju. Przez lata udało się wypracować formułę, którą docenili partnerzy zawodów. To kolejny przełamany stereotyp. Nieprofesjonaliści stworzyli profesjonalną imprezę. Między innymi dzięki współpracy z okręgowymi związkami piłki nożnej i siatkówki udało się zdobyć na licytację piłki i koszulki z podpisami Zbigniewa Bońka, legendarnego polskiego piłkarza, obecnie prezesa PZPN, oraz reprezentacji polskich siatkarzy, która właśnie zapewniła sobie awans na igrzyska w Rio. Zebrane pieniądze przeznaczone zostaną na organizację halowej odsłony turnieju zimą. Pierwsza edycja odbyła się w lutym tego roku.

– Zależy nam na tym, żeby organizować takie turnieje nie tylko latem. To wzmacnia relacje międzyludzkie. Jest tak nieraz, że naprzeciw siebie stają koledzy z jednej szkolnej ławki ze swoimi synami. Dopiero na turnieju, po wielu latach, spotkali się ponownie. Przyjeżdżają tu ludzie z odległych miejscowości. Jest rodzina z Bydgoszczy, która uczestniczy od początku w każdym z turniejów. Najlepsi dostają puchary, ale nikt z biorących udział nie opuszcza nas z pustymi rękoma. Każdy otrzymuje jakiś upominek – mówi o. Łukasz Nawotczyński CP, przeor klasztoru pasjonistów w Rawie Mazowieckiej.

Jacek Grądzki przyjechał na turniej z Łodzi. Stworzył drużynę z synem Markiem. Wylicytował piłkę z podpisem Z. Bońka. – Mimo sentymentu dla tego piłkarza, ważniejszy był dla mnie cel charytatywny. Informację o turnieju w internecie wyszukał syn i namówił mnie na przyjazd. Jedyne, czego żałuję, to to, że jestem tu dopiero pierwszy raz – mówi pan Jacek.

Pomoc przy organizacji turnieju okazali Skauci Europy. „Zawiszacy” przygotowali też tor przeszkód. Atrakcją dla najmłodszych było malowanie twarzy. Serwowano potrawy z grilla. Dodatkowo odbyły się zawody duathlonu. – Nasze zaangażowanie wynika z tego, że jesteśmy bardzo oddani „małemu kościółkowi” [parafii pasjonistów – przyp. red.]. Ojcowie są świetnymi duszpasterzami, ale przede wszystkim wspaniałymi ludźmi. W różny sposób pomagają innym, m.in. prowadzą poradnictwo psychologiczne i prawne czy akademię dziecięcą latem – mówi W. Michalak.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama